Każdego dnia gotuję dla Pawła: Kiedy wystarczy?

— Znowu zupa za słona, Aniu — głos Pawła rozbrzmiewa w kuchni, jakby był echem wszystkich moich codziennych porażek. Stoję przy kuchence, z łyżką w ręku, i czuję, jak łzy napływają mi do oczu. Ale nie pozwalam im spłynąć. Nie dzisiaj. Dzisiaj muszę być silna, bo przecież dzieci zaraz wrócą ze szkoły, a dom powinien pachnieć obiadem, nie rozpaczą.

Od lat żyję w cieniu oczekiwań. Najpierw mojej matki, która powtarzała: „Dobra żona to taka, która dba o dom i rodzinę”. Potem Pawła, który nigdy nie nauczył się mówić „dziękuję”, ale za to doskonale potrafi wyliczać moje błędy. Każdego dnia gotuję dla niego, sprzątam, piorę jego koszule, a wieczorami słucham narzekań na świat i ludzi. Zapomniałam już, kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dla siebie.

Pamiętam dzień naszego ślubu — byłam wtedy pełna nadziei. Paweł był inny, czuły, opiekuńczy. Obiecywał mi szczęście i wsparcie. Ale życie szybko zweryfikowało te obietnice. Po narodzinach dzieci wszystko się zmieniło. Zamiast partnerstwa pojawiły się obowiązki. Zamiast rozmów — milczenie. Zamiast bliskości — dystans.

— Aniu, gdzie są moje klucze? — Paweł znowu krzyczy z przedpokoju.

— Tam, gdzie zawsze — odpowiadam cicho, choć wiem, że i tak mnie nie usłyszy.

Czasem mam wrażenie, że jestem przezroczysta. Że mogłabym zniknąć na kilka dni i nikt by tego nie zauważył. Dzieci są już nastolatkami — mają swoje sprawy, swoje tajemnice. Paweł żyje pracą i telewizją. A ja? Ja żyję ich życiem.

Wczoraj wieczorem usiadłam przy stole z kubkiem herbaty i spojrzałam na swoje dłonie. Są szorstkie od detergentów, paznokcie połamane. Kiedyś malowałam je na czerwono, teraz nawet nie pamiętam, gdzie jest lakier. Przypomniałam sobie siebie sprzed lat — dziewczynę z marzeniami o podróżach, o własnej kawiarni, o pisaniu książek. Gdzie ona się podziała?

— Mamo, mogę wyjść do Oli? — pyta Julia, moja córka.

— Tak, tylko wróć przed dziewiątą — odpowiadam automatycznie.

Patrzę na nią i widzę siebie sprzed lat. Boję się, że pójdzie moją drogą — drogą rezygnacji z siebie dla innych.

Wieczorem Paweł wraca późno. Siada przed telewizorem z talerzem w ręku.

— Co dziś na kolację? — rzuca bez spojrzenia w moją stronę.

— Kanapki — odpowiadam krótko.

— Znowu? — wzdycha ciężko.

Czuję, jak coś we mnie pęka. Jakby ktoś przeciął cienką nić, która trzymała mnie przy zdrowych zmysłach przez te wszystkie lata.

— Paweł — mówię nagle głośniej niż zwykle. — Czy ty w ogóle widzisz mnie jeszcze? Czy jestem dla ciebie tylko kucharką i sprzątaczką?

On patrzy na mnie zdziwiony, jakby pierwszy raz mnie widział.

— O co ci chodzi? Przecież wszystko jest jak zawsze.

— Właśnie w tym problem! — krzyczę już prawie przez łzy. — Wszystko jest jak zawsze! Ja już nie chcę tak żyć!

W domu zapada cisza. Dzieci wychylają się z pokoi, zaniepokojone moim krzykiem. Paweł milczy przez chwilę, potem wzrusza ramionami i wraca do telewizora.

Tej nocy nie śpię. Przewracam się z boku na bok, myśląc o swoim życiu. O tym, ile razy rezygnowałam z siebie dla innych. O tym, jak bardzo boję się zmian i samotności. Ale jeszcze bardziej boję się tego, że za dziesięć lat obudzę się i nie będę już wiedziała, kim jestem.

Następnego dnia budzę się wcześnie. Zamiast przygotowywać śniadanie dla wszystkich, robię kawę tylko dla siebie i siadam przy oknie. Patrzę na wschodzące słońce i czuję dziwny spokój. Po raz pierwszy od lat myślę o sobie.

Paweł schodzi do kuchni i patrzy na mnie zdziwiony.

— Nie ma śniadania?

— Nie ma — odpowiadam spokojnie.

— Co się z tobą dzieje?

— Zmęczyłam się byciem niewidzialną. Chcę coś zmienić w swoim życiu.

On śmieje się nerwowo.

— Przesadzasz. Każda kobieta tak ma.

— Nie każda musi się na to godzić — mówię cicho.

Tego dnia idę do fryzjera. Po raz pierwszy od lat pozwalam sobie na luksus zadbania o siebie. Kupuję nową sukienkę i idę na spacer po parku. Oddycham głęboko i czuję się wolna.

Wieczorem Paweł próbuje rozmawiać ze mną jak gdyby nigdy nic.

— Co będzie jutro na obiad?

Patrzę mu prosto w oczy.

— Nie wiem. Może ty coś ugotujesz?

W jego oczach widzę złość i niezrozumienie. Ale po raz pierwszy nie czuję strachu. Czuję ulgę.

Dzieci patrzą na mnie inaczej niż zwykle. Julia podchodzi i przytula mnie mocno.

— Mamo… jesteś dzielna — szepcze mi do ucha.

Płaczę wtedy po raz pierwszy od dawna — ale to są łzy ulgi i nadziei.

Nie wiem jeszcze, co będzie dalej. Czy Paweł się zmieni? Czy nasze małżeństwo przetrwa tę próbę? Ale wiem jedno: już nigdy nie pozwolę sobie zapomnieć o sobie samej.

Czasem zastanawiam się: ile kobiet wokół mnie żyje tak samo? Ile z nas czeka na ten jeden moment odwagi? Może wystarczy zrobić pierwszy krok…