Oddałem wszystko dla córki, a dziś nie mam gdzie się podziać – historia ojca, który został sam

– Tato, nie możesz tu zostać. Tomek nie chce, żebyś z nami mieszkał – usłyszałem głos Magdy, mojej jedynej córki, w drzwiach jej mieszkania na warszawskim Mokotowie. Stałem tam z walizką w ręku, z sercem ściśniętym jak nigdy wcześniej. Przez chwilę miałem wrażenie, że to nie ona mówi, że to jakaś obca kobieta o jej twarzy i głosie.

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało mi się, że jestem dla niej wszystkim. Po śmierci żony to ja byłem tym, który prowadził ją przez życie – od pierwszych kroków po maturę, od złamanych serc po pierwszą pracę. Kiedy Magda miała dziewięć lat, jej matka zginęła w wypadku samochodowym. Z dnia na dzień musiałem stać się dla niej całym światem. Zrezygnowałem z awansu w pracy, żeby być przy niej po szkole. Odrzucałem zaproszenia od znajomych, bo wiedziałem, że ona mnie potrzebuje. Nawet kiedy dorosła i wyprowadziła się do Warszawy na studia, dzwoniłem codziennie, gotowałem jej ulubione pierogi na weekendy i pomagałem finansowo, choć sam ledwo wiązałem koniec z końcem.

A teraz stałem tu – jak intruz.

– Przecież to tylko na chwilę… – próbowałem jeszcze raz. – Straciłem mieszkanie przez ten kredyt frankowy, nie mam gdzie się podziać. Obiecałaś…

Magda odwróciła wzrok. – Tomek jest zmęczony po pracy. Mamy swoje życie. Może znajdziesz coś na OLX? Albo… tata, przecież masz znajomych w Łodzi.

Znajomych? Po tylu latach samotności? Po tym, jak wszystko podporządkowałem jej potrzebom? Miałem tylko ją.

Wyszedłem na klatkę schodową z walizką i poczułem się jak bezdomny. Zawsze myślałem, że rodzina to bezpieczna przystań. Że jeśli oddasz komuś całe serce, on kiedyś odda ci choćby kawałek swojego. Ale życie nie jest bajką.

Przez kilka dni spałem u kolegi z dawnych lat – Andrzeja. On miał swoją rodzinę, dzieciaki biegały po mieszkaniu i patrzyły na mnie jak na dziwaka. Andrzej próbował żartować: – Wiesz, Staszek, dzieci dorastają i mają swoje życie. Musisz się z tym pogodzić.

Ale jak pogodzić się z tym, że twoje dziecko nie chce cię znać? Że jesteś dla niego ciężarem?

Pamiętam, jak Magda miała pięć lat i bała się burzy. Przytulała się do mnie w nocy i szeptała: „Tatusiu, nie zostawiaj mnie nigdy”. Obiecałem wtedy sobie i jej, że zawsze będę przy niej. Nawet kiedy miałem ochotę rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko – zostawałem dla niej.

Teraz ona zostawiła mnie.

Zadzwoniłem do niej jeszcze raz po tygodniu. – Magda… ja naprawdę nie mam gdzie pójść. Może chociaż na kilka dni?

– Tato… Tomek jest przeciwny. I… ja też potrzebuję przestrzeni. Może lepiej będzie, jak trochę odpoczniemy od siebie?

Odpocząć? Od kogo? Od ojca?

Wyszedłem na ulicę i szedłem bez celu przez miasto. Warszawa była dla mnie zawsze obca – tłum ludzi, hałas tramwajów, światła neonów. Czułem się jak cień między tymi wszystkimi zabieganymi ludźmi.

Zacząłem szukać pracy – byle jakiej. Znalazłem ogłoszenie o nocnym stróżowaniu na budowie pod Piasecznem. Nie było łatwo – zimno, wilgoć i samotność w baraku pachnącym starym tytoniem i rozlanym piwem. Ale przynajmniej miałem dach nad głową.

Czasem dzwoniłem do Magdy. Rzadko odbierała. Kiedy już odebrała, rozmowy były krótkie i chłodne.

– Jak tam u ciebie?
– W porządku.
– Może przyjedziesz na weekend?
– Nie wiem, mamy plany z Tomkiem.

Czułem się coraz bardziej zbędny.

W święta Bożego Narodzenia zadzwoniła do mnie tylko raz.

– Tato… Wesołych Świąt.
– Dziękuję, Magda. Może spotkamy się chociaż na chwilę?
– Nie wiem… Może po Nowym Roku.

Siedziałem wtedy sam w baraku z kubkiem herbaty i patrzyłem przez okno na śnieg spadający na pustą budowę.

Czasem zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd. Czy za bardzo ją kochałem? Czy za bardzo ją chroniłem? Może powinienem był pozwolić jej szybciej dorosnąć? A może to świat jest taki okrutny i nieprzewidywalny?

Pewnego dnia spotkałem na budowie starszego pana – pana Zbyszka. Przyniósł mi kanapki i termos z kawą.

– Sam pan tu siedzi? – zapytał.
– Tak… córka nie chce mnie u siebie.
– Wie pan… dzieci są teraz inne. Mają swoje życie. Ale wie pan co? Trzeba żyć dla siebie.

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.

Może rzeczywiście czas zacząć żyć dla siebie? Ale jak to zrobić po tylu latach życia dla kogoś innego?

Dziś mam 62 lata i siedzę w tym baraku pod Piasecznem. Czasem myślę o Magdzie – czy jest szczęśliwa? Czy kiedyś zatęskni za mną tak mocno, jak ja tęsknię za nią każdego dnia?

Czy można kochać za bardzo? Czy rodzic powinien poświęcać wszystko dla dziecka? A może czasem trzeba pozwolić odejść – sobie i jemu?

Nie wiem już sam… Ale wiem jedno: serce ojca nigdy nie przestaje kochać.