Przez dwadzieścia lat ratowałam jej życie, a kiedy sama tonęłam, usłyszałam tylko: „Teraz nie mam głowy”
Pamiętam ten moment bardzo dokładnie, bo stałam w kuchni z telefonem przy uchu, nie wiedząc, czy bardziej trzęsą mi się ręce ze złości, czy ze wstydu. Przez dwadzieścia lat byłam dla niej jak siostra, a kiedy w końcu sama poprosiłam o pomoc, zobaczyłam, że nasza przyjaźń istniała tylko wtedy, gdy to ona czegoś potrzebowała. Długo bolało mnie to bardziej niż nasze rodzinne i finansowe problemy, ale dziś wiem, że odejście było jedyną rzeczą, która uratowała mnie resztką sił.