Moja siostra zażądała zamiany domów, bo spodziewa się dziecka — rodzinny dramat, który podzielił nas na zawsze

– Magda, musimy porozmawiać. – Głos mojej siostry był napięty, jakby już wiedziała, że ta rozmowa zmieni wszystko. Stałam przy kuchennym oknie, patrząc na ogród, który pielęgnowałam od lat. Wiosenne słońce odbijało się w szybie, a ja czułam niepokój w żołądku.

– O co chodzi, Anka? – zapytałam, próbując zabrzmieć zwyczajnie.

– Jestem w ciąży. – W jej głosie była nuta triumfu i lęku jednocześnie. – I… chciałabym się z tobą zamienić domami.

Zamarłam. Mój dom – ten stary, ale wyremontowany przez lata dom po dziadkach, z ogrodem pełnym bzu i jabłoni – miał być moją przystanią. Dom Anki to nowe mieszkanie w bloku na obrzeżach miasta. Zawsze mówiła, że nie znosi zapachu starego drewna i skrzypiących schodów. A teraz…

– Żartujesz? – wykrztusiłam.

– Magda, ty nie masz dzieci. Ja będę miała dwójkę. Potrzebuję przestrzeni. Ty możesz mieszkać w bloku, przecież i tak jesteś sama.

Te słowa uderzyły mnie mocniej niż się spodziewałam. Sama. Tak, byłam sama. Po rozstaniu z Pawłem nie miałam nikogo poza rodzicami i… Anką. Ale czy to znaczyło, że mogę być przesuwana jak pionek na szachownicy jej życia?

Przez kolejne dni nie mogłam spać. Mama dzwoniła codziennie:

– Magda, Anka jest w trudnej sytuacji. Pomyśl o niej. Przecież zawsze byłaś tą rozsądną.

Ojciec milczał, ale widziałam w jego oczach rozczarowanie, gdy odwiedziłam ich w niedzielę. Siedzieliśmy przy stole, a rozmowa krążyła wokół pogody i cen w sklepie.

– Magda, nie bądź samolubna – rzuciła mama nagle. – Anka potrzebuje pomocy.

– A ja? – zapytałam cicho. – Czy ktoś pyta, czego ja potrzebuję?

Wszyscy zamilkli. Nawet pies przestał merdać ogonem.

Wieczorem zadzwoniła Anka.

– Magda, wiem, że to dla ciebie trudne. Ale pomyśl… Ja mam rodzinę. Ty możesz zacząć nowe życie gdzie indziej.

– Może nie chcę nowego życia – odpowiedziałam ostro.

W słuchawce zapadła cisza.

Przez kolejne tygodnie atmosfera gęstniała. Rodzice przestali mnie zapraszać na obiady. Anka rozpowiadała po rodzinie, że jestem zazdrosna i nie chcę jej pomóc. Ciotka Jadzia zadzwoniła z pretensjami:

– Magda, co się z tobą dzieje? Zawsze byłaś taka dobra dla wszystkich!

Czułam się osaczona. W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura zauważyła moje rozkojarzenie:

– Coś się stało?

Opowiedziałam jej wszystko. Słuchała uważnie, a potem powiedziała:

– To twój dom. Masz prawo go nie oddać.

Ale czy naprawdę miałam prawo? W naszej rodzinie zawsze liczyło się dobro innych ponad własne potrzeby. Byłam tą „rozsądną”, „odpowiedzialną”, „poświęcającą się”.

Pewnego wieczoru Anka przyszła do mnie bez zapowiedzi. Stała w progu z brzuchem już lekko zaokrąglonym i łzami w oczach.

– Magda… Ja naprawdę nie wiem już, co robić. Michał mnie naciska, rodzice też… Czuję się jak potwór, ale… Potrzebuję tego domu.

Patrzyłam na nią długo. Przypomniały mi się nasze wspólne dzieciństwo: zabawy w ogrodzie, kłótnie o lalki, wspólne sekrety pod jabłonią.

– A ja potrzebuję ciebie – powiedziałam cicho.

Anka spuściła wzrok.

– Przepraszam – wyszeptała. – Ale teraz muszę myśleć o sobie.

Wtedy zrozumiałam: nasza więź już nigdy nie będzie taka sama.

Ostatecznie nie zgodziłam się na zamianę domów. Rodzina podzieliła się na dwa obozy: jedni uważali mnie za egoistkę, inni szeptali po kątach, że Anka przesadziła. Przestałyśmy ze sobą rozmawiać na kilka miesięcy.

Czasem patrzę przez okno na ogród i zastanawiam się: czy można być szczęśliwym, wybierając siebie zamiast innych? Czy rodzina powinna wymagać od nas poświęcenia za wszelką cenę? Co wy byście zrobili na moim miejscu?