Po śmierci męża dzieci traktowały mnie jak ciężar. Dopiero mój list zmusił nas do szczerej rozmowy
Po śmierci męża zostałam sama w mieszkaniu na warszawskim Ursynowie i coraz częściej czułam się niepotrzebna własnym dzieciom. Ratunek znalazłam przy parafii, wśród kobiet, które nauczyły mnie, że mam prawo żyć także dla siebie. W końcu napisałam do córki i syna list, po którym nic w naszej rodzinie nie mogło już zostać takie samo.