Zatrzymana w miejscu: Moje życie z mamą, której nie potrafię zostawić

– Znowu nie kupiłaś mi tych leków, Aniu? – głos mamy przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, próbując zmyć tłuszcz z patelni. Woda była lodowata, a ja czułam, jakby ktoś wylał ją na moje serce.

– Mamo, byłam w aptece, ale nie mieli tych tabletek. Pójdę jeszcze raz po południu – odpowiedziałam cicho, starając się ukryć drżenie głosu.

Mama spojrzała na mnie z wyrzutem. – Wszystko muszę ci przypominać. Gdyby tata żył, nie musiałabym się o nic martwić.

Tata nie żyje od ośmiu lat. Od tamtej pory mieszkam z mamą w naszym starym mieszkaniu na warszawskiej Pradze. Miało być tymczasowo – miałam wrócić tu tylko na chwilę po rozwodzie, zanim stanę na nogi. Ale czas płynął, a ja coraz bardziej zapuszczałam tu korzenie. Najpierw mama złamała nogę, potem zaczęły się jej problemy z pamięcią. Z każdym miesiącem stawała się coraz bardziej zależna ode mnie.

Czasem czuję się jak więzień. Mam 41 lat i nie pamiętam już, jak to jest mieć własny pokój, własne życie, własne plany. Pracuję zdalnie jako księgowa dla małej firmy transportowej. Każdego ranka siadam przy kuchennym stole, próbując skupić się na tabelkach Excela, podczas gdy mama krząta się za moimi plecami, komentując wszystko: że za mało soli w zupie, że powinnam częściej dzwonić do ciotki Krysi, że powinnam znaleźć sobie męża.

Czasem mam ochotę wyjść i już nie wrócić. Ale potem widzę jej drżące ręce, słyszę jej kaszel i wiem, że nie mogę jej zostawić. Jestem jedynaczką. Nie ma nikogo poza mną.

Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie Magda – moja jedyna przyjaciółka jeszcze z liceum.

– Anka, musisz coś ze sobą zrobić! – powiedziała stanowczo. – Ile jeszcze będziesz tak żyć? Przecież ty się dusisz!

– A co mam zrobić? – zapytałam bezradnie. – Oddać mamę do domu opieki?

– Nie mówię od razu o domu opieki. Ale może chociaż poszukaj pomocy? Opiekunki? Albo chociaż wyjdź gdzieś czasem sama!

Westchnęłam ciężko. Magda nie rozumie. Ona ma męża, dzieci, dom pod Warszawą. Jej życie toczy się dalej. Moje utknęło w miejscu.

Czasami próbuję rozmawiać z mamą o tym, jak się czuję.

– Mamo, jestem zmęczona – powiedziałam pewnego wieczoru, kiedy siedziałyśmy razem przy herbacie.

– Wszyscy są zmęczeni – odpowiedziała sucho. – Ja też byłam zmęczona, jak ciebie wychowywałam. Ale nie narzekałam.

Zamilkłam. Nie umiem jej powiedzieć, że czuję się samotna. Że boję się przyszłości. Że czasem nienawidzę siebie za to, że mam do niej żal.

Najgorsze są wieczory. Kiedy mama już śpi, siadam przy oknie i patrzę na światła miasta. Wyobrażam sobie inne życie: kawalerkę na Mokotowie, randki z kimś, kto mnie rozumie, podróże do Włoch albo chociaż do Krakowa na weekend. Ale potem słyszę jej kaszel zza ściany i wracam do rzeczywistości.

Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że jestem rozdrażniona. Krzyczę na mamę o drobiazgi: że rozlała mleko, że zapomniała wyłączyć żelazka. Potem płaczę w łazience ze wstydu i poczucia winy.

W pracy też nie jest łatwo. Szefowa coraz częściej dzwoni z pretensjami: „Ania, musisz być bardziej dyspozycyjna! Klient czeka!”. A ja nie mogę być dyspozycyjna – bo mama może zasłabnąć w każdej chwili.

Czasem myślę o terapii. Ale gdzie znaleźć czas? I pieniądze?

Najbardziej boli mnie to, że nikt tego nie widzi. Dla znajomych jestem „tą dobrą córką”, która opiekuje się mamą. Dla rodziny – „Ania zawsze sobie radzi”. Tylko ja wiem, ile mnie to kosztuje.

Kilka dni temu miałam urodziny. Mama zapomniała. Rano zrobiłam nam śniadanie jak zwykle. Kiedy siedziałyśmy przy stole, spojrzała na mnie i powiedziała:

– Wyglądasz dziś jakoś smutno.

– Mam urodziny – odpowiedziałam cicho.

Mama zamrugała oczami.

– Naprawdę? To wszystkiego najlepszego…

Uśmiechnęłam się blado i poszłam do łazienki płakać.

Wieczorem zadzwonił telefon. To był mój były mąż, Paweł.

– Anka… Wszystkiego najlepszego – powiedział cicho. – Wiem, że to dla ciebie trudny czas.

Nie odpowiedziałam nic przez chwilę.

– Paweł… Myślisz czasem o tym, co by było gdyby…?

– Czasem tak – westchnął. – Ale wiem też, że musisz najpierw pomyśleć o sobie.

Po tej rozmowie długo nie mogłam zasnąć.

Dziś rano mama poprosiła mnie o pomoc przy ubieraniu się. Patrzyłam na jej wychudzone ramiona i nagle poczułam ogromną falę współczucia… i żalu do losu.

– Mamo… czy ty mnie kiedyś rozumiesz? Czy widzisz mnie jeszcze jako swoją córkę… czy tylko jako opiekunkę?

Spojrzała na mnie zaskoczona.

– Jesteś moją Anią… zawsze będziesz moją córeczką.

A jednak czuję się coraz mniej sobą.

Czy można być dobrą córką i jednocześnie nie zatracić siebie? Czy ktoś z was też tak się czuje? Jak znaleźć równowagę między obowiązkiem a własnym życiem?