Lato, które rozdarło moją rodzinę: Prawda o wakacjach z teściową nad Jeziorem Żywieckim

– Naprawdę musisz tak długo siedzieć w tej łazience? – głos teściowej przeszył ciszę poranka niczym nóż. Stałam pod prysznicem, próbując zebrać myśli, ale jej słowa wdarły się do mojej głowy, wywołując znajome ukłucie niepokoju.

To miał być zwykły urlop. Ja, Michał, nasza sześcioletnia córka Zosia i jego mama, pani Halina. Wynajęliśmy domek nad Jeziorem Żywieckim – miał być spokój, świeże powietrze, śmiech dziecka i wieczorne rozmowy przy grillu. Ale już pierwszego dnia poczułam, że coś jest nie tak.

Wyszłam z łazienki, jeszcze z mokrymi włosami. Teściowa stała w korytarzu z rękami założonymi na piersi.

– Wiesz, Zosia już się niecierpliwi. Dziecko powinno mieć matkę przy sobie, a nie czekać pod drzwiami – rzuciła z wyrzutem.

Zacisnęłam zęby. Michał siedział w kuchni i udawał, że nie słyszy. Zosia bawiła się klockami na dywanie.

– Już wychodzę – odpowiedziałam cicho.

Przez kolejne dni atmosfera gęstniała. Halina komentowała wszystko: jak gotuję, jak ubieram Zosię, nawet to, jak ścielę łóżko. Każdego ranka budziła nas o szóstej, bo „szkoda dnia na spanie”.

– Za moich czasów kobieta wstawała pierwsza i szykowała śniadanie dla rodziny – mówiła z przekąsem.

Michał milczał. Gdy próbowałam z nim rozmawiać wieczorem, wzruszał ramionami.

– Daj spokój, mama jest już starsza. Nie chce źle – powtarzał.

Ale ja czułam się coraz bardziej osaczona. Każdy mój ruch był oceniany. Nawet gdy poszłam z Zosią na plac zabaw, Halina szła za nami i poprawiała mnie przy innych matkach.

– Nie pozwalaj jej tak wysoko się wspinać! – krzyczała z ławki. – To niebezpieczne!

Zosia patrzyła na mnie pytająco. Czułam się jak dziecko pod okiem surowej nauczycielki.

Pewnego popołudnia, gdy Michał pojechał do sklepu, zostałyśmy same z Haliną na tarasie. Siedziała naprzeciwko mnie z kubkiem kawy.

– Wiesz, Marto – zaczęła nagle – Michał zawsze był wrażliwy. Potrzebuje kobiety, która go rozumie i wspiera. Czasem mam wrażenie, że ty… no cóż… jesteś zbyt zajęta sobą.

Zatkało mnie. Przez chwilę nie mogłam wydobyć głosu.

– Staram się jak mogę – odpowiedziałam drżącym głosem.

– Może powinnaś się bardziej postarać – ucięła i spojrzała na jezioro.

Wieczorem wybuchłam. Gdy Zosia zasnęła, usiadłam z Michałem na werandzie.

– Nie mogę tak dłużej! Twoja mama mnie niszczy! – powiedziałam przez łzy.

Michał spojrzał na mnie zaskoczony.

– Przesadzasz. Ona tylko chce dobrze. Ty zawsze wszystko bierzesz do siebie.

– Nie stajesz po mojej stronie! Nawet nie próbujesz mnie zrozumieć!

– Bo nie ma o co robić afery! – podniósł głos.

Wtedy poczułam się naprawdę samotna. Jakbyśmy byli po dwóch stronach barykady.

Następnego dnia Halina postanowiła zrobić obiad. Kiedy weszłam do kuchni, zobaczyłam ją przeszukującą moje rzeczy.

– Szukam soli – rzuciła bez skruchy.

– Mogłaś zapytać – odpowiedziałam chłodno.

– W twoim wieku powinnaś już wiedzieć, gdzie co trzymasz – mruknęła pod nosem.

Zosia przyszła do kuchni i przytuliła się do mnie.

– Mamusiu, czemu babcia jest taka zła? – zapytała cicho.

Serce mi pękło. Uklękłam przy niej i objęłam ją mocno.

– Babcia jest po prostu zmęczona – skłamałam.

Wieczorem usłyszałam przez ścianę rozmowę Michała z matką:

– Ona nie nadaje się na żonę dla ciebie. Powinieneś znaleźć kogoś lepszego – mówiła Halina szeptem.

– Mamo, przestań… – Michał brzmiał zmęczony, ale nie stanowczy.

Leżałam w łóżku i płakałam w poduszkę. Czułam się zdradzona przez własnego męża. Przez kolejne dni unikałam Haliny jak ognia. Michał był coraz bardziej opryskliwy. Zosia zaczęła się jąkać ze stresu.

Pewnego ranka spakowałam walizkę i powiedziałam Michałowi:

– Wracam do domu z Zosią. Nie mogę tu zostać ani chwili dłużej.

Spojrzał na mnie jak na wariatkę.

– Przesadzasz! Co powiem mamie?

– Powiedz jej prawdę. Że jej obecność nas niszczy!

Zosia tuliła się do mojej nogi i płakała cicho. Wyszłyśmy z domku bez słowa pożegnania. W drodze powrotnej Zosia zasnęła mi na kolanach w autobusie. Patrzyłam przez okno na mijane pola i czułam ulgę pomieszaną z żalem.

Po powrocie do domu Michał nie zadzwonił przez kilka dni. W końcu przyszedł wieczorem, zmęczony i rozgoryczony.

– Nie rozumiem cię – powiedział tylko i wyszedł do drugiego pokoju.

Od tamtej pory nasze małżeństwo już nigdy nie było takie samo. Michał coraz częściej nocował u matki. Ja próbowałam żyć normalnie dla Zosi, ale czułam się pusta w środku.

Czasem zastanawiam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy to naprawdę ja jestem winna temu wszystkiemu? A może czasem trzeba po prostu odejść, żeby ocalić siebie?