Czy jestem tylko służącą we własnym domu?
— Znowu nie zdążyłaś posprzątać przed ich przyjazdem? — głos Ivana, mojego męża, rozbrzmiał w kuchni, zanim jeszcze zdążyłam odłożyć ścierkę. W drzwiach już stała jego matka, pani Halina, z wiecznie zaciśniętymi ustami i spojrzeniem, które potrafiło zamrozić nawet wrzątek. Za nią, jak cień, podążał pan Stanisław, milczący i nieobecny, jakby od lat pogodzony z rolą tła.
Każdy piątek wieczorem czułam to samo napięcie. Mój dom — moje miejsce na ziemi — zmieniał się w arenę, na której musiałam walczyć o każdy skrawek godności. Teściowa już od progu zaczynała wyliczać: „Znowu kurz na półkach. A te okna? Kiedy ostatnio je myłaś?” Ivan udawał, że nie słyszy. Zajmował się rozmową z ojcem o polityce albo znikał w łazience na pół godziny. A ja? Ja stawałam się niewidzialna. Służąca we własnym domu.
W sobotę rano budził mnie zapach kawy i dźwięk przesuwanych krzeseł. Zanim zdążyłam zejść na dół, Halina już była w kuchni. — Zrobiłam śniadanie, bo widzę, że ty nie masz na to czasu — rzuciła z przekąsem. — Ale talerze trzeba by było umyć po wczorajszym. — Jej wzrok mówił wszystko: zawiodłam jako żona, gospodyni, kobieta.
Zaczynałam dzień od sprzątania po kolacji, potem gotowanie obiadu dla wszystkich, pranie po dzieciach (bo przecież „babcia nie będzie dotykać brudnych rzeczy”), a potem jeszcze ciasto na deser, bo Halina uwielbia słodkie popołudnia. Ivan siedział z ojcem przed telewizorem i komentował mecz Legii Warszawa. Ani razu nie zapytał, czy potrzebuję pomocy.
W pewnym momencie usłyszałam rozmowę w salonie:
— Wiesz, Ivanek, kiedyś kobiety to wiedziały, jak dbać o dom. Twoja babcia to nawet podłogi myła codziennie! — mówiła Halina.
— Czasy się zmieniły, mamo — odpowiedział cicho mój mąż.
— Ale porządek to porządek — ucięła teściowa.
Poczułam łzy pod powiekami. Chciałam wybiec z domu, krzyknąć, że mam dość. Ale zamiast tego wróciłam do kuchni i zaczęłam szorować garnki. W głowie kłębiły mi się myśli: Czy naprawdę jestem tylko sprzątaczką? Czy nikt nie widzi mojego zmęczenia?
Po południu dzieci wróciły z podwórka całe ubłocone. Halina spojrzała na mnie z wyrzutem:
— Może byś je lepiej pilnowała? Zobacz, jak wyglądają! — syknęła.
— To tylko błoto — próbowałam się bronić.
— Kiedyś dzieci były czyste — mruknęła pod nosem.
Wieczorem usiadłam na schodach i patrzyłam przez okno na ciemniejące niebo. Ivan przysiadł się obok.
— Co się dzieje? — zapytał bez przekonania.
— Nic — odpowiedziałam automatycznie.
— Przecież widzę, że coś jest nie tak.
— Może po prostu chciałabym poczuć się jak żona, a nie jak służąca — wyrzuciłam z siebie jednym tchem.
Ivan westchnął i wzruszył ramionami:
— Przesadzasz. Mama jest wymagająca, ale przecież to tylko weekendy.
Tylko weekendy? Dla mnie to całe życie zamknięte w powtarzającym się koszmarze. Każdy piątek zaczynał się od lęku, każda niedziela kończyła łzami w poduszce.
W niedzielę rano Halina postanowiła zrobić porządki w mojej szafie. Bez pytania zaczęła przeglądać moje ubrania:
— Tego już nie nosisz? Oddaję do Caritasu.
— Proszę, zostaw moje rzeczy — powiedziałam drżącym głosem.
— Przecież tylko pomagam! — oburzyła się teściowa.
Ivan nawet nie spojrzał w moją stronę.
Po południu dzieci poprosiły mnie o wspólny spacer. Chciałam wyjść z nimi sama, ale Halina uparła się, że pójdzie z nami. Całą drogę krytykowała mój sposób wychowania:
— Za dużo im pozwalasz. Kiedyś dzieci słuchały rodziców!
Czułam się coraz bardziej bezsilna.
Wieczorem, kiedy teściowie szykowali się do wyjazdu, Halina rzuciła na odchodne:
— Mam nadzieję, że następnym razem będzie tu trochę czyściej.
Ivan pocałował ją w policzek i powiedział: — Do zobaczenia za tydzień!
Zamknęłam drzwi i osunęłam się na podłogę. Łzy płynęły mi po policzkach. Dzieci przytuliły się do mnie:
— Mamo, nie płacz…
Wtedy poczułam coś dziwnego: gniew wymieszany z rozpaczą. Ile jeszcze wytrzymam? Czy naprawdę muszę poświęcać siebie dla cudzych oczekiwań?
Następnego dnia zebrałam się na odwagę i powiedziałam Ivanowi:
— Albo coś się zmieni, albo ja nie dam rady dłużej tak żyć.
Spojrzał na mnie zdziwiony:
— Przecież wszystko jest dobrze…
— Nie! Nie jest dobrze! Potrzebuję twojego wsparcia. Potrzebuję szacunku we własnym domu!
Nie wiem jeszcze, co będzie dalej. Ale wiem jedno: zasługuję na więcej niż rola niewidzialnej służącej. Czy każda kobieta musi walczyć o swoje miejsce w rodzinie? Dlaczego tak trudno nam powiedzieć „dość”? Czekam na wasze historie…