Kiedy mama wybiera siebie: Dramatyczna droga polskiej kobiety do niezależności
– Znowu nie ma obiadu? – głos mojego męża, Andrzeja, rozległ się w kuchni z taką siłą, że aż podskoczyłam. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, próbując domyć przypalony garnek po wczorajszym bigosie.
– Przepraszam, miałam dziś tyle rzeczy na głowie… – zaczęłam tłumaczyć się cicho, ale on już odwracał się na pięcie, rzucając pod nosem coś o lenistwie i braku organizacji.
W tamtej chwili poczułam, jakby ktoś wyciągnął ze mnie powietrze. Przez chwilę stałam nieruchomo, patrząc na swoje odbicie w oknie. Zmęczone oczy, włosy związane w niechlujny kok, stara bluza poplamiona sosem. Gdzie podziała się ta dziewczyna, która kiedyś marzyła o podróżach, o własnej kawiarni, o życiu pełnym pasji?
Moje dzieci – Zosia i Kuba – wbiegły do kuchni z hałasem. Zosia rzuciła plecak na podłogę i zaczęła narzekać:
– Mamo, czemu nie ma czystych legginsów? Miałam dziś WF!
Kuba nawet nie spojrzał w moją stronę, tylko chwycił kanapkę i zniknął w swoim pokoju.
Zawsze byłam dla nich. Odkąd pamiętam, stawiałam potrzeby innych ponad swoje. Najpierw rodzice – mama chora na serce, tata wiecznie nieobecny. Potem Andrzej – zakochałam się w nim na studiach, bo był pewny siebie i obiecywał mi świat. Szybko zaszłam w ciążę, potem druga… I tak minęło piętnaście lat.
Wieczorem usiadłam na łóżku i poczułam łzy napływające do oczu. Chciałam krzyczeć, ale nie miałam już siły. Wzięłam telefon i napisałam do mojej przyjaciółki z liceum:
„Anka, czy ty też czasem masz wrażenie, że cię nie ma?”
Odpisała po chwili:
„Codziennie. Ale próbuję coś z tym zrobić. Ty też możesz.”
Te słowa długo dźwięczały mi w głowie. Czy naprawdę mogę? Czy wolno mi chcieć czegoś więcej niż bycia żoną i matką?
Następnego dnia Andrzej wrócił późno z pracy. Pachniał perfumami, których nigdy wcześniej nie czułam. Usiadł naprzeciwko mnie przy stole i spojrzał obojętnie.
– Musimy pogadać – zaczął bez ogródek. – Mam dość tej atmosfery w domu. Ty wiecznie zmęczona, dzieci rozpuszczone… Może powinnaś wrócić do pracy? Albo… nie wiem… ogarnąć się jakoś.
Zacisnęłam pięści pod stołem.
– Andrzej, ja… Ja już nie wiem, kim jestem – wyszeptałam.
Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
– Co ty wygadujesz? Masz wszystko: dom, rodzinę… Czego ci brakuje?
Nie odpowiedziałam. Bo sama nie wiedziałam. Ale tej nocy długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli o tym, jak bardzo się zmieniłam. Kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dla siebie? Kiedy ostatni raz poczułam radość?
Następnego dnia poszłam do biblioteki miejskiej – miejsca, które kiedyś kochałam. Zapach książek przywołał wspomnienia dawnych marzeń. Przypadkiem natknęłam się na ogłoszenie: „Warsztaty kreatywnego pisania dla kobiet”. Serce zabiło mi mocniej.
Zapisałam się bez namysłu.
Pierwsze zajęcia były jak powiew świeżego powietrza. Poznałam inne kobiety – każda z nas miała swoją historię o poświęceniu i zatraceniu siebie. Płakałyśmy razem i śmiałyśmy się przez łzy.
Po powrocie do domu Andrzej patrzył na mnie podejrzliwie.
– Gdzie byłaś tak długo?
– Na warsztatach pisarskich.
– Po co ci to?
– Dla siebie.
Widziałam w jego oczach niezrozumienie i złość. Ale pierwszy raz od lat poczułam dumę.
Zosia zaczęła obserwować mnie uważniej. Pewnego wieczoru przyszła do mnie do kuchni.
– Mamo… Ty jesteś smutna?
Zaskoczyła mnie tym pytaniem.
– Czasem tak, kochanie. Ale próbuję to zmienić.
Przytuliła mnie mocno.
Z czasem zaczęłam coraz częściej wychodzić z domu – na warsztaty, spotkania autorskie, spacery po parku. Andrzej coraz częściej wybuchał złością.
– Co ty sobie wyobrażasz? Że zostawisz nas dla jakiegoś pisania? – krzyczał pewnego wieczoru.
– Nie zostawię was. Ale nie zostawię też siebie – odpowiedziałam spokojnie.
W końcu przyszedł dzień, kiedy Andrzej spakował walizkę i wyszedł trzaskając drzwiami.
Zostałam sama z dziećmi i przerażającą ciszą mieszkania. Przez pierwsze dni płakałam bez opamiętania. Bałam się wszystkiego: rachunków, samotności, opinii sąsiadów.
Ale potem przyszła ulga. Zaczęłam pisać opowiadania – o kobietach takich jak ja. O matkach niewidzialnych dla świata. O marzeniach zamkniętych w szafie z pościelą.
Dzieci powoli przyzwyczajały się do nowej rzeczywistości. Zosia pomagała mi w kuchni, Kuba zaczął rozmawiać ze mną o swoich problemach w szkole.
Pewnego dnia dostałam telefon z wydawnictwa – chcieli opublikować moje opowiadanie w antologii!
Poczułam dumę i radość, jakiej nie czułam od lat.
Dziś wiem jedno: wybierając siebie, nie przestałam być matką ani kobietą. Stałam się sobą na nowo.
Czasem pytam siebie: czy musiałam przejść przez tyle bólu, żeby odnaleźć własny głos? A może każda z nas musi kiedyś wybrać siebie? Co wy o tym myślicie?