Zdrada pod własnym dachem: Historia, która rozdarła moją rodzinę

— Mamo, sprawdź konto, powinny już być — głos Bartka drżał przez telefon, jakby chciał mnie uspokoić, choć przecież to ja powinnam go pocieszać. Od miesięcy powtarzał te same słowa. — Wysłałem ci dzisiaj rano, jak zawsze.

Odstawiłam kubek z herbatą na stół i spojrzałam przez okno na szare, listopadowe niebo. Miałam 69 lat i od roku żyłam z emerytury, która ledwo starczała na leki i czynsz. Bartek wyjechał do Holandii za pracą, obiecał pomagać. Co miesiąc miał przelewać mi pieniądze. Ale od prawie roku nie dostałam ani złotówki.

— Bartku, ja naprawdę nic nie dostałam — powiedziałam cicho, żeby nie usłyszała tego Aneta, moja synowa. — Może coś źle wpisujesz? Może bank się pomylił?

— Mamo, sprawdzałem wszystko. Mam potwierdzenia przelewów. Może idź do banku i zapytaj? — usłyszałam w jego głosie cień irytacji.

Zamknęłam oczy. Nie chciałam robić zamieszania. Wstydziłam się pytać w banku, bo czułam się jak stara, nieporadna kobieta. Ale coś mi nie dawało spokoju. Przecież Bartek nigdy mnie nie okłamał.

Następnego dnia ubrałam się cieplej i poszłam do oddziału PKO przy rynku. W środku pachniało kawą i papierem. Podeszłam do okienka.

— Dzień dobry, chciałabym sprawdzić historię mojego konta — powiedziałam nieśmiało.

Młoda kasjerka spojrzała na mnie z lekkim politowaniem. — Proszę dowód.

Przeglądała coś długo na komputerze. — Ostatni wpływ to emerytura z ZUS-u, pani Halino. Nic więcej.

— A czy mogę zobaczyć nagrania z kamer? — zapytałam nagle, sama siebie zaskakując odwagą.

Kasjerka uniosła brwi. — To niemożliwe bez zgody kierownika i uzasadnienia.

Wróciłam do domu z poczuciem bezsilności. Przez kolejne dni nie mogłam spać. W końcu zadzwoniłam do Bartka i poprosiłam o potwierdzenia przelewów. Przysłał mi zdjęcia ekranu — wszystko się zgadzało: data, kwota, numer konta.

Zaczęłam podejrzewać, że ktoś musi przechwytywać te pieniądze. Ale kto? Przecież tylko ja miałam dostęp do konta… i Aneta.

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Anety przez telefon:

— Tak, wszystko załatwione… Mama niczego się nie domyśla…

Serce mi zamarło. Czy to możliwe? Czy moja własna synowa mogła…?

Następnego dnia poszłam do banku jeszcze raz. Tym razem poprosiłam o rozmowę z kierownikiem.

— Proszę pani, czy ktoś jeszcze ma dostęp do pani konta? — zapytał kierownik.

— Tylko synowa, czasem pomaga mi płacić rachunki przez internet…

Kierownik spojrzał na mnie uważnie. — Mieliśmy ostatnio kilka przypadków wyłudzeń wśród rodzin…

Poprosiłam o wydruk wszystkich operacji i zauważyłam coś dziwnego: regularnie, tego samego dnia co przelew od Bartka, z mojego konta znikała ta sama kwota — przelew na inne konto.

— Czy mogę zobaczyć nagrania z kamer z tych dni? — zapytałam drżącym głosem.

Po długich namowach i wyjaśnieniach zgodzili się pokazać mi fragmenty nagrań. Usiedliśmy w małym pokoiku za szklaną ścianą. Na ekranie zobaczyłam Anetę — moją synową — jak podchodzi do bankomatu, wkłada moją kartę i wypłaca pieniądze.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami.

Wróciłam do domu jak w transie. Aneta siedziała przy stole, rozmawiała przez telefon.

— Aneta… musimy porozmawiać — powiedziałam stanowczo.

Spojrzała na mnie zaskoczona.

— Byłaś w banku? — zapytała cicho.

— Widziałam nagrania. Widziałam wszystko.

Zbladła. Przez chwilę milczała, potem zaczęła płakać.

— Przepraszam… Ja… My mieliśmy długi… Bartek o niczym nie wie… Myślałam, że oddam… Ale potem już nie mogłam przestać…

Siedziałyśmy naprzeciwko siebie w ciszy. Czułam gniew, żal i bezsilność. Jak mogła mi to zrobić? Jak mogła okraść własną rodzinę?

Wieczorem zadzwonił Bartek.

— Mamo, co się dzieje? Aneta mówiła, że byłaś w banku…

— Bartku… musisz wrócić do domu. Musimy porozmawiać wszyscy razem.

Przyjechał dwa dni później. Siedzieliśmy przy stole: ja, Bartek i Aneta. Powiedziałam mu wszystko. Pokazałam wydruki z banku i zdjęcia z kamer.

Bartek patrzył na Anetę z niedowierzaniem.

— Dlaczego? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Przecież mogliśmy to jakoś rozwiązać!

Aneta płakała cicho. — Bałam się… Myślałam, że sobie poradzę…

Przez kolejne dni w domu panowała cisza. Bartek spał na kanapie w salonie, Aneta zamykała się w sypialni. Ja chodziłam jak cień po mieszkaniu.

Zaczęły się plotki wśród sąsiadów. Ktoś widział Anetę wychodzącą z banku, ktoś inny mówił o długach Bartka. Czułam się upokorzona i zdradzona.

Pewnego dnia Bartek przyszedł do mnie do kuchni.

— Mamo… Przepraszam cię za wszystko. Nie wiem, co teraz zrobić…

Objęłam go mocno.

— Synku, najważniejsze to być razem i mówić prawdę. Ale nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła zaufać Anecie…

Minęły tygodnie. Aneta wyprowadziła się do matki na jakiś czas. Bartek został ze mną, pomagał mi w codziennych sprawach. Ale między nami wszystkimi pozostała rana, która długo się nie zagoi.

Często patrzę przez okno na szare niebo i zastanawiam się: czy można wybaczyć taką zdradę? Czy rodzina może przetrwać coś takiego? A może lepiej już nigdy nikomu nie ufać?

Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć własnej synowej? Co byście zrobili na moim miejscu?