Za wcześnie do domu – kiedy dzieci nie chcą zostać u babci

– Mamo, proszę, zabierz nas do domu! – usłyszałam w słuchawce głos mojej ośmioletniej córki, Zosi. Była godzina dwudziesta pierwsza, a ja właśnie zasiadałam z mężem na kanapie, planując pierwszy od miesięcy wieczór tylko we dwoje. Młodszy syn, Kuba, miał zostać z Zosią u mojej mamy na noc. Wszystko było ustalone: kolacja, bajki, nawet ulubione piżamy spakowane. A jednak już po kilku godzinach dzieci dzwoniły z płaczem, błagając, żebym po nie przyjechała.

Przez chwilę siedziałam w ciszy, słuchając, jak Zosia szlocha do telefonu. W tle słyszałam głos mojej mamy, która próbowała ją uspokoić: – Kochanie, mama zaraz oddzwoni, dobrze? – powiedziała łagodnie, ale wyczułam w jej głosie lekką irytację. To nie pierwszy raz, kiedy dzieci nie chciały zostać u babci na noc, ale tym razem byłam naprawdę zmęczona. Potrzebowałam tej przerwy. Potrzebowałam oddechu.

Mój mąż, Tomek, spojrzał na mnie pytająco. – Co robimy? – zapytał cicho. W jego oczach widziałam nadzieję na spokojny wieczór, ale też zrozumienie dla moich rozterek. Przez głowę przelatywały mi różne myśli: czy powinnam pojechać po dzieci, skoro tak bardzo tego chcą? Czy może powinnam być stanowcza i pozwolić im przełamać lęk przed nocowaniem poza domem?

Wróciłam myślami do własnego dzieciństwa. Pamiętam, jak sama nie chciałam zostawać u babci na noc. Bałam się ciemności, tęskniłam za rodzicami. Ale wtedy nikt nie pytał mnie, czy chcę wracać – musiałam zostać. Moja mama zawsze powtarzała: „To ci dobrze zrobi, nauczysz się samodzielności”. Czy powinnam postąpić tak samo?

Zadzwoniłam do mamy. – Mamo, co się dzieje? – zapytałam, starając się brzmieć spokojnie.

– Zosia płacze, Kuba też już zaczyna. Próbowałam ich uspokoić, ale chyba się nie uda. Może rzeczywiście powinnaś po nich przyjechać? – odpowiedziała zmęczonym głosem.

Poczułam ukłucie winy. Moja mama, choć kocha wnuki, nie ma już tyle siły, co kiedyś. Zawsze chętnie pomaga, ale wiem, że czasem jest jej ciężko. Z drugiej strony, dzieci muszą nauczyć się radzić sobie z nowymi sytuacjami. Przecież nie mogę być przy nich zawsze.

Tomek podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. – Może spróbujemy jeszcze raz ich przekonać? – zaproponował. – Porozmawiaj z nimi. Może to tylko chwilowy kryzys.

Zadzwoniłam jeszcze raz. – Zosiu, kochanie, co się stało? – zapytałam łagodnie.

– Mamo, tu jest ciemno, a babcia nie czyta bajek tak jak ty. Kuba chce do domu. Ja też. Proszę, przyjedź po nas – mówiła przez łzy.

– Kochanie, wiem, że jest ci trudno. Ale pamiętasz, jak bardzo chciałaś zostać u babci? Spakowałaś ulubioną książkę, misia… Babcia bardzo się cieszyła, że przyjedziecie. Może spróbujcie jeszcze trochę? Może babcia przeczyta wam bajkę, a jutro rano przyjadę po was na śniadanie? – próbowałam negocjować.

– Ale ty czytasz lepiej… – szepnęła Zosia.

W tle usłyszałam, jak Kuba zaczyna płakać. – Mamo, ja chcę do domu! – krzyczał rozpaczliwie.

Serce mi się krajało. Z jednej strony wiedziałam, że dzieci muszą nauczyć się radzić sobie z tęsknotą i nowymi sytuacjami. Z drugiej – czy naprawdę powinnam je zmuszać? Może są jeszcze za małe? Może to ja za bardzo chcę tej chwili dla siebie?

Mama odebrała słuchawkę. – Może rzeczywiście lepiej, żebyś po nich przyjechała. Nie chcę, żeby się tak męczyli – powiedziała cicho.

Spojrzałam na Tomka. – Co robimy? – zapytałam jeszcze raz, choć odpowiedź już znałam. Widziałam w jego oczach rozczarowanie, ale też zrozumienie. – Jedźmy po nich – powiedziałam w końcu. – Może jeszcze nie są gotowi.

W drodze do mamy milczeliśmy. Czułam złość na siebie, na dzieci, na całą sytuację. Przecież tyle razy słyszałam od znajomych, że ich dzieci uwielbiają nocować u dziadków. Dlaczego moje nie potrafią? Czy to moja wina? Czy za bardzo ich rozpieszczam? Czy powinnam być bardziej stanowcza?

Kiedy weszliśmy do mieszkania mamy, dzieci rzuciły mi się na szyję. Były zapłakane, ale od razu się uspokoiły. Mama spojrzała na mnie z ulgą, ale i z nutą smutku. – Przepraszam, że nie dałam rady – powiedziała cicho.

– To nie twoja wina, mamo – odpowiedziałam, choć sama nie byłam pewna, czy to prawda. Może powinnam była lepiej przygotować dzieci? Może powinnam była wcześniej z nimi o tym porozmawiać?

W drodze powrotnej do domu dzieci szybko zasnęły w samochodzie. Patrzyłam na ich spokojne twarze i czułam mieszankę ulgi i rozczarowania. Z jednej strony cieszyłam się, że są już spokojne, z drugiej – miałam poczucie porażki. Czy naprawdę nie potrafię nauczyć ich samodzielności? Czy powinnam była zostawić je u babci, mimo łez?

Wieczorem, kiedy dzieci już spały, usiedliśmy z Tomkiem w kuchni. – Może za jakiś czas spróbujemy jeszcze raz – powiedział cicho. – Może muszą dorosnąć do tego, żeby zostać u babci na noc.

Przytaknęłam, ale w głowie wciąż miałam mnóstwo pytań. Czy powinnam być bardziej stanowcza? Czy powinnam słuchać ich próśb, czy jednak trzymać się ustaleń? Czy to ja popełniam błąd, czy po prostu każde dziecko jest inne?

Czasem zastanawiam się, czy jestem dobrą matką. Czy moje dzieci nauczą się kiedyś radzić sobie same? A może powinnam po prostu dać im czas i nie zmuszać do niczego na siłę? Jak wy byście postąpili na moim miejscu? Czy powinnam była zostawić je u babci, czy jednak dobrze zrobiłam, zabierając je do domu?