Gdy zdrada rozdziera rodzinę – Historia Magdy, która musiała wybrać między przeszłością a przyszłością

– Jak mogłeś mi to zrobić, Paweł?! – krzyknęłam, a głos mi się załamał. Klucz wypadł mi z drżącej dłoni na podłogę, kiedy weszłam do naszego mieszkania na warszawskim Mokotowie. W powietrzu unosił się słodki zapach perfum, które znałam aż za dobrze – używała ich tylko Ola, moja najbliższa przyjaciółka od liceum. W przedpokoju stały jej beżowe szpilki, te same, które podziwiałam na niej podczas ostatniej imprezy. Teraz wyglądały jak dowód zbrodni.

Paweł stał w salonie, próbując pospiesznie zapiąć koszulę. Ola siedziała na kanapie, blada jak ściana, ze spuszczonym wzrokiem. – Magda… to nie tak… – zaczął Paweł, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.

– Nie tak?! To jak?! – łzy spływały mi po policzkach. – Dziś rano dowiedziałam się, że jestem w ciąży! A wy… wy robicie mi coś takiego?!

Ola zerwała się z kanapy, próbując coś powiedzieć, ale tylko potrząsnęła głową i wybiegła z mieszkania. Paweł został sam, patrząc na mnie z rozpaczą w oczach. – Magda… przepraszam…

Nie chciałam go słuchać. Zamknęłam się w łazience i przez godzinę płakałam tak mocno, że aż bolało mnie całe ciało. Tamtej nocy nie spałam ani minuty. Każdy przedmiot w mieszkaniu przypominał mi o tym, jak bardzo byłam naiwna.

Przez kolejne dni funkcjonowałam jak automat. W pracy w urzędzie dzielnicy próbowałam udawać, że wszystko jest w porządku, ale koleżanka z biura, Basia, szybko się zorientowała.

– Magda, wyglądasz okropnie… Coś się stało? – zapytała cicho podczas przerwy na kawę.

– To nic… po prostu źle spałam – skłamałam, ale głos mi się łamał.

Nie wytrzymałam długo. Po tygodniu Basia znalazła mnie w łazience, jak wymiotowałam ze stresu i porannej mdłości.

– Jesteś w ciąży? – zapytała szeptem.

Skinęłam głową i wtedy wszystko z siebie wyrzuciłam: zdradę Pawła, Olę i to, że nie wiem, co mam zrobić dalej.

– Magda… nie jesteś sama. Pomogę ci – powiedziała Basia i mocno mnie przytuliła.

W domu czekała na mnie tylko cisza. Paweł próbował wrócić: zostawiał kwiaty pod drzwiami, pisał wiadomości, dzwonił do mojej mamy do Radomia. Mama była jednak nieugięta:

– Jeśli skrzywdziłeś Magdę, nie masz tu czego szukać! – usłyszałam jej głos przez telefon.

Ola napisała mi długi list – przepraszała, tłumaczyła się samotnością i chwilą słabości. Ale jak można wybaczyć coś takiego? Przestałam odbierać jej telefony.

Każdego dnia walczyłam o przetrwanie. Wynajmowałam kawalerkę na Grochowie; właściciel groził podwyżką czynszu. Czasem nie miałam siły nawet zrobić sobie herbaty. Basia przynosiła mi obiady i pilnowała, żebym chodziła do lekarza.

Pewnego dnia podczas wizyty u ginekologa spojrzałam na tabliczkę przy drzwiach: dr Michał Kaczmarek. Zamarłam – to był mój dawny kolega z podstawówki, którego nie widziałam od lat.

– Magda? To naprawdę ty? – zapytał z uśmiechem.

– Tak… życie bywa przewrotne – odpowiedziałam cicho.

Po badaniu Michał zaprosił mnie na kawę. Opowiedziałam mu wszystko: o Pawle, Oli i o tym, jak bardzo się boję przyszłości.

– Wiem, że teraz wydaje ci się to niemożliwe, ale dasz radę. Czasem trzeba zamknąć drzwi do przeszłości i otworzyć nowe – powiedział spokojnie.

Jego słowa dodały mi otuchy. Zaczęliśmy rozmawiać coraz częściej – najpierw przez telefon, potem spotykaliśmy się na spacerach po Saskiej Kępie. Michał był cierpliwy i nigdy nie naciskał.

Tymczasem Paweł nie dawał za wygraną: pojawił się nawet u mojej mamy w Radomiu z bukietem róż i prośbą o przebaczenie. Mama była jednak stanowcza:

– Magda zasługuje na kogoś lepszego – powiedziała mu prosto w oczy.

Ola próbowała jeszcze raz: przyszła pod moje mieszkanie i płakała pod drzwiami. Ale ja nie potrafiłam już jej zaufać.

Ciąża była trudna – miałam komplikacje i musiałam leżeć przez kilka tygodni w szpitalu. Basia i Michał byli przy mnie cały czas; Paweł tylko pisał wiadomości, których już nawet nie czytałam.

Kiedy urodziła się Zosia – moja córeczka – Michał był ze mną na porodówce. Trzymał mnie za rękę i powtarzał: „Dasz radę”.

Minęły trzy lata. Zosia chodzi do przedszkola na Pradze; ja pracuję dalej w urzędzie i powoli odbudowuję swoje życie. Michał jest dla mnie kimś więcej niż przyjacielem – pomaga mi wychowywać Zosię i daje poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo mi brakowało.

Czasem Zosia pyta: „Mamo, a gdzie jest mój tata?” Wtedy ściska mnie w gardle i trudno mi znaleźć odpowiednie słowa.

Zdrada boli do dziś, ale wiem już jedno: można zacząć od nowa nawet wtedy, gdy wydaje się to niemożliwe. Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć taką zdradę? A może lepiej zamknąć ten rozdział raz na zawsze? Czekam na wasze historie.