„Nie jestem darmową opiekunką tylko dlatego, że jestem na macierzyńskim!” – Moja rodzina uznała mnie za egoistkę, bo odmówiłam zajmowania się cudzym dzieckiem
– Magda, przecież i tak siedzisz w domu, możesz pomóc – powiedziała teściowa, patrząc na mnie z tym swoim pobłażliwym uśmiechem. Siedzieliśmy przy niedzielnym obiedzie, a ja czułam, jak krew zaczyna mi pulsować w skroniach. Mój synek spał w wózku obok stołu, a ja po raz pierwszy od tygodni miałam chwilę, żeby po prostu usiąść i zjeść ciepły posiłek.
– Mamo, Magda ma teraz wolne, nie pracuje – dorzucił mój mąż, Tomek, nawet na mnie nie patrząc. – To chyba nie problem, żeby zajęła się też Zosią? Basia musi wrócić do pracy, a przecież Magda i tak jest w domu.
Poczułam, jakby ktoś mnie uderzył. „Wolne”? Czy naprawdę wszyscy myślą, że urlop macierzyński to leżenie i pachnienie? Że opieka nad noworodkiem to nic takiego? Spojrzałam na Tomka z niedowierzaniem.
– Nie jestem darmową opiekunką tylko dlatego, że jestem na macierzyńskim – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – Mam własne dziecko i ledwo sobie radzę. Nie dam rady zajmować się jeszcze Zosią.
Zapadła cisza. Teściowa spojrzała na mnie z wyraźnym rozczarowaniem. Basia, siostra Tomka, spuściła wzrok. Tomek wzruszył ramionami.
– No ale przecież jesteś w domu…
– Tak, jestem w domu z naszym dzieckiem. To nie znaczy, że mogę zajmować się jeszcze cudzym – odpowiedziałam już ostrzej.
Wróciłam do mieszkania z ciężkim sercem. Tomek przez całą drogę milczał. Kiedy zamknęliśmy drzwi, wybuchł:
– Mogłaś się zgodzić! To tylko kilka godzin dziennie! Basia naprawdę potrzebuje pomocy.
– A ja? Ja nie potrzebuję pomocy? – zapytałam. – Przecież ty nawet nie wiesz, jak wygląda mój dzień! Myślisz, że siedzę i oglądam seriale?
– Przesadzasz. Inne kobiety jakoś dają radę.
Te słowa bolały najbardziej. „Inne kobiety”. Czyli ja jestem gorsza? Słaba? Egoistyczna?
Przez kolejne dni atmosfera w domu była lodowata. Tomek wychodził do pracy wcześnie rano i wracał późno wieczorem. Nie rozmawialiśmy. Teściowa przestała dzwonić. Basia napisała mi krótkiego SMS-a: „Szkoda, że nie możesz pomóc”.
Czułam się coraz gorzej. Z jednej strony wiedziałam, że mam rację – nie dam rady zajmować się dwójką małych dzieci naraz, zwłaszcza że mój synek jest bardzo wymagający. Z drugiej strony… Może rzeczywiście powinnam była pomóc? Przecież rodzina powinna się wspierać.
Pewnego wieczoru zadzwoniła moja mama.
– Magda, co się dzieje? Basia dzwoniła do mnie z pretensjami…
Opowiedziałam jej wszystko. Mama westchnęła.
– Kochanie, musisz myśleć też o sobie. Nikt nie wie lepiej od ciebie, ile masz siły i na co cię stać. Jeśli czujesz, że nie dasz rady – masz prawo odmówić.
Ale to nie było takie proste. W pracy zawsze byłam tą „ogarniętą”, „pomocną”. W rodzinie też – do tej pory wszyscy mogli na mnie liczyć. Teraz nagle stałam się czarną owcą.
Kilka dni później przyszła do mnie Basia. Bez zapowiedzi, z Zosią na rękach.
– Magda… Przepraszam, że tak wyszło – zaczęła niepewnie. – Po prostu… Ja naprawdę nie wiem, co robić. Mama mówiła, że ty byś się zgodziła, tylko Tomek ci zabrania…
Zatkało mnie.
– Co?! To nieprawda! To ja powiedziałam NIE! Boję się, że sobie nie poradzę! – wybuchłam.
Basia spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
– Ja już nie mam siły… Wszyscy mają swoje życie… Ja muszę wrócić do pracy…
Zosia zaczęła płakać. Mój synek też się obudził i zaraz dołączył do chóru rozpaczy. Przez chwilę obie stałyśmy w kuchni z dwoma wrzeszczącymi dziećmi i miałam ochotę wyjść z własnego mieszkania.
Basia wyszła po godzinie. Nie dogadałyśmy się. Czułam się jeszcze gorzej niż wcześniej.
Wieczorem Tomek wrócił wcześniej niż zwykle.
– Basia była u ciebie? – zapytał bez emocji.
– Była. I powiedziała mi coś ciekawego – odpowiedziałam chłodno. – Że to niby ty mi zabroniłeś pomagać.
Tomek spojrzał na mnie zaskoczony.
– Co? Przecież to ty nie chcesz!
– Wiem o tym ja i ty. Ale reszta rodziny już niekoniecznie.
Usiadł ciężko na krześle.
– Magda… Ja po prostu chciałem pomóc Basi…
– A ja chciałam pomóc sobie! Chciałam przetrwać ten cholerny macierzyński bez poczucia winy i bez udowadniania wszystkim wokół, że jestem wystarczająco dobra!
Zaczął mówić coś jeszcze, ale już go nie słuchałam. Wyszłam do łazienki i rozpłakałam się jak dziecko.
Od tamtej pory minęły dwa tygodnie. Rodzina nadal traktuje mnie jak egoistkę. Tomek niby rozumie moją decyzję, ale widzę w jego oczach rozczarowanie. Basia znalazła opiekunkę – podobno „za ciężkie pieniądze” – i teraz wszyscy mają mi to za złe.
Czasem patrzę na mojego synka i zastanawiam się: czy naprawdę zrobiłam coś złego? Czy każda matka musi być zawsze dla wszystkich? Czy mam prawo myśleć o sobie?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy naprawdę jestem egoistką?