Mój zięć to kłopot: Kolejna utrata pracy przez „sprawiedliwość”. Czy rodzina wytrzyma jego temperament?

– Znowu?! – krzyknęłam, choć starałam się mówić spokojnie. – Piotrze, powiedz mi, co tym razem się stało?

Piotr stał w przedpokoju, z kurtką w ręku, zaciśniętymi pięściami i wzrokiem wbitym w podłogę. Moja córka, Ania, patrzyła na mnie błagalnie, jakby prosiła, żebym nie zaczynała tej rozmowy. Ale nie mogłam – nie po raz kolejny.

– Marta, oni mnie sprowokowali – zaczął Piotr, głosem pełnym żalu i gniewu. – Szef znowu kazał mi robić nadgodziny za darmo. Powiedziałem mu, co o tym myślę. I wiesz co? Wyrzucił mnie z pracy! Po prostu tak!

Westchnęłam ciężko. To już czwarta praca w ciągu dwóch lat. Za każdym razem powód był ten sam: Piotr nie mógł przejść obojętnie obok niesprawiedliwości. Ale czy naprawdę musiał walczyć ze wszystkimi?

– Piotrze, masz rodzinę. Ania jest w ciąży, a Zosia idzie do szkoły za miesiąc. Potrzebujemy stabilizacji, nie kolejnych awantur! – powiedziałam ostrzej, niż zamierzałam.

Ania odwróciła wzrok. Widziałam łzy w jej oczach. Zosia, nasza wnuczka, siedziała w kącie i rysowała coś na kartce, udając, że nie słyszy naszej kłótni.

– Mamo, proszę… – szepnęła Ania. – To nie jest takie proste.

– A co jest proste? – wybuchłam. – Życie? Rachunki? Kredyt na mieszkanie? Może powinnam pójść do twojego szefa i poprosić go o litość?

Piotr spojrzał na mnie z wyrzutem.

– Nie rozumiesz mnie, Marto. Gdybym się nie odezwał, wszyscy bylibyśmy traktowani jak śmieci. Ktoś musi się postawić!

– Ale dlaczego zawsze ty? – zapytałam cicho.

W domu zapadła cisza. Słychać było tylko tykanie zegara i cichy szloch Ani. Przez chwilę miałam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami, ale wiedziałam, że to niczego nie zmieni.

Wieczorem siedziałam w kuchni z moim mężem, Januszem. Próbowałam znaleźć sens w tym wszystkim.

– Może przesadzam? – spytałam go cicho.

Janusz wzruszył ramionami.

– On jest uparty jak osioł. Ale ma rację – ludzie są wykorzystywani. Tylko że świat się przez niego nie zmieni.

– A nasza rodzina? – zapytałam. – Czy ona się przez niego nie rozpadnie?

Następnego dnia Piotr zaczął szukać nowej pracy. Wysyłał CV, chodził na rozmowy kwalifikacyjne. Ale wszędzie słyszał to samo:

– Ma pan świetne kwalifikacje, ale…

Ale co? Ale już cztery razy zmieniał pan pracę w krótkim czasie? Ale ma pan opinię konfliktowego?

Wieczorami atmosfera w domu była gęsta jak mgła nad Wisłą. Ania coraz częściej płakała po kątach. Zosia zaczęła mieć problemy ze snem.

Pewnego dnia usłyszałam rozmowę Piotra z Anią:

– Kochanie, ja naprawdę chciałem dobrze…
– Wiem… Ale ja już nie mam siły. Boję się o naszą przyszłość.
– Znajdę pracę, obiecuję.
– A jeśli znowu cię wyrzucą?

Piotr milczał długo.

Wtedy postanowiłam działać. Zaprosiłam wszystkich na rodzinny obiad. Przy stole panowała napięta atmosfera.

– Musimy porozmawiać – zaczęłam. – O nas wszystkich. O tym, co dalej.

Piotr spojrzał na mnie z wyzwaniem:

– Chcesz mnie wyrzucić?

– Nie chcę nikogo wyrzucać! Chcę tylko zrozumieć, dlaczego zawsze musisz walczyć ze światem zamiast zadbać o rodzinę?

Zosia nagle wstała od stołu i pobiegła do swojego pokoju. Ania zaczęła płakać.

– Może to moja wina – powiedziała przez łzy. – Może powinnam była cię zostawić już dawno temu…

Piotr zerwał się z miejsca:

– Nie mów tak! Wszystko robię dla was!

– Ale my chcemy tylko spokoju! – krzyknęła Ania.

Wtedy coś we mnie pękło.

– Piotrze… Ja wiem, że świat jest niesprawiedliwy. Ale czy twoja walka naprawdę coś zmienia? Czy warto poświęcać rodzinę dla zasad?

Zapadła cisza. Nawet Janusz nie odezwał się ani słowem.

Po tym obiedzie każdy zamknął się w swoim świecie. Przez kilka dni unikaliśmy się nawzajem. Zosia przestała rysować uśmiechnięte buzie – jej rysunki były teraz pełne ciemnych chmur.

Któregoś wieczoru Piotr przyszedł do mnie do kuchni.

– Marto… Przepraszam. Chciałem dobrze, ale chyba wszystko zepsułem.

Spojrzałam na niego zmęczonym wzrokiem.

– Może czasem lepiej odpuścić…

Uśmiechnął się smutno.

– Nie umiem inaczej.

I wtedy zrozumiałam: on naprawdę nie potrafi inaczej żyć. Jego walka o sprawiedliwość była silniejsza niż strach przed utratą pracy czy rodziny.

Dziś patrzę na naszą rodzinę i zastanawiam się: czy można pogodzić pragnienie spokoju z potrzebą walki o lepszy świat? Czy rodzina wytrzyma jeszcze jedną burzę?

A może czasem trzeba wybrać: czy chcemy mieć rację… czy szczęśliwą rodzinę?