Matka, która nigdy nie była moją – Dom pełen tajemnic
– Joanna, czy ty naprawdę nie potrafisz zrobić nawet zwykłej zupy ogórkowej? – głos pani Krystyny rozległ się w kuchni jak dzwon, a ja poczułam, jak krew napływa mi do twarzy. Stałam przy kuchence, mieszając zupę, która rzeczywiście nie wyglądała najlepiej, ale przecież starałam się jak mogłam. Od ośmiu lat codziennie próbowałam zasłużyć na choćby cień uznania tej kobiety, matki mojego męża, ale ona zawsze znajdowała powód, żeby mnie skrytykować.
– Przepraszam, Krystyno, następnym razem zrobię inaczej – odpowiedziałam cicho, choć w środku kipiałam ze złości. Mój mąż, Michał, siedział w salonie i udawał, że nie słyszy. Tak było zawsze. Kiedyś próbował mnie bronić, ale po kilku awanturach poddał się i teraz wolał nie wtrącać się w nasze codzienne potyczki.
Dom, w którym mieszkaliśmy, był stary, z czerwonej cegły, z ogrodem pełnym bzu i starych jabłoni. Michał mówił, że to dom jego dzieciństwa, a pani Krystyna nie pozwalała nam zmienić w nim nawet klamki. Wszystko musiało być po jej myśli – od koloru zasłon po rozkład talerzy w kredensie. Czułam się tu jak intruz, jak ktoś, kto wszedł do cudzego świata i nie potrafi się w nim odnaleźć.
Najgorsze były wieczory, kiedy Michał wracał późno z pracy, a ja zostawałam z teściową sama. Wtedy zaczynały się rozmowy, które bardziej przypominały przesłuchania.
– Joanna, a twoja matka to w ogóle cię czegoś nauczyła? – pytała, patrząc na mnie z góry. – Bo jak patrzę na ciebie, to widzę tylko nieporadność.
Zaciskałam zęby i milczałam. Nie chciałam się kłócić. Wiedziałam, że jeśli wybuchnę, Michał znów będzie musiał wybierać między mną a matką. A on zawsze wybierał spokój.
Pewnego dnia, kiedy wróciłam z pracy, zastałam panią Krystynę w przedpokoju. Stała z rękami założonymi na piersi, a jej twarz była jeszcze bardziej surowa niż zwykle.
– Joanna, musimy porozmawiać – powiedziała lodowatym tonem. – Mam dość twojej obecności w tym domu. Jeśli nie zaczniesz się zachowywać jak należy, będziesz musiała się wyprowadzić.
Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. – Ale… Krystyno, to dom Michała. Mieszkamy tu razem…
– To jest mój dom! – przerwała mi ostro. – Michał tylko tu mieszka, bo mu pozwalam. Ty jesteś tu gościem. I pamiętaj o tym.
Tej nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, a w głowie kłębiły mi się myśli. Czy naprawdę mogła mnie wyrzucić? Czy Michał by na to pozwolił? A może powinnam odejść sama, zanim ona mnie upokorzy jeszcze bardziej?
Następnego dnia, kiedy pani Krystyna wyszła do sklepu, postanowiłam poszukać dokumentów domu. Coś mnie tknęło – może to był instynkt, może desperacja. Przeszukałam szuflady w jej pokoju, aż w końcu znalazłam stary, pożółkły akt własności. Zadrżały mi ręce, kiedy czytałam nazwiska. Właścicielem domu był… dziadek Michała, a po jego śmierci dom przeszedł na Michała. Ani słowa o pani Krystynie.
Serce waliło mi jak młot. Przez tyle lat żyłam w przekonaniu, że to ona jest panią tego domu, że to ja jestem tu tylko dodatkiem. A prawda była zupełnie inna. Michał był właścicielem, a ona… tylko mieszkała tu z nami.
Wieczorem, kiedy Michał wrócił, pokazałam mu dokumenty. Patrzył na nie długo, w milczeniu. W końcu westchnął ciężko.
– Wiedziałem, ale nie chciałem się w to mieszać – powiedział cicho. – Mama zawsze powtarzała, że to jej dom. Po śmierci ojca przejęła wszystko, nawet jeśli formalnie nie miała do tego prawa. Bałem się jej sprzeciwić.
Poczułam, jak narasta we mnie gniew. – Michał, przez osiem lat pozwalałeś jej mnie upokarzać, bo bałeś się jej sprzeciwić? – zapytałam drżącym głosem.
Nie odpowiedział. Wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą z moimi myślami.
Następnego dnia, kiedy pani Krystyna znów zaczęła swoje wywody, nie wytrzymałam.
– Krystyno, proszę, przestań. Wiem, że dom należy do Michała. Znalazłam dokumenty. Przez tyle lat pozwalałaś mi wierzyć, że to ty tu rządzisz, że mogę być tylko gościem. Ale to nieprawda. Mam prawo tu być. I nie pozwolę ci już więcej mnie poniżać.
Pani Krystyna zbladła. Przez chwilę myślałam, że się przewróci. – Jak śmiesz grzebać w moich rzeczach? – syknęła. – To nie twoja sprawa!
– To jest moja sprawa – odpowiedziałam spokojnie. – Bo to jest mój dom. I nie pozwolę ci już więcej mną pomiatać.
Przez kilka dni w domu panowała cisza. Michał unikał rozmów, a pani Krystyna zamknęła się w swoim pokoju. Ja czułam się dziwnie wolna, ale też przerażona. Co teraz? Czy uda nam się jeszcze być rodziną? Czy Michał w końcu stanie po mojej stronie?
Minęły tygodnie, zanim sytuacja się unormowała. Pani Krystyna zaczęła mnie traktować z większym dystansem, ale już nie próbowała mnie upokarzać. Michał powoli odzyskiwał odwagę, by rozmawiać ze mną o trudnych sprawach. A ja? W końcu poczułam, że mam prawo być sobą, nawet jeśli to oznaczało konflikt.
Czasem patrzę na ten dom i zastanawiam się, ile jeszcze tajemnic w nim drzemie. Czy naprawdę można zbudować rodzinę na kłamstwie i strachu? A może czasem trzeba po prostu zawalczyć o swoje miejsce, nawet jeśli to boli?