Zaręczyny, które rozpadły się w jednej chwili – historia Magdy z Poznania

Wszystko zaczęło się od krzyku. Nie mojego, nie mojej matki, nawet nie mojego narzeczonego. To był krzyk mojej młodszej siostry, która wbiegła do pokoju z płaczem, bo mama nie pozwoliła jej założyć nowych butów na moją uroczystość. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tego dnia wydarzy się coś, co na zawsze zmieni moje życie. Mam na imię Magda. Mam 27 lat i mieszkam w Poznaniu. Jeszcze wczoraj byłam narzeczoną, dziś jestem kobietą, która nie wie, czy kiedykolwiek jeszcze komuś zaufa.

Od rana w domu panował chaos. Mama biegała z żelazkiem, tata próbował naprawić ekspres do kawy, a ja – w białej sukience, z włosami upiętymi przez najlepszą fryzjerkę w mieście – czułam się jak aktorka w kiepskim filmie. Wszyscy mówili mi, że jestem szczęściarą. „Taki facet jak Michał to skarb!” – powtarzały ciotki. „Z takiej rodziny! Pracowity, przystojny, nie pije!” – wyliczała babcia. A ja? Ja po prostu chciałam być kochana.

Michała poznałam na studiach. Był starszy o dwa lata, zawsze elegancki, z tym swoim lekko ironicznym uśmiechem. Zakochałam się po uszy. Po roku zamieszkaliśmy razem w kawalerce na Jeżycach. Bywało różnie – raz śmialiśmy się do łez, innym razem trzaskaliśmy drzwiami. Ale wierzyłam, że to właśnie jest miłość: kompromisy, wspólne śniadania i plany na przyszłość.

Kiedy Michał oświadczył mi się podczas spaceru nad Wartą, płakałam ze szczęścia. Rodzice byli zachwyceni – zwłaszcza tata. „Wreszcie ktoś konkretny!” – mówił z dumą. Mama od razu zaczęła planować wesele w modnej restauracji pod miastem. Wszystko miało być idealne.

Ale im bliżej było do zaręczyn, tym częściej łapałam się na tym, że Michał jest jakby nieobecny. „Praca mnie wykańcza” – tłumaczył się. „Twój ojciec ciągle coś ode mnie chce” – narzekał innym razem. Zbywałam to żartem, bo przecież każda para ma kryzysy.

W dzień zaręczyn dom był pełen gości. Ciotki z Torunia, kuzyni z Wrocławia, nawet babcia Zosia przyjechała specjalnie z sanatorium w Ciechocinku. Czułam się jak księżniczka – do momentu, gdy zobaczyłam tatę i Michała wychodzących razem na taras.

Coś mnie tknęło. Może to był ten dziwny błysk w oczach taty? Może to była intuicja? Wyszłam za nimi cicho i stanęłam za uchylonymi drzwiami.

– Słuchaj, Michał – zaczął tata głosem, którego nigdy wcześniej nie słyszałam. – Nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz. Magda sobie poradzi. To silna dziewczyna.

– Panie Andrzeju… – Michał westchnął ciężko. – Ja… sam już nie wiem. Magda jest cudowna, ale… Nie wiem, czy ją kocham tak naprawdę. Ostatnio coraz częściej myślę o tym, żeby wyjechać do Berlina za pracą.

– To po co te zaręczyny? – Tata był wyraźnie zirytowany.

– Bo wszyscy tego oczekują! Bo Magda… ona jest taka dobra… Ale ja nie chcę jej skrzywdzić.

– Lepiej skrzywdzić teraz niż po ślubie – rzucił tata twardo.

Zamarłam. Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Stałam tam jak głupia, słuchając jak dwóch najważniejszych mężczyzn w moim życiu rozmawia o mnie jak o problemie do rozwiązania.

Nie wiem, ile tam stałam. Nogi miałam jak z waty. W końcu usłyszałam kroki – tata wracał do domu. Szybko schowałam się za rogiem i pobiegłam do swojego pokoju.

W środku siedziała mama i poprawiała mi welon.

– Co się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha! – zapytała z troską.

– Nic… wszystko dobrze – skłamałam i przełknęłam łzy.

Przez kolejne godziny byłam jak automat. Uśmiechałam się do zdjęć, przyjmowałam życzenia od gości, ściskałam rękę Michała tak mocno, że aż się skrzywił.

Wieczorem miał odbyć się uroczysty obiad i oficjalne ogłoszenie zaręczyn przed całą rodziną. Siedziałam przy stole i patrzyłam na Michała – jego twarz była blada, oczy spuszczone w talerz.

W końcu nie wytrzymałam.

– Przepraszam wszystkich… muszę wyjść na chwilę – powiedziałam drżącym głosem i wybiegłam na ogród.

Za mną wybiegła mama.

– Magda! Co się dzieje? Przecież wszystko jest idealnie!

– Nie jest idealnie! – wybuchłam płaczem. – On mnie nie kocha! Tata o tym wie! Wszyscy udajecie!

Mama spojrzała na mnie ze strachem.

– Co ty wygadujesz?

– Słyszałam ich rozmowę! Tata mówił Michałowi, żeby mnie zostawił! A Michał… on sam nie wie czego chce!

Mama przytuliła mnie mocno.

– Kochanie… czasem ludzie się boją…

– Ja nie chcę być czyimś obowiązkiem! Nie chcę być problemem do rozwiązania!

Wróciłyśmy do domu w milczeniu. Goście patrzyli na mnie zdziwieni, a ja czułam tylko pustkę.

Wieczorem podszedł do mnie Michał.

– Magda… musimy porozmawiać.

– Nie musimy – przerwałam mu zimno. – Już wszystko wiem.

Spojrzał na mnie z bólem.

– Przepraszam… Nie chciałem cię zranić…

– Ale zraniłeś. I tata też.

Wyszłam z domu bez słowa. Szedłem przez miasto całą noc – od Jeżyc po Stary Rynek, potem nad Wartę, gdzie kiedyś mi się oświadczył. Płakałam jak dziecko.

Rano wróciłam do mieszkania rodziców. Tata siedział w kuchni i pił kawę.

– Magda…

– Nie chcę rozmawiać – powiedziałam cicho i zamknęłam się w swoim pokoju.

Przez kolejne dni nikt ze mną nie rozmawiał o tym, co się stało. Mama chodziła jak cień po domu, tata udawał, że wszystko jest normalnie. Michał dzwonił kilka razy – nie odebrałam ani razu.

Po tygodniu spakowałam walizkę i wyprowadziłam się do koleżanki z pracy. Zaczęłam terapię u psychologa i powoli próbowałam poskładać swoje życie na nowo.

Dziś minął rok od tamtych wydarzeń. Michał wyjechał do Berlina i podobno spotyka się z kimś nowym. Z tatą rozmawiam rzadko – nasza relacja już nigdy nie będzie taka sama.

Czasem zastanawiam się: czy lepiej żyć w kłamstwie i mieć złudzenie szczęścia? Czy lepiej znać prawdę i cierpieć? Może właśnie dlatego tak wielu ludzi wybiera milczenie…

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu?