„Jeśli nie potrafisz utrzymać porządku, spakuj się i idź” – Moje życie z Arturem
„Jeśli nie potrafisz utrzymać porządku, spakuj się i idź” – te słowa Artura dźwięczały mi w głowie, kiedy patrzyłam na pustą połowę łóżka. Była piąta rano, za oknem szarzało, a on już wyszedł do pracy – jak zawsze, bez słowa pożegnania. Leżałam jeszcze chwilę, próbując zebrać siły, by wstać. W myślach widziałam go przy biurku w urzędzie miasta, gdzie pracował jako kierownik działu – wszystko u niego musiało być poukładane, posegregowane, bez skazy. W domu też. Każdy ślad mojego istnienia musiał zniknąć, zanim wróci.
Przeszłam przez salon. Na dywanie była plama po kakao, które wczoraj wylał nasz syn Staś. „Nie zapomnij wyczyścić dywanu” – rzucił Artur wychodząc. Czułam się jak ta plama: uparta, niechciana, do usunięcia.
W kuchni czekała na mnie kartka przyklejona magnesem do lodówki: „Pamiętaj o blatach. Wszystko ma lśnić.” Pod spodem lista: odkurzanie, mycie okien, prasowanie koszul. Spojrzałam przez okno na podwórko – sąsiadka wyprowadzała psa w dresie i z rozczochranymi włosami. Zazdrościłam jej tej swobody.
Staś jeszcze spał. Jego tornister leżał pod drzwiami, buty rozrzucone w przedpokoju. Wyobraziłam sobie minę Artura, gdyby to zobaczył. „Ile razy mówiłem – wszystko ma swoje miejsce!” – krzyczałby. Staś schowałby się za mną, a ja próbowałabym go bronić, coraz słabsza z każdym dniem.
Pamiętam dzień, kiedy poznałam Artura na studiach w Krakowie. Był czarujący, dowcipny, zawsze gotów pomóc. Nigdy nie przypuszczałam, że jego potrzeba ładu przerodzi się w obsesję. Na początku starałam się być idealną żoną: wyprasowane koszule, świeże kwiaty na stole, zapach ciasta w domu. Ale im bardziej się starałam, tym więcej oczekiwał.
Pewnego dnia podczas gotowania obiadu wszedł do kuchni i zaczął przeglądać lodówkę. „Dlaczego mleko stoi tutaj? Ile razy mam powtarzać – mleko zawsze na górnej półce! Jak możesz być tak nieogarnięta?” Patrzyłam na niego bez słowa, łzy napływały mi do oczu. „Przepraszam” – wyszeptałam. „Przepraszam to za mało!” – odburknął i trzasnął drzwiami.
Moja mama zapytała mnie kiedyś: „Kinga, jesteś szczęśliwa?” Nie umiałam odpowiedzieć. Szczęście stało się dla mnie abstrakcją – czymś, co widzę u innych kobiet na placu zabaw czy w sklepie spożywczym.
Tego ranka szorowałam dywan, gdy Staś przyszedł do mnie zaspany. „Mamo, czemu jesteś smutna?” Spojrzałam na niego i wymusiłam uśmiech. „Nie jestem smutna, tylko zmęczona.” Przytulił mnie mocno i szepnął: „Tata ciągle się złości. Nie lubię, jak krzyczy.”
Serce mi pękło. Nie chciałam, by Staś dorastał myśląc, że miłość to coś bolesnego i duszącego. Ale nie wiedziałam jak przerwać ten krąg.
Po południu usiadłam z Arturem przy stole podczas obiadu. „Arturze…” – zaczęłam cicho – „możemy porozmawiać?”
Podniósł wzrok znad talerza. „O czym teraz?”
„O nas… O tym, jak się czujemy w domu.”
Zmarszczył brwi. „Znowu te twoje fanaberie? Jeśli ci coś nie pasuje, wiesz gdzie są drzwi.”
„Nie chcę odchodzić… Chcę tylko, żebyśmy byli rodziną, w której każdy czuje się dobrze.”
„Rodzina działa wtedy, gdy każdy zna swoje obowiązki! Jeśli nie potrafisz utrzymać porządku, lepiej wracaj do swojej matki!”
Te słowa przecięły mnie jak nóż. Wstałam od stołu i zamknęłam się w łazience. Odkręciłam wodę i płakałam tak cicho, żeby Staś nie słyszał.
Tej nocy nie mogłam zasnąć. Patrzyłam na śpiącego synka i zastanawiałam się: czego go uczę swoim milczeniem? Czy pokazuję mu cierpliwość czy uczę go znosić upokorzenia?
Następnego dnia poszłam do siostry – Agaty – na kawę. „Kinga, musisz coś zrobić” – powiedziała stanowczo. „Nie możesz całe życie żyć pod presją.”
„Ale gdzie pójdę? Jak dam sobie radę sama ze Stasiem?”
„Masz mnie. Masz mamę. Nie jesteś sama.”
Wróciłam do domu z nową siłą. Tego dnia nie starłam kurzu ani nie odkurzyłam dywanu. Ugotowałam Stasiowi ulubioną pomidorową i razem rysowaliśmy po stole bez obrusa.
Kiedy Artur wrócił i zobaczył bałagan, jego twarz wykrzywiła się ze złości.
„Co to ma być?! Kinga! Mówiłem jasno – jeśli nie potrafisz utrzymać porządku…”
Przerwałam mu pierwszy raz od lat: „Jeśli porządek jest dla ciebie ważniejszy niż my – może to ty powinieneś się spakować.”
Zapadła cisza. Staś patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem czy mam siłę na wielkie zmiany. Ale wiem jedno: już nigdy nie pozwolę traktować siebie jak plamę do starcia.
Czy miłość naprawdę oznacza poświęcenie siebie dla czyjegoś spokoju? A może przychodzi moment, kiedy trzeba powiedzieć: dość? Co wy o tym sądzicie?