Dlaczego nie masz dla mnie pieniędzy? – Historia o rodzinie, marzeniach i rozczarowaniach
– Dlaczego nie masz dla mnie pieniędzy? – głos Julii przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stała naprzeciwko mnie, z założonymi rękami, z miną, która mówiła więcej niż tysiąc słów. Miała siedemnaście lat, a w jej oczach widziałam mieszankę gniewu i rozczarowania.
Zamknęłam oczy na ułamek sekundy, próbując zebrać myśli. W głowie huczało mi od pytań: Gdzie popełniłam błąd? Czy naprawdę wychowałam córkę, która widzi we mnie tylko bankomat?
– Julia, wiesz dobrze, że nie jest łatwo – zaczęłam cicho, ale ona już przewracała oczami.
– Wszyscy moi znajomi dostają na nowe telefony, ubrania, wyjazdy! Tylko ty zawsze masz wymówki! – jej głos podniósł się o oktawę. – Może gdybyś lepiej zarabiała, nie musiałabym się wstydzić przed innymi!
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przez chwilę chciałam krzyknąć, ale powstrzymałam się. Zamiast tego usiadłam ciężko na krześle i spojrzałam na nią z bezsilnością.
– Julia, nie masz pojęcia, ile poświęciłam dla ciebie i twojego brata. Twój ojciec zostawił nas, kiedy miałam trzydzieści cztery lata. Sama ciągnę ten dom od dziesięciu lat. Pracuję na dwie zmiany w sklepie spożywczym i dorabiam sprzątaniem u pani Zawadzkiej. Nie mam już siły…
Julia odwróciła wzrok. Przez chwilę wydawało mi się, że zobaczyłam błysk współczucia w jej oczach, ale zaraz znów przybrała maskę obojętności.
– To nie moja wina, że tata cię zostawił – rzuciła cicho.
Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Przypomniałam sobie tamten dzień, kiedy Paweł spakował walizkę i wyszedł bez słowa. Zostawił mnie z dwójką dzieci i kredytem na mieszkanie w bloku na warszawskim Bródnie. Przez lata próbowałam być matką i ojcem jednocześnie. Czasem miałam wrażenie, że jestem przezroczysta – dla dzieci, dla świata, nawet dla siebie.
Wieczorem siedziałam sama przy kuchennym stole. Wpatrywałam się w rachunki rozłożone jak pasjans. Z radia sączyła się cicho piosenka Anny Jantar „Tyle słońca w całym mieście”, ale ja czułam tylko ciężar na piersi.
Mój syn Bartek wrócił późno z treningu piłki nożnej. Wszedł do kuchni i spojrzał na mnie z troską.
– Mamo, wszystko w porządku?
Uśmiechnęłam się blado.
– Tak, Bartku. Po prostu jestem zmęczona.
Usiadł obok mnie i przez chwilę milczeliśmy razem. Bartek był inny niż Julia – bardziej zamknięty w sobie, ale zawsze gotów pomóc. Czasem zastanawiałam się, czy to dlatego, że był młodszy, czy może dlatego, że widział więcej mojego zmęczenia.
Następnego dnia rano Julia znowu zaczęła temat pieniędzy.
– Mamo, naprawdę nie możesz mi dać chociaż dwustu złotych? Chcę pojechać z klasą do Krakowa!
Westchnęłam ciężko.
– Julia, jeśli zapłacę za wycieczkę, nie będziemy mieli na rachunek za prąd. Może porozmawiasz z wychowawczynią? Może da się rozłożyć płatność na raty?
Julia spojrzała na mnie z pogardą.
– Zawsze muszę się tłumaczyć przed wszystkimi! Wstydzę się przez ciebie!
Wyszła trzaskając drzwiami. Poczułam łzy napływające do oczu. Czy naprawdę byłam aż tak złą matką?
Po południu zadzwoniła moja mama.
– Aniu, jak tam dzieciaki?
– Dają mi popalić – odpowiedziałam szczerze.
Mama westchnęła.
– Czasy się zmieniły. My mieliśmy mniej, ale jakoś byliśmy wdzięczni za to, co było. Teraz wszyscy chcą więcej i więcej…
Przypomniałam sobie swoje dzieciństwo w małym miasteczku pod Radomiem. Mieliśmy jedną parę butów na zimę i kurtkę po starszej siostrze. Ale byliśmy razem – rodzina była wszystkim.
Wieczorem Julia wróciła późno. Słyszałam jej śmiech na klatce schodowej – była z koleżankami. Gdy weszła do domu, spojrzała na mnie z wyższością.
– Mama Kasi kupiła jej nowego iPhone’a. Ty nawet nie potrafisz mi kupić zwykłego telefonu!
Zacisnęłam pięści pod stołem.
– Julia, nie wszystko w życiu dostaje się za darmo. Może spróbujesz sama zarobić? Możesz roznosić ulotki albo pomagać sąsiadce z zakupami.
Wyśmiała mnie.
– Ja? Mam się poniżać? Lepiej już nic nie mów!
Wtedy coś we mnie pękło.
– Dość! – krzyknęłam. – Nie będziesz mnie tak traktować! Jestem twoją matką i robię wszystko, co mogę!
Julia spojrzała na mnie zaskoczona moją reakcją. Przez chwilę milczałyśmy obie.
Następnego dnia dostałam telefon ze szkoły – Julia nie pojawiła się na lekcjach. Serce mi stanęło. Zadzwoniłam do niej dziesięć razy – bez odpowiedzi. Dopiero wieczorem wróciła do domu.
– Gdzie byłaś?!
Wzruszyła ramionami.
– U Kasi. Przynajmniej tam ktoś mnie rozumie.
Nie miałam już siły walczyć. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać jak dziecko.
Bartek wszedł do pokoju i przytulił mnie mocno.
– Mamo… ona kiedyś zrozumie.
Ale czy naprawdę zrozumie? Czy kiedyś doceni to wszystko?
Kilka dni później dostałam list polecony – wezwanie do zapłaty zaległego czynszu. Brakowało nam już trzystu złotych do spłaty całości. Zaczęłam szukać dodatkowej pracy – sprzątanie klatek schodowych, opieka nad starszą panią z sąsiedztwa. Każdy grosz był na wagę złota.
Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Julii przez telefon:
– Moja matka to porażka… Nie ogarnia życia… Gdyby była normalna, miałabym wszystko…
Te słowa bolały jak nóż wbity prosto w serce. Przez całą noc nie mogłam zasnąć.
Rano postanowiłam porozmawiać z Julią szczerze jak nigdy dotąd.
– Julia… Chciałabym ci coś powiedzieć.
Spojrzała na mnie niechętnie.
– Wiem, że jesteś na mnie zła. Wiem też, że chciałabyś mieć więcej niż mogę ci dać. Ale ja też mam marzenia… Kiedyś chciałam być nauczycielką polskiego. Chciałam podróżować po świecie… Ale życie napisało inny scenariusz. Zostałam sama z wami i musiałam wybrać: albo marzenia, albo wasze bezpieczeństwo.
Julia milczała długo.
– Myślisz, że ja tego nie widzę? – powiedziała w końcu cicho. – Ale czasem mam wrażenie, że jestem nikim przy innych…
Przytuliłam ją mocno pierwszy raz od dawna.
– Jesteś wszystkim dla mnie… I dla Bartka też…
Od tego dnia coś się zmieniło między nami – powoli zaczęłyśmy rozmawiać więcej o uczuciach niż o pieniądzach. Julia zaczęła pomagać mi w domu i nawet znalazła dorywczą pracę przy roznoszeniu ulotek.
Ale rany goją się długo. Czasem nocą pytam siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy moje dzieci kiedyś docenią to wszystko?
A wy? Czy kiedykolwiek czuliście się niewidzialni dla własnych dzieci? Czy można nauczyć młodych wdzięczności w świecie pełnym oczekiwań?