Dowiedziałam się o jego zdradzie, leżąc w szpitalu: Moje życie między bólem a rozczarowaniem

– Nie mogę teraz rozmawiać, naprawdę… – szeptał mój mąż, stojąc przy oknie szpitalnej sali. Myślał, że śpię. Ale ja nie spałam. Leżałam nieruchomo po operacji, z kroplówką w ręce i sercem ściśniętym jak nigdy dotąd. Słyszałam każde jego słowo, każde westchnienie.

– Kochanie, ona nic nie wie. Jest po operacji, nie będzie jej długo… – mówił cicho do telefonu. Zamarłam. Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. To nie mogła być prawda. Nie teraz, nie tutaj, kiedy najbardziej go potrzebowałam.

Nazywam się Agnieszka Nowak. Mam 38 lat i jeszcze dwa tygodnie temu myślałam, że mam wszystko: rodzinę, dom pod Warszawą, dwójkę dzieci i męża, któremu ufałam bezgranicznie. Choroba przyszła nagle – rak jajnika. Diagnoza była jak wyrok, ale wierzyłam, że razem damy radę. On powtarzał: „Aga, jesteśmy drużyną”.

Teraz leżałam w szpitalnym łóżku i słuchałam, jak mój mąż Paweł zdradza mnie przez telefon z jakąś „kochaną”. W jednej chwili wszystko straciło sens. Próbowałam zebrać myśli, ale ból po operacji mieszał się z bólem duszy. Chciałam krzyczeć, ale nie miałam siły.

Gdy Paweł wrócił do łóżka obok i zobaczył moje otwarte oczy, na chwilę zamarł. – Wszystko w porządku? – zapytał z udawaną troską.

– Tak… – odpowiedziałam cicho. Nie miałam odwagi zapytać go wprost. Jeszcze nie wtedy.

Przez kolejne dni udawałam przed nim i przed sobą, że nic się nie stało. Skupiałam się na rekonwalescencji, na rozmowach z pielęgniarkami i sąsiadką z sali – panią Zosią, która opowiadała mi o swoich wnukach i o tym, jak jej mąż zostawił ją dla młodszej kobiety dwadzieścia lat temu. Słuchałam jej historii i czułam narastający gniew.

W końcu nie wytrzymałam. Gdy Paweł przyszedł kolejnego dnia z bukietem tulipanów i czekoladkami dla pielęgniarek (żeby „lepiej się mną opiekowały”), spojrzałam mu prosto w oczy.

– Paweł… Z kim rozmawiałeś przez telefon tamtego wieczoru?

Zbladł. – Z mamą…

– Nie kłam. Słyszałam wszystko.

Zapadła cisza. Widziałam, jak jego twarz zmienia się z sekundy na sekundę – najpierw strach, potem wściekłość.

– Aga, to nie tak… To był tylko jeden raz… Ty byłaś taka chora… Ja nie wiedziałem, co robić…

– Więc postanowiłeś mnie zdradzić? Właśnie wtedy?

Nie odpowiedział. Wyszedł z sali trzaskając drzwiami.

Zostałam sama ze swoim bólem i upokorzeniem. Przez kolejne godziny płakałam w poduszkę tak cicho, żeby nikt nie słyszał. Nawet pielęgniarki udawały, że nie widzą moich łez.

Po tygodniu wypisali mnie do domu. Bałam się wracać do pustego mieszkania. Dzieci były u mojej mamy – nie chciałam, żeby widziały mnie w takim stanie.

Paweł pojawił się wieczorem. Przyniósł kwiaty i butelkę wina.

– Aga… Przepraszam. To był błąd. Ja cię kocham.

– Kochasz? Po tym wszystkim?

– Byłem słaby… Ty byłaś taka dzielna… Ja nie umiałem sobie poradzić…

Patrzyłam na niego i czułam tylko pustkę. Przez lata byłam tą silną – ogarniałam dom, dzieci, jego rodziców, jego kryzysy zawodowe. Teraz ja potrzebowałam wsparcia – a on uciekł do innej.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Dzieci wyczuwały napięcie. Siedmioletnia Ola pytała: „Mamo, czemu tata śpi na kanapie?”. Nie umiałam jej odpowiedzieć.

Moja mama przyjeżdżała codziennie z obiadem i dobrym słowem. – Agusia, musisz być silna dla dzieci – powtarzała. Ale ja nie chciałam być już silna dla innych. Chciałam być silna dla siebie.

Pewnego dnia zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do psychologa. Rozmowa była jak powiew świeżego powietrza po miesiącach duszności.

– Pani Agnieszko, czy pani chce walczyć o ten związek? – zapytała terapeutka.

Nie wiedziałam. Przez lata byłam żoną i matką – zapomniałam, kim jestem naprawdę.

Zaczęłam wychodzić na spacery sama ze sobą. Zapisałam się na jogę w lokalnym domu kultury. Poznałam tam Magdę – rozwódkę po przejściach, która nauczyła mnie śmiać się z własnych słabości.

Paweł próbował wrócić do dawnego życia: przynosił kwiaty, gotował kolacje, zabierał dzieci do kina. Ale ja już byłam gdzie indziej – mentalnie i emocjonalnie.

Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole.

– Aga… Ja naprawdę żałuję… Chcę naprawić to wszystko…

– Paweł… Ja już nie potrafię ci zaufać. Potrzebuję czasu dla siebie.

Widziałam łzy w jego oczach – pierwszy raz od lat był naprawdę bezbronny.

Minęły miesiące. Choroba ustąpiła – lekarze mówią o cudzie. Dzieci przyzwyczaiły się do nowej rzeczywistości: mama czasem płacze, ale częściej się śmieje; tata mieszka osobno, ale zawsze jest obecny na ważnych wydarzeniach.

Czasem pytam siebie: czy można jeszcze zaufać po takim upokorzeniu? Czy można odbudować siebie na nowo?

Może wy też kiedyś musieliście zacząć wszystko od początku? Jak znaleźliście w sobie siłę?