Zaginiony nagrobek mojego syna: Prawda, która rozdarła całą wieś
– Kto to zrobił?! – krzyknęłam, stojąc na rozmokłej ziemi cmentarza w środku marcowego poranka. Moje dłonie drżały, a serce waliło jak oszalałe. Przed chwilą odkryłam, że nagrobek mojego syna, jedyna rzecz, która mi po nim została, zniknął bez śladu. Została tylko pusta ziemia, kilka zwiędłych kwiatów i moje łzy.
Nazywam się Iwona Nowak. Mój syn, Dawid, zginął trzy lata temu w wypadku samochodowym. Miał zaledwie siedemnaście lat. Od tamtej pory każdy dzień był dla mnie walką o przetrwanie. Pracowałam po nocach w sklepie spożywczym w naszej małej wsi pod Sieradzem, żeby odłożyć na wyjątkowy nagrobek. Chciałam, żeby wszyscy wiedzieli, jak bardzo go kochałam i jak bardzo mi go brakuje.
Kiedy w końcu postawiłam ten nagrobek – prosty, ale piękny, z wyrytym cytatem z jego ulubionej piosenki – poczułam ulgę. To był mój sposób na pogodzenie się z losem. Ale teraz nawet tego mi zabrano.
– Mamo, wracaj do domu – powiedziała cicho moja córka Ania, która stała obok mnie i patrzyła na mnie z troską i strachem. – Może to jakiś głupi żart…
– To nie jest żart! – syknęłam przez łzy. – Ktoś musiał mieć powód…
Wieść o zniknięciu nagrobka rozeszła się po wsi szybciej niż plotki o nowym proboszczu. Ludzie zaczęli szeptać na mój widok. Jedni współczuli, inni patrzyli podejrzliwie.
Wieczorem przyszła do mnie sąsiadka, pani Zofia.
– Iwonko, słyszałam… To straszne. Ale może powinnaś porozmawiać z sołtysem? On wszystko wie…
Nie spałam całą noc. W głowie kłębiły mi się pytania: Kto mógł to zrobić? Dlaczego? Czy to była zemsta? Zazdrość? A może ktoś chciał ukryć coś jeszcze?
Następnego dnia poszłam do sołtysa, pana Marka. Siedział za biurkiem w swojej kuchni i patrzył na mnie spod krzaczastych brwi.
– Pani Iwono… – zaczął niepewnie. – To bardzo przykra sprawa. Ale…
– Ale co? – przerwałam mu ostro.
– Ktoś widział twojego byłego męża w nocy na cmentarzu – powiedział cicho.
Zamarłam. Od rozwodu z Piotrem nie rozmawialiśmy prawie wcale. Odszedł do innej kobiety zaraz po pogrzebie Dawida. Zostawił mnie samą z bólem i długami.
Wróciłam do domu i zadzwoniłam do Piotra.
– Co ty zrobiłeś?! – wykrzyczałam do słuchawki.
– O czym ty mówisz? – odpowiedział spokojnie, aż za spokojnie.
– Byłeś na cmentarzu! Ktoś cię widział!
– Iwona, nie mam pojęcia o czym mówisz. Nie byłem tam od pogrzebu Dawida.
Nie wierzyłam mu. Ale nie miałam dowodów.
Przez kolejne dni coraz więcej ludzi zaczęło się mieszać w sprawę. Ktoś powiedział, że widział obcego samochód pod cmentarzem. Inni twierdzili, że to młodzież z sąsiedniej wsi urządziła sobie głupi żart. Ale ja czułam, że chodzi o coś więcej.
Pewnej nocy usłyszałam hałas pod oknem. Wyszłam przed dom i zobaczyłam Anię siedzącą na schodach z głową w dłoniach.
– Mamo… muszę ci coś powiedzieć – wyszeptała przez łzy.
Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem.
– Co się stało?
– To ja… Ja powiedziałam tacie o nagrobku. Powiedziałam mu, że nie masz już pieniędzy na nic innego, bo wszystko wydałaś na grób Dawida…
Patrzyłam na nią w szoku.
– Dlaczego?
– Bo on chciał ci pomóc… Chciał ci oddać pieniądze… Ale potem się pokłóciliście przez telefon i…
Zrozumiałam wtedy, że Piotr mógł zrobić coś głupiego z zazdrości albo złości. Ale czy naprawdę byłby zdolny do takiego okrucieństwa?
Następnego dnia pojechałam do niego osobiście. Otworzyła mi jego nowa żona, Monika.
– Czego chcesz? – zapytała chłodno.
– Chcę rozmawiać z Piotrem.
Piotr wyszedł do przedpokoju blady jak ściana.
– Powiedz mi prawdę – powiedziałam cicho. – Czy zabrałeś nagrobek Dawida?
Spojrzał mi prosto w oczy i po raz pierwszy od lat zobaczyłam w nich łzy.
– Nie zabrałem go… Ale wiem, kto to zrobił.
Zamarłam.
– Kto?
– Twój brat… Tomek.
Świat mi zawirował przed oczami. Tomek był zawsze moim wsparciem po śmierci Dawida. Pomagał mi finansowo i emocjonalnie. Dlaczego miałby to zrobić?
Po powrocie do domu zadzwoniłam do Tomka i poprosiłam go o rozmowę. Przyszedł wieczorem, zmęczony i spięty.
– Tomek… powiedz mi prawdę. Co zrobiłeś?
Usiadł ciężko na krześle i spuścił głowę.
– Iwona… Ja nie chciałem cię skrzywdzić. Ale dowiedziałem się… że ten kamieniarz cię oszukał. Nagrobek był z najtańszego materiału, a ty zapłaciłaś za marmur. Chciałem cię uchronić przed upokorzeniem… Chciałem go zabrać i zamówić nowy, zanim się dowiesz…
Łzy popłynęły mi po policzkach. Przez tyle dni żyłam w gniewie i bólu, szukając winnych wszędzie wokół siebie, a prawda była tak blisko.
Wieść o oszustwie kamieniarza rozeszła się po wsi błyskawicznie. Ludzie zaczęli mówić o tym głośno: o tym, jak łatwo można skrzywdzić drugiego człowieka dla pieniędzy; jak łatwo można kogoś niesprawiedliwie osądzić; jak trudno jest zaufać nawet najbliższym.
Dziś stoję nad nowym nagrobkiem Dawida – tym razem prawdziwym marmurowym pomnikiem jego życia i mojej miłości. Ale w sercu mam pytanie: czy kiedykolwiek będziemy umieli naprawdę sobie ufać? Czy ból po stracie kogoś bliskiego zawsze będzie dzielił ludzi zamiast ich łączyć?