Pojechałam po syna do teściowej po dwóch tygodniach i wtedy usłyszałam od męża, że robię z niego „mięczaka”
Do dziś mam przed oczami moment, kiedy mój syn stał w ciemnym przedpokoju u babci i szeptał, że boi się zasnąć. Pojechałam po niego wcześniej, choć wszyscy mówili mi, że przesadzam i że dziecko musi się „zahartować”. Wtedy pękło coś nie tylko między mną a teściową, ale też między mną a własnym mężem.