Wstyd w trzydziestce: Dlaczego mama nie pozwala mi kochać?
– Marta, nie wyjdziesz dziś z domu. – Głos mamy był twardy jak stal. Stała w progu mojego pokoju, z założonymi rękami, a jej spojrzenie wbijało się we mnie jak szpilki.
Zacisnęłam pięści pod kocem. Miałam trzydzieści lat. Trzydzieści. A mimo to czułam się jak dziecko przyłapane na podjadaniu cukierków przed obiadem.
– Mamo, mam spotkanie z Pawłem. Obiecałam mu…
– Pawłowi możesz powiedzieć, że dziś nie przyjdziesz. Musisz pomóc mi z babcią. – Jej głos nie znosił sprzeciwu.
Wiedziałam, że to nie chodzi o babcię. Babcia spała od godziny, a jej opieka ograniczała się do podania leków i sprawdzenia, czy oddycha. Mama po prostu nie chciała, żebym wychodziła. Nie chciała, żebym była szczęśliwa z Pawłem.
Od miesięcy próbowałam znaleźć choćby odrobinę przestrzeni dla siebie. Każda próba kończyła się kłótnią lub cichą wojną domową. Tata milczał, chowając się za gazetą lub wychodząc do garażu. Brat wyprowadził się do Gdańska i dzwonił tylko wtedy, gdy potrzebował pieniędzy.
– Mamo, proszę cię…
– Marta, nie zaczynaj. Wiesz dobrze, że Pawel nie jest dla ciebie. – Jej głos zadrżał lekko, ale zaraz znów był twardy. – On cię zostawi, jak tylko znajdzie lepszą pracę.
Zacisnęłam zęby. Paweł był nauczycielem historii w liceum na Pradze. Nie zarabiał kokosów, ale był dobrym człowiekiem. Kochał mnie – tego byłam pewna.
– Mamo, to moja sprawa.
– Twoja sprawa? – Mama uniosła brwi. – Mieszkasz u nas, jesz nasze jedzenie, korzystasz z naszego prądu! Jak chcesz mieć swoje sprawy, to się wyprowadź!
To było jak policzek. Wiem, że powinnam była już dawno się wyprowadzić. Ale pensja w call center ledwo wystarczała na bilet miesięczny i telefon. Wynajem kawalerki w Warszawie to marzenie ściętej głowy.
Wyszłam z pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi łazienki. Oparłam się o zimne kafelki i pozwoliłam łzom płynąć po policzkach.
Telefon zawibrował w kieszeni.
„Czekam pod twoim blokiem – Paweł”
Zacisnęłam powieki. Co mu powiem? Że znów nie mogę wyjść? Że jestem dorosłą kobietą uwięzioną w ciele posłusznej córki?
Wróciłam do pokoju i spojrzałam na mamę.
– Mamo, wychodzę. Muszę oddychać.
Nie odpowiedziała. Tylko patrzyła na mnie tym swoim rozczarowanym wzrokiem.
Zbiegłam po schodach i wybiegłam na dwór. Paweł stał przy swoim starym fiacie punto, ubrany w kurtkę z łatami na łokciach.
– Hej – powiedział cicho, widząc moje zapłakane oczy.
– Przepraszam – szepnęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
Milczeliśmy przez chwilę.
– Może pojedziemy gdzieś daleko? – zaproponował nagle. – Do Kazimierza? Albo nad morze?
Pokręciłam głową.
– Nie mogę zostawić mamy i babci…
Paweł westchnął ciężko.
– Marta, ile jeszcze będziesz żyć dla nich?
Nie umiałam odpowiedzieć.
Wieczorem wróciłam do domu na palcach. Mama siedziała przy stole i obierała ziemniaki na jutro.
– Dobrze się bawiłaś? – zapytała lodowato.
Nie odpowiedziałam. Wzięłam prysznic i położyłam się spać z bólem głowy.
Następnego dnia rano mama czekała na mnie z listą obowiązków: zakupy, apteka, sprzątanie łazienki. Wszystko po to, żebym nie miała czasu na siebie ani na Pawła.
Przez kolejne tygodnie sytuacja się powtarzała. Każda próba spotkania z Pawłem kończyła się awanturą lub szantażem emocjonalnym:
– Jeśli pójdziesz do niego, to ja już nie będę miała siły zajmować się babcią!
– Zobaczysz, jak to jest być samą!
– Po co ci taki facet? Nawet samochodu porządnego nie ma!
Czułam się coraz bardziej uwięziona. Paweł coraz częściej mówił o wspólnej przyszłości:
– Marta, wynajmijmy coś razem. Nawet pokój na Bielanach! Damy radę…
Ale ja bałam się zostawić mamę samą z babcią. Bałam się jej gniewu i tego wszechogarniającego poczucia winy.
Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę rodziców przez cienką ścianę:
– Zostaw ją w spokoju – mówił tata cicho. – Ma prawo żyć po swojemu.
– A kto będzie się nami opiekował na starość? Ty? – syknęła mama.
– Może czas pozwolić jej odejść…
– Nigdy! Ona jest moją córką!
Leżałam w łóżku i czułam się jak przedmiot rozrywany przez dwie siły: miłość do rodziny i pragnienie wolności.
W pracy byłam coraz bardziej rozkojarzona. Szefowa upomniała mnie kilka razy:
– Marta, co się z tobą dzieje? Zawsze byłaś sumienna…
Nie umiałam jej odpowiedzieć.
Pewnego dnia Paweł przyszedł pod mój blok z bukietem tulipanów.
– Marta, musisz wybrać – powiedział cicho. – Albo my, albo twoja mama.
Patrzyłam na niego przez łzy.
– Nie umiem…
Odwrócił się i odszedł bez słowa.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień samej siebie. Mama triumfowała w milczeniu; tata patrzył na mnie ze smutkiem.
Któregoś wieczoru babcia złapała mnie za rękę:
– Dziecko… nie zmarnuj sobie życia przez nas. Ja już swoje przeżyłam…
Te słowa uderzyły mnie mocniej niż wszystko inne.
Następnego dnia spakowałam torbę i wyszłam z domu bez słowa. Mama krzyczała za mną:
– Zobaczysz! Jeszcze pożałujesz!
Ale ja szłam przed siebie, pierwszy raz od lat czując powiew wolności na twarzy.
Zadzwoniłam do Pawła:
– Wynajmijmy ten pokój na Bielanach…
Dziś mija rok od tamtego dnia. Mama nie rozmawia ze mną od miesięcy; tata czasem dzwoni ukradkiem. Babcia odeszła spokojnie kilka tygodni temu.
Czasem budzę się w nocy zlękniona: czy dobrze zrobiłam? Czy egoizm jest grzechem? Czy można być szczęśliwym bez poczucia winy?
A wy… czy kiedykolwiek musieliście wybierać między sobą a rodziną? Czy można kochać i być wolnym jednocześnie?