Przyjęłam ojca pod swój dach, a on zażądał, żebym sprzedała samochód i spłaciła jego długi

— Sprzedacie samochód. Innego wyjścia nie ma — powiedział ojciec, nawet na mnie nie patrząc.

Siedział przy naszym kuchennym stole w rozciągniętym podkoszulku i mieszał zimną herbatę. Piotr zamarł z widelcem w dłoni. Ja przez chwilę byłam pewna, że źle usłyszałam.

— Słucham? — zapytałam.

— Ten grat jest wart może piętnaście tysięcy. Wystarczy, żebym spłacił najbardziej pilne raty. Przecież do pracy możecie jeździć autobusem.

To „możecie” zabolało mnie bardziej niż żądanie. Jakby samochód, który kupiliśmy po trzech latach odkładania każdej premii, należał również do niego.

Ojciec zamieszkał z nami dwa miesiące wcześniej. Stracił pracę w hurtowni budowlanej, a potem wynajmowaną kawalerkę na Pradze, bo od pół roku nie płacił czynszu. O kredytach powiedział dopiero wtedy, gdy przyjechał z dwiema torbami i kartonem dokumentów.

Nie miałam serca go odprawić.

Nasze M3 na Targówku było ciasne nawet dla mnie i Piotra. Ojcu oddaliśmy mniejszy pokój, w którym wcześniej stało biurko i suszarka z praniem. Sami zarabialiśmy niewiele. Ja pracowałam w drogerii, Piotr rozwoził części samochodowe. Pod koniec miesiąca liczyliśmy pieniądze na zakupy, ale kupiłam ojcu pościel, kapcie i leki na ciśnienie.

Pierwszego wieczoru powiedział tylko:

— Mogliście wynająć coś większego. W tym wieku nadal się gnieździcie?

Uznałam, że jest rozgoryczony. Że się wstydzi. Tłumaczyłam go przed Piotrem, choć widziałam, jak mąż zaciska szczękę.

Potem ojciec zaczął komentować wszystko. Że kupujemy za drogi chleb. Że Piotr nie jest zaradny, skoro jeździ po Warszawie za takie pieniądze. Że ja zmarnowałam szkołę, bo mogłam „zrobić coś porządnego”. Nawet obiad potrafił odsunąć i zapytać, czy naprawdę nie stać nas na mięso lepszej jakości.

A jednak jadł. Nie dokładał się do rachunków. Rano zostawiał kubek w zlewie, a wieczorem narzekał, że w łazience wiszą mokre ręczniki.

Najgorsze było to, że przy nim znowu czułam się jak mała dziewczynka. Ta sama, która przynosiła ze szkoły czwórkę, a słyszała: „Dlaczego nie piątka?”.

Po żądaniu sprzedaży samochodu Piotr odłożył widelec.

— Panie Marku, ten samochód jest nam potrzebny do pracy.

— Nie wtrącaj się między mnie a córkę — odburknął ojciec.

— To jest też mój dom i moje pieniądze.

Ojciec prychnął.

— Dom? Wynajęte dwa pokoje na blokowisku nazywasz domem? Gdybyś był prawdziwym facetem, moja córka nie musiałaby stać cały dzień przy kasie.

Piotr wstał tak gwałtownie, że krzesło uderzyło o ścianę. Wyszedł na balkon, mimo listopadowego zimna. Zostałam z ojcem sama.

— Nie będziemy sprzedawać samochodu — powiedziałam. Głos mi drżał.

— Czyli własnego ojca zostawisz z komornikiem?

— Pomagamy ci. Mieszkasz tutaj, jesz, nie płacisz za nic.

— To jest minimum, Anka. Rodzina ma obowiązki.

Wtedy coś we mnie pękło. Nie krzyczałam. Chyba pierwszy raz w życiu mówiłam do niego spokojnie.

— Rodzina nie jest bankiem. Nie będziemy spłacać kredytów, o których nam nie powiedziałeś. Możesz zostać jeszcze miesiąc, ale musisz szukać pracy i dokładać się choć trochę.

Patrzył na mnie długo. Potem wstał i zamknął się w pokoju.

Przez trzy dni prawie się nie odzywał. Dzwonił za to do mojej ciotki Grażyny. Następnego dnia zadzwoniła do mnie z pretensjami, że wyrzucam chorego ojca na ulicę. Ojciec nie wspomniał jej ani o samochodzie, ani o tym, jak traktował Piotra.

Wyprowadził się tydzień później, nie po miesiącu. Zabrał torby, dokumenty i pościel, którą mu kupiłam.

W przedpokoju zatrzymał się z ręką na klamce.

— Matka byłaby tobą zawiedziona.

To było najokrutniejsze, co mógł powiedzieć. Mama nie żyła od sześciu lat i doskonale wiedział, jak bardzo za nią tęsknię.

Nie odpowiedziałam. Gdy zamknęły się drzwi, usiadłam na podłodze i rozpłakałam się. Piotr przykucnął obok, ale mnie nie pocieszał na siłę. Po prostu trzymał mnie za rękę.

Ojciec zamieszkał u ciotki. Podobno po dwóch tygodniach również zaczęli się kłócić. Ja nadal budzę się czasem z poczuciem winy, chociaż wiem, że daliśmy mu więcej, niż mogliśmy.

Gdzie kończy się pomoc rodzicowi, a zaczyna zgoda na krzywdzenie własnej rodziny? I czy córka naprawdę musi poświęcić wszystko, żeby zasłużyć na miano dobrej córki?