Zbyt wysokie oczekiwania – historia upadku mojego małżeństwa

– Znowu zapomniałeś o rocznicy? – mój głos drżał, choć starałam się brzmieć spokojnie. Stałam w kuchni, oparta o blat, patrząc na Jerzego, który właśnie wrócił z pracy. Był zmęczony, jak zwykle, ale w moich oczach to nie było usprawiedliwienie.

– Krystyna, przepraszam… Miałem dziś tyle na głowie w biurze… – zaczął tłumaczyć się cicho, ale ja już nie słuchałam. W mojej głowie kłębiły się myśli: „Czy naprawdę tak trudno zapamiętać datę? Czy ja naprawdę nic dla niego nie znaczę?”

Odwróciłam się do okna, żeby nie widział łez w moich oczach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to nie była tylko kwestia jednej rocznicy. To był początek końca.

Zawsze miałam wyobrażenie idealnego małżeństwa. Moja mama powtarzała mi od dziecka: „Mąż powinien cię nosić na rękach”. Wierzyłam w to święcie. Kiedy poznałam Jerzego, wydawało mi się, że właśnie taki będzie – czuły, troskliwy, zawsze gotowy spełnić każdą moją zachciankę. Przez pierwsze lata rzeczywiście tak było. Kwiaty bez okazji, śniadania do łóżka, długie rozmowy wieczorami.

Ale życie to nie bajka. Przyszły dzieci – Zosia i Michał. Przyszły kredyty, praca po godzinach, zmęczenie. Zamiast śniadań do łóżka były szybkie kanapki w biegu. Zamiast kwiatów – lista zakupów i rachunki do zapłacenia. Zamiast rozmów – milczenie przy stole, bo oboje byliśmy zbyt wykończeni.

Zaczęłam czuć się niedoceniona. Każda drobnostka urastała do rangi tragedii. Gdy Jerzy zapomniał o moich imieninach, przez tydzień się do niego nie odzywałam. Gdy nie zauważył nowej sukienki, uznałam to za brak zainteresowania. Coraz częściej myślałam: „On już mnie nie kocha”.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, Marta.

– Krystyna, co się dzieje? Słyszę po głosie, że coś jest nie tak.

– On mnie nie docenia… Nic mu na mnie nie zależy… – zaczęłam płakać do słuchawki.

– A może po prostu jest zmęczony? Może ty też powinnaś czasem zrobić pierwszy krok?

Oburzyłam się wtedy. Dlaczego ja mam się starać? To on powinien! Przecież jestem jego żoną!

Z czasem nasze kłótnie stawały się coraz częstsze i coraz bardziej gorzkie. Dzieci zaczęły unikać wspólnych posiłków. Michał zamykał się w swoim pokoju z komputerem, Zosia wychodziła do koleżanek. Dom przestał być miejscem ciepła i bezpieczeństwa.

Pamiętam jedną szczególną noc. Siedziałam sama w salonie, patrząc na zdjęcia z naszego ślubu. Byliśmy tacy szczęśliwi… Co się z nami stało? Czy to wszystko przez niego? Czy może ja też popełniłam błędy?

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Jerzym.

– Musimy coś zmienić – powiedziałam cicho.

– Krystyna… Ja już nie wiem, co robić. Staram się jak mogę… Ale mam wrażenie, że cokolwiek zrobię, to i tak jest źle.

Te słowa zabolały mnie bardziej niż wszystkie wcześniejsze kłótnie. Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach smutek i bezradność.

Ale zamiast spróbować go zrozumieć, jeszcze bardziej zamknęłam się w sobie. Zaczęłam szukać winy tylko w nim. Przestałam z nim rozmawiać, unikałam dotyku. On też się wycofał.

W końcu przyszedł dzień, kiedy Jerzy spakował walizkę.

– Nie mogę już tak żyć – powiedział spokojnie. – Kocham cię, ale nie jestem w stanie sprostać twoim oczekiwaniom.

Patrzyłam na niego w milczeniu. Chciałam go zatrzymać, ale duma mi nie pozwalała. Wtedy jeszcze wierzyłam, że wróci, że zrozumie swój błąd.

Minęły miesiące. Samotność bolała coraz bardziej. Dzieci pytały: „Mamo, kiedy tata wróci?”. Nie umiałam im odpowiedzieć.

Dopiero po roku zaczęłam rozumieć swoje błędy. Zobaczyłam, jak bardzo byłam skupiona na sobie i swoich potrzebach. Jak bardzo ignorowałam jego wysiłki i codzienne drobne gesty.

Dziś jestem sama. Jerzy ułożył sobie życie na nowo. Dzieci dorastają i coraz rzadziej pytają o tatę.

Często wracam myślami do tamtych dni i pytam siebie: dlaczego tak trudno nam docenić to, co mamy? Dlaczego oczekujemy od innych więcej niż sami jesteśmy gotowi dać?

Może gdybym wtedy potrafiła spojrzeć na nasze życie jego oczami… Może gdybym umiała odpuścić dumę i zrobić pierwszy krok…

Czy można jeszcze naprawić to, co zostało zniszczone przez nierealistyczne oczekiwania? Czy każda kobieta musi przejść przez taki ból, żeby zrozumieć prawdziwą wartość miłości?