Dzień, w którym wszystko się zmieniło: Życie w cieniu tajemnic
— Mamo, odbierz! — krzyknęła Zosia z kuchni, a ja z mokrymi rękami rzuciłam się do telefonu. Była siódma rano, a ja już od świtu czułam niepokój. Może to przez ten dziwny sen, w którym widziałam Pawła odchodzącego w deszczu bez słowa. Może przez to, że od kilku tygodni był coraz bardziej nieobecny, zamknięty w sobie. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ten dzień zmieni wszystko.
— Halo? — odezwałam się drżącym głosem.
— Pani Marto? — usłyszałam obcy, oficjalny ton. — Tu asp. Kowalski z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Czy może pani przyjechać na komisariat? Chodzi o pani męża.
Serce mi zamarło. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. — Co się stało? Czy Paweł żyje?
— Proszę się nie martwić, pani mąż żyje. Ale musi pani przyjechać osobiście. To ważne.
Odłożyłam słuchawkę i spojrzałam na Zosię. Miała tylko jedenaście lat, ale jej oczy już wiedziały więcej niż powinny. — Coś się stało z tatą? — zapytała cicho.
— Muszę jechać na policję — odpowiedziałam, starając się ukryć drżenie głosu. — Zostań z babcią, dobrze?
W drodze na komisariat myśli kłębiły mi się w głowie. Czy Paweł miał wypadek? Czy zrobił coś głupiego? Przecież zawsze był taki odpowiedzialny…
Na miejscu asp. Kowalski zaprowadził mnie do małego pokoju przesłuchań. Tam siedział Paweł — blady, zmęczony, z podkrążonymi oczami. Unikał mojego wzroku.
— Pani Marto — zaczął policjant — musimy panią poinformować, że pani mąż został zatrzymany w związku z podejrzeniem o udział w oszustwie finansowym. Sprawa jest poważna.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami. — To niemożliwe… Paweł? Przecież ty…
Paweł spuścił głowę. — Przepraszam, Marta. Chciałem ci powiedzieć… Ale nie wiedziałem jak.
Wyszłam z komisariatu jak we śnie. Wszystko we mnie krzyczało: to nie może być prawda! Mój Paweł? Ten sam, który zawsze mówił, że uczciwość jest najważniejsza?
W domu matka spojrzała na mnie pytająco. — Co się stało?
— Paweł… został zatrzymany przez policję — wyszeptałam.
Matka tylko pokręciła głową. — Zawsze mówiłam, że coś ukrywa. Nigdy mi się nie podobał.
— Mamo! — wybuchłam. — To mój mąż!
— Twój mąż, ale ojciec twojego dziecka też powinien być przykładem! — krzyknęła matka, a Zosia zaczęła płakać.
Przez kolejne dni dom zamienił się w pole bitwy. Matka nie odpuszczała okazji do kąśliwych uwag. Zosia zamknęła się w sobie, przestała rozmawiać nawet ze mną. Ja próbowałam dowiedzieć się prawdy od Pawła, ale on milczał lub powtarzał: „Nie chciałem cię martwić”.
Pewnego wieczoru usiadłam przy jego łóżku w areszcie i zapytałam cicho:
— Dlaczego?
Paweł długo milczał. W końcu powiedział:
— Straciłem pracę pół roku temu. Nie chciałem ci mówić… Bałem się twojej reakcji, bałem się twojej matki… Zacząłem pracować dla znajomego, który obiecał szybki zarobek. Nie wiedziałem, że to przekręt… A kiedy się zorientowałem, było już za późno.
Poczułam mieszaninę gniewu i współczucia. Z jednej strony rozumiałam jego strach i desperację, z drugiej — jak mógł mnie tak okłamywać?
Wróciłam do domu i zobaczyłam Zosię siedzącą na schodach.
— Mamo, czy tata wróci do domu?
Przytuliłam ją mocno. — Nie wiem, kochanie… Ale będziemy razem przez to przechodzić.
Następne tygodnie były jak koszmar na jawie. Plotki rozchodziły się po osiedlu szybciej niż ogień. Sąsiadka spod trójki przestała mówić mi „dzień dobry”. W sklepie ludzie patrzyli na mnie ukradkiem i szeptali coś za plecami.
Matka coraz częściej powtarzała: — Musisz pomyśleć o sobie i o dziecku! Zostaw go! On cię tylko ciągnie na dno!
Ale ja nie potrafiłam podjąć decyzji. Każdego dnia budziłam się z nadzieją, że to tylko zły sen i wszystko wróci do normy.
Pewnego dnia Paweł zadzwonił z aresztu:
— Marta… Chcę ci powiedzieć prawdę do końca. Kocham cię i nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. Jeśli chcesz odejść… rozumiem.
Zawahałam się. Czy potrafię mu wybaczyć? Czy nasze małżeństwo ma jeszcze sens?
Wieczorem usiadłam przy kuchennym stole z matką.
— Mamo… Nie wiem co robić.
Spojrzała na mnie surowo:
— Musisz być silna dla Zosi. Ale pamiętaj: każdy zasługuje na drugą szansę… jeśli naprawdę żałuje.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tysiące pytań: Czy można odbudować zaufanie po takiej zdradzie? Czy miłość wystarczy, by przetrwać najgorsze?
Dziś wiem jedno: życie potrafi zmienić się w jednej chwili i nikt nie jest na to gotowy. Ale czy potrafimy wybaczyć tym, których kochamy najbardziej? I czy sami zasługujemy na wybaczenie?