Przyjęłam pod swój dach przyjaciółkę. Dziś wiem, że to był początek końca mojego małżeństwa…
– Magda, nie mam już gdzie pójść. – Jej głos drżał, a oczy były czerwone od płaczu. Stała w moim przedpokoju z walizką, jakby cały jej świat zmieścił się w tych kilku ubraniach i kosmetyczce. – Proszę, pozwól mi zostać choć na kilka dni.
Alicja była moją przyjaciółką od liceum. Przeżyłyśmy razem pierwsze miłości, rozstania, egzaminy i imprezy do białego rana. Zawsze powtarzałam, że jest jak siostra, której nigdy nie miałam. Kiedy zadzwoniła tamtego wieczoru, nie wahałam się ani chwili. Mój mąż, Tomek, tylko wzruszył ramionami.
– Przecież to twoja najlepsza przyjaciółka – powiedział. – Jasne, niech zostanie, ile trzeba.
Nie wiedziałam wtedy, że właśnie otwieram drzwi nie tylko do naszego domu, ale i do naszego małżeństwa.
Pierwsze dni były trudne. Alicja płakała nocami, a ja siedziałam przy niej z kubkiem herbaty i słuchałam jej żalów o niewiernym partnerze. Tomek starał się być miły – żartował, gotował dla nas obiady, czasem nawet przynosił kwiaty „na poprawę humoru”. Wydawało mi się to urocze.
Z czasem jednak zaczęłam zauważać drobiazgi. Alicja coraz częściej śmiała się z żartów Tomka, których ja już nie rozumiałam. Zaczęli razem oglądać filmy, których ja nie lubiłam. Kiedy wracałam późno z pracy, zastawałam ich w kuchni – ona opowiadała coś z przejęciem, a on patrzył na nią z tym samym uśmiechem, którym kiedyś obdarzał tylko mnie.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich śmiech dobiegający z salonu. Weszłam cicho i zobaczyłam Alicję siedzącą na kanapie obok Tomka. Ich dłonie niemal się stykały. Poczułam ukłucie zazdrości, ale zaraz zganiłam się w myślach – przecież to tylko przyjaciółka.
– Magda! – zawołała radośnie Alicja. – Chodź do nas! Tomek właśnie opowiadał o waszej podróży do Zakopanego.
Uśmiechnęłam się sztucznie i usiadłam obok nich. Próbowałam włączyć się do rozmowy, ale czułam się jak piąte koło u wozu.
Zaczęły się drobne spięcia. Tomek coraz częściej krytykował moje decyzje – raz o obiadzie, innym razem o tym, jak wychowuję naszą córkę, Zosię. Alicja zawsze stawała po jego stronie.
– Magda, może powinnaś być bardziej wyrozumiała? – mówiła łagodnie. – Tomek tylko chce dobrze.
Zosia też zaczęła lgnąć do Alicji. „Ciocia Ala” była zawsze uśmiechnięta, miała czas na zabawę i nigdy nie podnosiła głosu.
Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy. W domu panowała cisza. Weszłam do sypialni i zobaczyłam Tomka i Alicję siedzących na łóżku. Rozmawiali szeptem. Gdy mnie zobaczyli, odskoczyli od siebie jak poparzeni.
– Co tu się dzieje? – zapytałam drżącym głosem.
– Nic… Rozmawialiśmy tylko – odpowiedział Tomek zbyt szybko.
Alicja spuściła wzrok.
Od tamtej pory nie mogłam spać spokojnie. Każdy gest, każde spojrzenie wydawało mi się podejrzane. Zaczęłam sprawdzać telefon Tomka, szukać śladów zdrady. Nic nie znalazłam – przynajmniej na początku.
W końcu pewnej nocy usłyszałam cichy szelest w kuchni. Wstałam i zobaczyłam ich razem przy stole. Alicja płakała, a Tomek trzymał ją za rękę.
– Nie możemy tego robić… – szeptała Alicja.
– Kocham cię – odpowiedział mój mąż.
Świat mi się zawalił. Stałam w progu i patrzyłam na nich jak na obcych ludzi. Oni też mnie zauważyli. Przez chwilę nikt się nie odezwał.
– Magda… – zaczął Tomek.
– Wynoś się! – krzyknęłam do Alicji. – Natychmiast!
Alicja wybiegła z domu bez słowa. Tomek próbował tłumaczyć się przez łzy, ale ja już go nie słuchałam.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak dwie obce osoby. Zosia pytała o „ciocię Alę”, a ja nie potrafiłam jej odpowiedzieć bez łez w oczach.
Najgorsze było to uczucie zdrady – nie przez mężczyznę, którego kochałam przez lata, ale przez kobietę, którą uważałam za siostrę.
Dziś jestem sama. Tomek wyprowadził się do matki, Alicja zniknęła z mojego życia na zawsze. Zosia powoli zapomina o „cioci Ali”. Ja próbuję odbudować siebie kawałek po kawałku.
Czasem zastanawiam się: czy można jeszcze komuś zaufać? Czy to ja byłam ślepa na sygnały ostrzegawcze? A może po prostu niektóre rany nigdy się nie goją…