Między młotem a kowadłem: Serce matki rozdarte między synem a synową

— Mamo, czy możesz przestać się wtrącać? — głos Ani przeszył ciszę jak nóż. Stałam w kuchni mojego syna, trzymając w dłoniach talerz z niedokończonym obiadem. Ręce mi drżały. Mateusz patrzył na mnie bez słowa, jakby nie wiedział, po której stronie stanąć.

— Ja tylko chciałam pomóc… — wyszeptałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.

— Pomóc? — Ania uniosła brwi. — Ty zawsze wszystko wiesz lepiej. Nawet nie pytasz, czy czegoś potrzebujemy. Po prostu przychodzisz i robisz po swojemu.

Zamarłam. Przecież zawsze tak było. Odkąd Mateusz się ożenił, starałam się być obecna, pomagać im, jak tylko mogłam. Przynosiłam obiady, sprzątałam, czasem zajmowałam się ich córeczką Zosią. Myślałam, że robię dobrze. Że jestem potrzebna. Ale teraz czułam się jak intruz we własnej rodzinie.

Mateusz spuścił wzrok. — Mamo, Ania ma rację. Może powinnaś dać nam trochę przestrzeni.

To jedno zdanie roztrzaskało moje serce na tysiąc kawałków. Przestrzeni? Przecież całe życie byłam tylko dla niego. Wychowywałam go sama po śmierci męża. Wszystko, co miałam, oddałam Mateuszowi. Był moim jedynym dzieckiem, moim światem.

Wyszłam z ich mieszkania bez słowa. Na klatce schodowej łzy popłynęły mi po policzkach. Czułam się zdradzona i niepotrzebna. W domu usiadłam na kanapie i zapatrzyłam się w zdjęcie Mateusza z dzieciństwa. Uśmiechnięty chłopiec z rozczochranymi włosami — wtedy był tylko mój.

Wieczorem zadzwoniła do mnie sąsiadka, pani Halina.

— Coś się stało? Wyglądasz na przygnębioną.

Opowiedziałam jej wszystko. O Ani, o Mateuszu, o tym, jak bardzo boli mnie ich odrzucenie.

— Wiesz, Marysiu — powiedziała cicho — to trudne. Synowe często czują się zagrożone przez teściowe. Może powinnaś trochę odpuścić?

Ale jak mam odpuścić? Jak mam przestać być matką? Czy to znaczy, że już nie jestem nikomu potrzebna?

Przez kolejne dni unikałam kontaktu z Mateuszem i Anią. Nie dzwoniłam, nie pisałam. Czułam się pusta i samotna. Nawet Zosia za mną nie tęskniła — tak przynajmniej myślałam.

Pewnego popołudnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Mateusza z Zosią na rękach.

— Mamo… możemy wejść?

Zosia rzuciła mi się na szyję.

— Babciu! Tęskniłam!

Serce mi zmiękło. Usiadłam z nimi w salonie. Mateusz długo milczał.

— Wiem, że cię zraniłem — powiedział w końcu. — Ale musisz zrozumieć, że Ania… ona czuje się czasem niewidzialna przy tobie. Chciałaby być dla mnie najważniejsza.

Poczułam ukłucie zazdrości i żalu. Czy naprawdę muszę oddać syna innej kobiecie? Czy to znaczy, że już nie jestem jego matką?

— Ale ja nie umiem inaczej — wyszeptałam. — Całe życie byłeś tylko mój…

Mateusz ujął moją dłoń.

— Nadal jesteś moją mamą. Ale teraz mam też żonę i córkę. Musimy znaleźć jakiś kompromis.

Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Zosia bawiła się moimi włosami.

— Babciu, a ty już nas nie kochasz? — zapytała nagle.

Łzy napłynęły mi do oczu.

— Kocham was najbardziej na świecie — odpowiedziałam drżącym głosem.

Po ich wyjściu długo myślałam o tym wszystkim. Czy naprawdę popełniłam błąd, mając tylko jedno dziecko? Gdyby Mateusz miał rodzeństwo, może nie byłabym tak samotna i zaborcza? Może łatwiej byłoby mi pogodzić się z tym, że dorósł i ma własną rodzinę?

Następnego dnia zadzwoniła Ania.

— Marysiu… możemy porozmawiać?

Spotkałyśmy się w kawiarni na rynku. Ania była spięta.

— Chciałam cię przeprosić za tamto… Było mi ciężko, bo czuję się czasem niewystarczająca przy tobie. Ty wszystko robisz lepiej… Ja nie mam takiego doświadczenia jak ty.

Spojrzałam na nią uważnie po raz pierwszy od dawna. Była młoda, zagubiona i też chciała być kochana.

— Aniu… ja też przepraszam. Chyba za bardzo chciałam być potrzebna… Nie umiem inaczej.

Uśmiechnęła się przez łzy.

— Może spróbujemy jeszcze raz? Ale tym razem razem?

Przytuliłyśmy się niepewnie. Poczułam ulgę i nadzieję.

Wieczorem długo patrzyłam w okno na światła miasta i myślałam o tym wszystkim, co się wydarzyło. Czy można być dobrą matką i jednocześnie pozwolić odejść swojemu dziecku? Czy da się znaleźć swoje miejsce w rodzinie, która już nie jest taka jak dawniej?

A wy? Jak radzicie sobie z takimi konfliktami? Czy można pogodzić miłość do dziecka z szacunkiem dla jego nowej rodziny?