W przymierzalni usłyszałam, że na własnym ślubie mam wyglądać jak wszystkie kobiety przed mną — i wtedy zrozumiałam, że jeśli teraz nie postawię granicy, to już zawsze ktoś będzie układał mi życie
Stałam w salonie sukien ślubnych, kiedy przyszła teściowa spojrzała na mnie z chłodem i powiedziała, że w tej rodzinie panny młode zakładają tylko jedną, przekazywaną od pokoleń suknię. Najgorsze nie było nawet to, że próbowała mi ją narzucić, tylko że mój narzeczony stał obok i udawał, że to drobiazg, bo nie chciał pokłócić się z matką przed weselem. Dopiero gdy powiedziałam głośno, że w takiej atmosferze nie widzę sensu w żadnym ślubie, wszystko pękło i po raz pierwszy naprawdę zawalczyłam o siebie.