Między dwoma ogniskami: Kiedy teściowa pragnie nowego początku
— Aniu, muszę z tobą porozmawiać. To ważne — głos pani Haliny, mojej teściowej, drżał przez telefon. Była środa, godzina 19:03. W kuchni pachniało jeszcze zupą pomidorową, a mój mąż, Tomek, oglądał mecz w salonie. Słysząc jej ton, poczułam niepokój. Halina nigdy nie dzwoniła bez powodu.
— Oczywiście, mamo. Co się stało? — odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie.
— Czy mogłabyś przyjechać sama? Nie chcę, żeby Tomek wiedział… jeszcze nie teraz.
Zgodziłam się bez wahania. Halina była dla mnie kimś więcej niż tylko teściową. Po śmierci mojej mamy to ona nauczyła mnie gotować rosół i pokazała, jak radzić sobie z codziennością. Zawsze powtarzała: „Rodzina to najważniejsze, Aniu”.
Kiedy weszłam do jej mieszkania na Pradze, zobaczyłam ją siedzącą przy stole z kubkiem herbaty. Wyglądała na zmęczoną i starszą niż zwykle. Przez chwilę milczałyśmy.
— Aniu… — zaczęła cicho — Zakochałam się.
Zamarłam. Halina miała 62 lata, od pięciu lat była wdową po panu Januszu. Wszyscy myśleliśmy, że pogodziła się z samotnością.
— To wspaniale… chyba? — próbowałam wyczuć jej nastrój.
— Tak, ale Tomek nigdy tego nie zaakceptuje. On uważa, że powinnam być wierna pamięci ojca do końca życia. Ale ja… ja chcę jeszcze być szczęśliwa. Czy to takie złe?
Patrzyła na mnie z nadzieją i lękiem. Poczułam ukłucie współczucia. Przypomniałam sobie własną mamę i jej samotność po rozwodzie. Ile razy słyszałam od ludzi: „Dzieci są najważniejsze, matka powinna poświęcić się rodzinie”.
— Mamo, masz prawo do szczęścia — powiedziałam cicho.
Przytuliła mnie mocno i rozpłakała się. Wtedy zrozumiałam, że to nie będzie łatwe.
Następnego dnia wróciłam do domu z ciężkim sercem. Tomek od razu zauważył, że coś jest nie tak.
— Byłaś u mamy? Coś się stało?
— Wszystko w porządku — skłamałam. Nie byłam gotowa na tę rozmowę.
Przez kolejne dni Halina dzwoniła do mnie codziennie. Opowiadała o Andrzeju — wdowcu z sąsiedztwa, który przynosił jej świeże bułki i rozśmieszał ją jak nikt inny od lat. Słuchałam jej zwierzeń i czułam coraz większy ciężar na sercu.
W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam Tomkowi prawdę.
— Twoja mama… ona kogoś poznała. Jest szczęśliwa.
Tomek spojrzał na mnie jak na zdrajczynię.
— Jak mogłaś mi to ukrywać? Przecież ona nie ma prawa! Tata ledwo odszedł…
— Minęło pięć lat! — wybuchłam. — Czy naprawdę chcesz, żeby była sama do końca życia?
— To nie o to chodzi! — krzyknął. — Ona zdradza pamięć ojca!
Wtedy po raz pierwszy poczułam się rozdarta na pół. Z jednej strony rozumiałam Tomka — jego żal i poczucie lojalności wobec ojca. Z drugiej strony widziałam Halinę, która po latach smutku znów zaczynała żyć.
Przez kolejne tygodnie atmosfera w domu była napięta jak struna. Tomek przestał odwiedzać matkę, a ja byłam jedynym łącznikiem między nimi. Halina coraz częściej płakała przez telefon.
— On mnie nienawidzi… — szeptała.
— Nie nienawidzi cię. Po prostu nie rozumie — próbowałam ją pocieszyć.
W pracy byłam rozkojarzona, w domu czułam się jak intruz. Nawet nasza córka Zosia zauważyła zmianę:
— Mamo, dlaczego tata jest taki smutny?
Nie umiałam jej odpowiedzieć.
Pewnego wieczoru Halina poprosiła mnie o przysługę:
— Aniu, czy mogłabyś przyjść ze mną na kolację do Andrzeja? Chciałabym ci go przedstawić…
Zgodziłam się, choć wiedziałam, że to jeszcze bardziej skomplikuje sprawy. Andrzej okazał się ciepłym, serdecznym człowiekiem. Widziałam, jak Halina przy nim promienieje — śmiała się głośno, żartowała, wyglądała młodziej o dziesięć lat.
Kiedy wróciłam do domu, Tomek czekał na mnie w kuchni.
— Byłaś u niej? Z nim?
Skinęłam głową.
— Jak możesz ją wspierać? Przecież ona nas zdradza!
— Nikogo nie zdradza! — odpowiedziałam ostro. — Chce być szczęśliwa! Czy ty naprawdę wolisz widzieć ją samotną i nieszczęśliwą?
Tomek milczał długo.
— Nie rozumiesz… Ja po prostu nie potrafię jej wybaczyć.
Wtedy po raz pierwszy poczułam prawdziwą bezsilność. Byłam między dwoma ogniskami: lojalnością wobec męża i współczuciem dla teściowej.
Minęły kolejne tygodnie. Halina coraz rzadziej dzwoniła; chyba nie chciała mnie obciążać swoimi problemami. Tomek zamknął się w sobie. Nasze rozmowy ograniczały się do spraw codziennych: zakupy, praca, szkoła Zosi.
Pewnej niedzieli Zosia zapytała:
— Mamo, dlaczego babcia już do nas nie przychodzi?
Nie umiałam odpowiedzieć. Poczułam łzy pod powiekami.
Wieczorem zadzwoniła Halina:
— Aniu… podjęłam decyzję. Wyprowadzam się do Andrzeja. Nie chcę już nikogo ranić ani prosić o pozwolenie na szczęście.
Poczułam ulgę i smutek jednocześnie. Wiedziałam, że to najlepsze rozwiązanie dla niej — ale dla naszej rodziny oznaczało to rozpad czegoś ważnego.
Tomek dowiedział się o wszystkim przypadkiem — od sąsiadki swojej mamy. Był wściekły i rozżalony.
— Ona już nie jest moją matką — powiedział cicho.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czy miałam prawo go oceniać? Czy lojalność wobec rodziny zawsze musi oznaczać rezygnację z własnego szczęścia?
Dziś minął rok od tamtych wydarzeń. Halina jest szczęśliwa z Andrzejem; czasem dzwoni do mnie i pyta o Zosię. Tomek nadal nie chce z nią rozmawiać.
Często zastanawiam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy można być lojalnym wobec wszystkich naraz? A może czasem trzeba po prostu pozwolić ludziom żyć własnym życiem?