Oddałam synowi połowę domu, a teraz słyszę, że przeszkadzam mu w życiu – czy naprawdę na to zasłużyłam?

— Mamo, czy możesz nie wchodzić do naszej części domu bez zapowiedzi? — głos Pawła był chłodny, niemal obcy. Stałam w progu, trzymając w rękach talerz z jeszcze ciepłym sernikiem, który upiekłam z myślą o nim i jego rodzinie. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przecież przez tyle lat ten dom był nasz wspólny, a teraz nagle czuję się w nim jak intruz.

Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu Paweł przychodził do mnie z każdym problemem. Był moim jedynym dzieckiem, oczkiem w głowie. Po śmierci męża zostałam sama, ale wiedziałam, że muszę być silna dla syna. To dla niego remontowałam dom, to dla niego oszczędzałam każdy grosz, żeby kiedyś mógł tu mieszkać ze swoją rodziną. Kiedy poznał Magdę, byłam szczęśliwa. Widziałam, jak bardzo ją kocha, jak się dla niej stara. Przyjęłam ją jak własną córkę, choć czasem czułam, że patrzy na mnie z dystansem.

— Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać — powiedziałam cicho, cofając się o krok. Paweł nawet nie spojrzał na mnie, tylko zamknął drzwi. Stałam tak przez chwilę, czując, jak serce ściska mi się z bólu. Wróciłam do swojej części domu, do pustego salonu, w którym jeszcze niedawno rozbrzmiewał śmiech wnuczki. Teraz słyszę go tylko przez ścianę.

Nie wiem, kiedy to się stało. Kiedy z matki, która była wszystkim, stałam się problemem. Oddałam im połowę domu, żeby mogli się budować, żeby nie musieli brać kredytu. Chciałam, żeby mieli łatwiej, żeby nie musieli się martwić o przyszłość. A teraz słyszę, że przeszkadzam. Że powinnam dać im więcej przestrzeni, nie wtrącać się, nie pytać, nie zaglądać.

Czasem słyszę, jak Magda rozmawia z Pawłem. Myślą, że nie słyszę, ale ściany są cienkie. — Twoja mama znowu była u nas. Nie możemy mieć chwili spokoju. — A Paweł tylko wzdycha i mówi, że spróbuje ze mną porozmawiać. Jakby to była jakaś kara, jakby musiał się ze mną użerać.

Pamiętam, jak byłam w wieku Magdy. Moja teściowa mieszkała z nami przez kilka lat. Było ciężko, czasem się kłóciłyśmy, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ją wyrzucić, żeby powiedzieć, że przeszkadza. Była częścią rodziny, nawet jeśli czasem trudno było się dogadać. A teraz? Teraz czuję się jak nieproszony gość we własnym domu.

Ostatnio coraz częściej myślę o tym, żeby się wyprowadzić. Może do jakiegoś małego mieszkania, gdzie nikt nie będzie mi mówił, że przeszkadzam. Ale wtedy przypominam sobie, jak bardzo kocham wnuczkę. Jak biega do mnie, kiedy tylko może, jak przytula się i mówi: „Babciu, kocham cię!”. Czy mam ją zostawić? Czy mam pozwolić, żeby dorastała beze mnie?

Wczoraj wieczorem Paweł przyszedł do mnie. Usiadł na kanapie, patrzył w podłogę. — Mamo, musimy ustalić jakieś zasady. Magda nie czuje się swobodnie, kiedy wchodzisz do nas bez pukania. To nasz dom, chcemy mieć trochę prywatności.

Zabolało. Tak bardzo, że przez chwilę nie mogłam oddychać. — To już nie jest mój dom? — zapytałam cicho. Paweł spojrzał na mnie z wyrzutem. — Mamo, przecież wiesz, że to nie o to chodzi. Po prostu… chcemy mieć swoje życie. Ty masz swoją część, my swoją. Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Nie odpowiedziałam. Co miałam powiedzieć? Że czuję się samotna? Że jedyne, co mi zostało, to ta rodzina, którą sama stworzyłam? Że boję się, że któregoś dnia zostanę tu sama, bez nikogo?

Długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, słuchając ciszy, która wydawała się głośniejsza niż kiedykolwiek. Przypomniałam sobie, jak Paweł był mały. Jak tulił się do mnie, kiedy miał koszmary. Jak płakał, kiedy rozbił kolano. Jak mówił, że zawsze będę jego najlepszą przyjaciółką. Gdzie się podział tamten chłopiec? Kiedy stał się dorosłym mężczyzną, który widzi we mnie tylko ciężar?

Rano spotkałam Magdę na korytarzu. — Dzień dobry — powiedziałam, próbując się uśmiechnąć. Odpowiedziała chłodno, nawet na mnie nie patrząc. Wiem, że jej przeszkadzam. Wiem, że chciałaby, żebym zniknęła. Ale przecież to ja oddałam im ten dom. To ja poświęciłam dla nich wszystko.

Czasem myślę, że może powinnam była być bardziej egoistyczna. Może powinnam była zostawić coś dla siebie, nie oddawać wszystkiego synowi. Może wtedy nie czułabym się teraz tak pusta, tak niepotrzebna.

Wieczorem zadzwoniła do mnie sąsiadka, pani Zofia. — Jadwiga, co się z tobą dzieje? Dawno cię nie widziałam. — Opowiedziałam jej wszystko, a ona tylko westchnęła. — Dzieci są teraz inne. Myślisz, że moja córka mnie odwiedza? Raz w miesiącu, jak dobrze pójdzie. Takie czasy, Jadwigo. Musimy się nauczyć żyć dla siebie.

Ale jak mam żyć dla siebie, kiedy całe życie żyłam dla innych? Kiedy każdy mój dzień był podporządkowany rodzinie, domowi, synowi? Nie umiem być sama. Nie umiem być szczęśliwa, kiedy wiem, że jestem dla nich ciężarem.

Dziś rano Paweł przyszedł do mnie z wnuczką. — Babciu, pobawisz się ze mną? — zapytała mała Zosia, patrząc na mnie wielkimi oczami. Uśmiechnęłam się, choć w środku czułam ból. Bawiłyśmy się przez godzinę, śmiejąc się i wygłupiając. Przez chwilę zapomniałam o wszystkim. Ale potem Paweł zabrał ją do siebie i znowu zostałam sama.

Czasem zastanawiam się, czy naprawdę na to zasłużyłam. Czy naprawdę matka może stać się ciężarem dla własnego dziecka? Czy to ja zrobiłam coś źle, czy to świat się zmienił? Może powinnam odejść, dać im spokój. Ale czy wtedy nie będę jeszcze bardziej samotna?

Czy naprawdę tak wygląda wdzięczność za lata poświęcenia? Czy każda matka musi kiedyś usłyszeć, że przeszkadza własnemu dziecku? A może to ja powinnam w końcu pomyśleć o sobie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?