Zamiana mieszkań za cenę zaufania: Historia Marii i jej teściowej
— Maria, to dla nas wszystkich najlepsze rozwiązanie — powiedziała teściowa, patrząc mi prosto w oczy, jakby próbowała przeszyć mnie wzrokiem na wylot. Siedzieliśmy przy kuchennym stole w jej ciasnym mieszkaniu na Pradze. W powietrzu unosił się zapach starego drewna i niedopitej kawy. Mój mąż, Piotr, milczał, bawiąc się obrączką na palcu. Czułam, jak serce wali mi w piersi.
— Ale dlaczego muszę przepisać mieszkanie na panią? — zapytałam cicho, starając się nie zdradzić drżenia głosu. — Przecież to moje mieszkanie, dostałam je po babci.
Teściowa uśmiechnęła się chłodno. — Kochana, przecież jesteśmy rodziną. Ja już nie mam siły mieszkać na czwartym piętrze bez windy. Ty z Piotrem będziecie mieli więcej miejsca tutaj, a ja spokojnie dożyję swoich dni w twoim mieszkaniu. To tylko formalność.
Piotr spojrzał na mnie błagalnie. — Mario, proszę… Mama naprawdę nie daje już rady z tymi schodami.
Wiedziałam, że jego rodzina od lat żyje z drobnych przekrętów i kombinacji. Słyszałam plotki o tym, jak teściowa wyłudziła pieniądze od sąsiadki, jak kuzynka Piotra sprzedała cudze rzeczy na OLX-ie. Zawsze potrafili wyjść z każdej sytuacji z korzyścią dla siebie. Ale przecież to moja rodzina teraz… czyż nie?
Przez kolejne dni nie mogłam spać. Wpatrywałam się w sufit i analizowałam każde słowo rozmowy. Piotr był coraz bardziej zdenerwowany, unikał mnie wzrokiem. W końcu wybuchł:
— Zawsze musisz wszystko komplikować! Mama jest chora, a ty myślisz tylko o sobie!
— To nieprawda! — krzyknęłam przez łzy. — Boję się, że zostanę z niczym! Twoja rodzina… oni… — urwałam, bo nie chciałam go zranić jeszcze bardziej.
— Moja rodzina? — Piotr podszedł do mnie gwałtownie. — A ty? Ty nie jesteś już częścią tej rodziny?
Zacisnęłam pięści. Czułam się jak intruz we własnym domu. Każdego dnia teściowa dzwoniła, pytała, czy już podjęłam decyzję. W pracy nie mogłam się skupić, szefowa zwróciła mi uwagę na błędy w raportach. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła moje roztrzęsienie.
— Mario, co się dzieje? Wyglądasz jak cień samej siebie.
Opowiedziałam jej wszystko przy kawie w bufecie. Ania pokiwała głową ze współczuciem.
— Uważaj na nich. Znam takie historie… Potem zostaniesz bez mieszkania i bez męża.
Te słowa dźwięczały mi w głowie przez cały dzień. Wieczorem zadzwoniła mama.
— Córeczko, nie rób nic pochopnie. Mieszkanie po babci to twoje zabezpieczenie na przyszłość.
Ale Piotr coraz bardziej naciskał. Zaczął spać na kanapie, wychodził z domu bez słowa. Czułam się osaczona.
Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy i usłyszałam rozmowę Piotra z teściową przez telefon:
— Ona jeszcze się waha… Ale jak podpisze papiery, to już będzie po wszystkim.
Zamarłam. Poczułam zimny pot na plecach. Czyli jednak chodziło tylko o mieszkanie? Czy cała ta troska była tylko grą?
Wieczorem postanowiłam porozmawiać z Piotrem szczerze.
— Piotrze, powiedz mi prawdę. Czy naprawdę chodzi ci o zdrowie mamy? Czy może o to mieszkanie?
Spojrzał na mnie ze zmęczeniem.
— Mario… Nie rozumiesz. Mama całe życie ciężko pracowała. Należy jej się coś od życia.
— Ale dlaczego kosztem mojego bezpieczeństwa? — zapytałam cicho.
Nie odpowiedział. Wyszedł trzaskając drzwiami.
Następnego dnia teściowa przyszła do mnie osobiście. Usiadła naprzeciwko mnie i zaczęła mówić spokojnym głosem:
— Mario, wiem, że się boisz. Ale musisz mi zaufać. Przecież nie wyrzucę cię na bruk.
Patrzyłam na nią długo. W jej oczach widziałam cień triumfu.
— A jeśli zachoruję? Jeśli coś się stanie? — zapytałam.
— Zawsze możesz liczyć na rodzinę — odpowiedziała bez mrugnięcia okiem.
Tej nocy podjęłam decyzję. Spakowałam kilka rzeczy i pojechałam do mamy na drugi koniec miasta. Piotr dzwonił wielokrotnie, ale nie odbierałam telefonu.
Po tygodniu wróciłam do mieszkania po babci i zmieniłam zamki. Wiedziałam już, że nie mogę ufać ani Piotrowi, ani jego rodzinie. Złożyłam pozew o rozwód.
Dziś siedzę przy tym samym kuchennym stole co kiedyś i patrzę przez okno na szare bloki Warszawy. Czasem zastanawiam się, czy mogłam postąpić inaczej. Czy warto było poświęcić miłość dla poczucia bezpieczeństwa? A może prawdziwa miłość nie powinna wymagać takich ofiar?
Czy ktoś z was był kiedyś zmuszony wybierać między rodziną a własnym spokojem? Jak daleko można się posunąć dla tych, których kochamy?