Dług między nami: Moja miłość na krawędzi przepaści – czy pieniądze naprawdę niszczą wszystko?

– Iwona, ile wydałaś dzisiaj w Biedronce? – głos Marka przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy zlewie, z rękami zanurzonymi w zimnej wodzie, a serce biło mi jak oszalałe.

– Nie wiem, chyba czterdzieści złotych… – odpowiedziałam cicho, nie odwracając się.

– Chyba? – powtórzył z ironią. – To może zacznij zapisywać, bo rachunki same się nie zapłacą.

Wtedy po raz pierwszy poczułam, że coś we mnie pęka. Jeszcze kilka lat temu śmialiśmy się razem z drobnych nieporozumień. Marek był wtedy innym człowiekiem – czułym, troskliwym, pełnym planów na przyszłość. Mieliśmy kredyt na mieszkanie w bloku na Pradze, dwójkę dzieci i marzenie o domku pod Warszawą. Wierzyłam, że razem damy radę. Ale potem przyszły podwyżki rat, inflacja i nagle każdy grosz zaczął mieć znaczenie.

Zaczęło się niewinnie. Najpierw Marek prosił, żebym zbierała paragony. Potem kazał mi prowadzić zeszyt wydatków. Gdy raz zapomniałam wpisać zakup pieluch dla Maćka, zrobił mi awanturę przy dzieciach.

– Myślisz, że pieniądze rosną na drzewach? – krzyczał. – Przez twoją nieodpowiedzialność zaraz nas wywalą z mieszkania!

Czułam się jak dziecko, które dostało naganę od nauczyciela. Przestałam kupować sobie cokolwiek – nawet kawę z automatu w pracy wydawała mi się luksusem nie do zaakceptowania. Zaczęłam unikać spotkań z koleżankami, bo nie miałam czym się pochwalić.

Mama dzwoniła coraz częściej.

– Iwonka, co się dzieje? Słyszę po głosie, że coś jest nie tak.

– Wszystko dobrze, mamo – kłamałam. – Po prostu dużo pracy.

Nie chciałam jej martwić. Wiedziałam, że sama ledwo wiąże koniec z końcem po śmierci taty. Nie mogłam liczyć na jej pomoc finansową.

Najgorsze były wieczory. Marek siadał przy stole z laptopem i kalkulatorem. Przeglądał wyciągi z konta, sprawdzał każdą transakcję.

– Co to za 12 złotych w Żabce? – pytał podejrzliwie.

– To mleko dla dzieci i chleb… – tłumaczyłam się coraz ciszej.

Z czasem przestaliśmy ze sobą rozmawiać o czymkolwiek innym niż pieniądze. Seks? Zapomnieliśmy, jak to jest być blisko. Każdy dzień był walką o przetrwanie.

Pewnego dnia znalazłam w szufladzie list od komornika. Dług za prąd urósł do dwóch tysięcy złotych. Zamarłam.

– Marek! Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – wybuchłam.

Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.

– Bo i tak byś nie zrozumiała. Ty tylko wydajesz…

Poczułam się jak worek bez dna, do którego wszyscy wrzucają swoje żale i pretensje. Przestałam spać po nocach. Zaczęłam chudnąć. Dzieci patrzyły na mnie wielkimi oczami i pytały:

– Mamusiu, dlaczego płaczesz?

Nie umiałam odpowiedzieć.

W pracy szefowa zwróciła mi uwagę:

– Iwona, jesteś ostatnio nieobecna duchem. Coś się dzieje?

Chciałam jej powiedzieć wszystko, ale tylko pokręciłam głową i wróciłam do faktur.

Któregoś dnia spotkałam na klatce sąsiadkę, panią Halinę.

– Pani Iwonko, pani taka smutna chodzi… Może herbaty razem wypijemy?

Usiadłyśmy w jej kuchni pełnej zapachu mięty i starego drewna.

– Wie pani, ja też kiedyś miałam ciężko – zaczęła cicho. – Mąż pił i wszystko przepijał. Myślałam, że muszę to znosić dla dzieci… Ale potem zrozumiałam, że moje życie też jest ważne.

Jej słowa długo dźwięczały mi w głowie. Czy moje życie jest jeszcze ważne? Czy jestem tylko dodatkiem do domowego budżetu?

Wieczorem zebrałam się na odwagę.

– Marek, musimy porozmawiać.

Spojrzał na mnie niechętnie znad laptopa.

– O czym?

– O nas. O tym, co się z nami stało.

Wzruszył ramionami.

– Nie mam teraz czasu na twoje fanaberie.

Poczułam wściekłość i rozpacz jednocześnie.

– To nie są fanaberie! Zniszczyłeś wszystko między nami przez te pieniądze!

Wstał gwałtownie.

– To ty nie potrafisz gospodarować! Gdyby nie twoje wydatki…

Nie słuchałam już dalej. Wyszłam z mieszkania i długo chodziłam po osiedlu. Zastanawiałam się, czy mam jeszcze siłę walczyć o ten związek. Czy warto?

Wróciłam późno w nocy. Dzieci spały wtulone w siebie na jednym łóżku. Usiadłam obok nich i zaczęłam płakać bezgłośnie.

Następnego dnia zadzwoniłam do mamy.

– Mamo… chyba muszę coś zmienić w swoim życiu.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Cokolwiek postanowisz, jestem z tobą – wyszeptała mama.

Od tamtej pory zaczęłam szukać pracy dodatkowej – sprzątałam u sąsiadów, szyłam zasłony na zamówienie przez OLX. Każda zarobiona złotówka była jak małe zwycięstwo nad bezsilnością. Marek patrzył na mnie z pogardą:

– Myślisz, że coś tym zmienisz?

Ale ja już wiedziałam: muszę odzyskać siebie dla siebie i dla dzieci.

Dziś stoję przed lustrem i widzę w oczach zmęczenie, ale też cień nadziei. Nie wiem jeszcze, co dalej – czy nasz związek przetrwa tę próbę, czy będę musiała odejść. Ale wiem jedno: nie pozwolę już nikomu liczyć moich łez ani mojej wartości w złotówkach.

Czy naprawdę to pieniądze są winne temu wszystkiemu? A może to my sami pozwalamy im rządzić naszym życiem? Co wy byście zrobili na moim miejscu?