Kiedy mój mąż oddał całe moje gotowanie swojej matce – polski dramat rodzinny od środka

– Gdzie jest całe jedzenie, które gotowałam przez całą sobotę i niedzielę? – zapytałam Pawła, stojąc z otwartą lodówką, w której zostały tylko zwiędłe ogórki i kawałek sera żółtego. Jeszcze wczoraj wieczorem wszystko było poukładane w pojemnikach: rosół, gołąbki, bigos, schabowe, nawet sernik na deser. Gotowałam cały weekend, żebyśmy mieli co jeść po pracy – oboje wracamy późno, zmęczeni, a ja nie mam już siły codziennie stać przy garach. To był mój sposób na przetrwanie tygodnia.

Paweł stał w przedpokoju, zakładając buty. Zawahał się, zanim odpowiedział:
– Dałem wszystko mamie. Wpadła wczoraj wieczorem, mówiła, że nie ma już pieniędzy do końca miesiąca i nie bardzo ma co jeść. Pomyślałem, że jej pomożemy.

– Pomożemy? – powtórzyłam z niedowierzaniem. – Paweł, to było jedzenie na cały tydzień! Nawet nie zapytałeś mnie o zdanie! Jak mogłeś?

Paweł wzruszył ramionami, unikając mojego wzroku:
– No weź, Anka… Przecież ty świetnie gotujesz, dla ciebie to żaden problem zrobić jeszcze raz. A mama… sama wiesz, jak jej ciężko.

Poczułam, jak ściska mi się gardło. Nie chodziło o jedzenie – chodziło o to, że znowu ktoś uznał moją pracę za coś oczywistego. Jakby mój czas i wysiłek nie miały żadnej wartości. Jakbym była tylko maszyną do gotowania i sprzątania.

– A kto mi odda te dwa dni z życia? – zapytałam cicho. – Kto mi pomoże, kiedy ja nie mam siły?

Paweł milczał. W końcu rzucił tylko:
– Zamówimy pizzę.

To był ten moment, kiedy poczułam się zdradzona. Nie tylko przez Pawła, ale przez cały system, w którym dorastałam. Moja mama zawsze powtarzała: „Kobieta powinna dbać o dom”. Ale kto dba o kobietę?

Wieczorem jedliśmy suchy chleb z masłem i popijaliśmy herbatą. Nie rozmawialiśmy. W nocy długo nie mogłam zasnąć – przewracałam się z boku na bok, a w głowie kłębiły się myśli.

Rano postanowiłam: muszę to przerwać.

– Nie możesz tak robić – powiedziałam Pawłowi przy śniadaniu, kiedy mieszał kawę. – Jeśli chcesz pomagać swojej mamie, ustalmy to razem. Nie będę co tydzień poświęcać weekendu dla kogoś innego.

Paweł spojrzał na mnie z irytacją:
– Anka, nie bądź taka samolubna! Mama naprawdę nie ma pieniędzy! Ty i tak gotujesz jak szalona – co za różnica komu dasz te gołąbki?

– Nie jestem samolubna! – wybuchłam. – Po prostu mam dość tego, że wszyscy traktują moją pracę jak coś oczywistego! Jeśli chcesz pomagać – sam ugotuj!

Paweł trzasnął drzwiami i wyszedł do pracy. Ja zostałam sama w kuchni i rozpłakałam się.

Po południu pojechałam do pani Haliny – mojej teściowej. Chciałam z nią porozmawiać szczerze.

– Pani Halino… Nie mam do pani żalu – zaczęłam ostrożnie. – Ale chciałabym, żeby pani wiedziała: to jedzenie było też dla nas. Jeśli czegoś pani potrzeba – proszę mówić wprost. Ale nie mogę co tydzień gotować dla wszystkich.

Teściowa spuściła wzrok:
– Wiem, Aniu… Po prostu tak dawno nie jadłam domowego obiadu… Ale jeśli sprawiłam kłopot…

– To nie pani zrobiła problem – westchnęłam. – Chciałabym tylko, żeby Paweł zrozumiał: ja też jestem człowiekiem.

Wracając do domu myślałam: ile kobiet w Polsce żyje tak jak ja? Ile z nas codziennie czuje się niewidzialna? Ile razy słyszymy: „Przecież to twój obowiązek”? Ile razy nikt nawet nie podziękuje?

Wieczorem Paweł był naburmuszony. W końcu przy kolacji powiedział:
– Przepraszam… Może rzeczywiście przesadziłem.

– Nie szkodzi – odpowiedziałam cicho. – Chciałabym tylko czasem poczuć się ważna.

Następnego ranka Paweł zrobił mi jajecznicę. Przypalił trochę cebulę i rozlał kawę na stół, ale patrzył na mnie z dumą, jakby zdobył Mount Everest.

– Dzięki – uśmiechnęłam się przez łzy.

Od tamtej pory ustaliliśmy: jeśli chcemy komuś pomóc – robimy to razem. Czasem zamawiamy pizzę i nie mam już wyrzutów sumienia.

Ale wciąż wraca do mnie pytanie: dlaczego w Polsce tak trudno kobiecie powiedzieć „dość”? Dlaczego nasze poświęcenie jest takie oczywiste? I ile z nas naprawdę potrafi postawić granicę?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Ile można milczeć? Czy naprawdę jestem samolubna… czy po prostu chcę być traktowana jak człowiek?