Dom na cudzym nazwisku – historia matki, która nie ufa własnemu zięciowi
– Nie rozumiem, dlaczego dom ma być na nazwisko twojej mamy, Christian? – zapytałam, starając się ukryć drżenie w głosie. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, a moja córka, Zuzanna, głaskała się po zaokrąglonym brzuchu. Christian unikał mojego wzroku, bawiąc się kluczami od samochodu.
– To tylko formalność, pani Anno – odpowiedział cicho. – Mama ma lepszą zdolność kredytową. Tak będzie łatwiej dostać kredyt.
Zuzanna spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem. – Mamo, przecież Christian wie, co robi. Poza tym, to tylko papierki. Najważniejsze, że będziemy mieć większy dom dla dzieci.
Zacisnęłam dłonie na filiżance herbaty. W środku czułam narastający niepokój. Zbyt dobrze znałam życie i wiedziałam, jak łatwo można stracić wszystko przez jedną złą decyzję. Przez lata sama walczyłam o dach nad głową dla mnie i moich dzieci po tym, jak mój mąż zostawił nas dla innej kobiety. Wiem, jak wygląda bezsilność i jak trudno jest odbudować poczucie bezpieczeństwa.
– Zuzia, kochanie… – zaczęłam ostrożnie. – A co jeśli coś się stanie? Jeśli… jeśli się rozstaniecie albo twoja teściowa zmieni zdanie?
Christian westchnął ciężko. – Pani Anno, naprawdę nie ma się czym martwić. Mama jest uczciwa. Poza tym, to tylko na papierze.
Ale ja już wiedziałam swoje. W mojej głowie pojawiały się obrazy: Zuzanna z dwójką dzieci na rękach, stojąca pod drzwiami domu, do którego nie ma już prawa wstępu. Próbowałam wyobrazić sobie rozmowę z teściową Christiana – panią Grażyną, kobietą chłodną i wyniosłą, która nigdy nie ukrywała dystansu wobec naszej rodziny.
Wieczorem nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, a w głowie kłębiły się myśli. Czy powinnam się wtrącać? Czy mam prawo podważać decyzje dorosłej córki? Ale przecież to nie jest zwykła sprawa – tu chodzi o jej przyszłość, o bezpieczeństwo moich wnuków.
Następnego dnia zadzwoniłam do mojej siostry, Marii.
– Anka, nie mieszaj się – powiedziała stanowczo. – Zuzia jest dorosła. Jak będziesz naciskać, tylko ją od siebie odsuniesz.
– Ale ja czuję, że coś tu nie gra! – niemal krzyknęłam do słuchawki. – Christian nigdy nie był otwarty wobec nas. A jego matka… przecież ona nawet nie zaprosiła nas na święta!
– Może po prostu jesteś przewrażliwiona? – Maria próbowała mnie uspokoić, ale ja wiedziałam swoje.
Kilka dni później spotkałam się z Zuzanną na kawie w centrum miasta. Była zmęczona, podkrążone oczy zdradzały bezsenne noce.
– Mamo, proszę cię… Nie rób mi wyrzutów – powiedziała cicho. – Mam dość stresu przez ciążę i pracę. Christian naprawdę chce dobrze.
– Kochanie… Ja po prostu się boję. Wiem, jak to jest zostać z niczym. Chcę cię chronić.
Zuzanna spojrzała na mnie z żalem.
– Ale ja nie jestem tobą! Nie pozwolę sobie zrobić krzywdy.
Poczułam ukłucie w sercu. Czy naprawdę tak bardzo różnimy się od siebie? Czy moje lęki są tylko moimi demonami?
Tymczasem sprawa domu nabierała tempa. Christian coraz częściej znikał wieczorami pod pretekstem spotkań z notariuszem i bankiem. Zuzanna stawała się coraz bardziej nerwowa i zamknięta w sobie. Któregoś dnia przyszła do mnie zapłakana.
– Mamo… Christian powiedział, że jeśli nie zgodzę się na ten układ z domem, to on… on nie wie, czy chce dalej być ze mną.
Zamarłam.
– Szantażuje cię?
Zuzanna pokiwała głową.
– On mówi, że to dla naszego dobra… Ale ja już nie wiem, co mam myśleć.
Przytuliłam ją mocno. Czułam jej strach i bezradność.
– Kochanie… Nikt nie ma prawa cię szantażować. Nawet ojciec twoich dzieci.
Wtedy postanowiłam działać. Skontaktowałam się z prawnikiem – starym znajomym z liceum, panem Markiem.
– Pani Anno, niestety takie sytuacje są coraz częstsze – powiedział poważnie podczas spotkania w jego kancelarii. – Jeśli dom będzie na nazwisko matki zięcia, pani córka nie będzie miała żadnych praw do nieruchomości. W razie konfliktu może zostać bez dachu nad głową.
Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Wiedziałam już na pewno: muszę przekonać Zuzannę do walki o swoje prawa.
Wieczorem zadzwoniłam do niej jeszcze raz.
– Zuzia… Proszę cię, porozmawiaj ze mną jeszcze raz o tym domu. Byłam u prawnika. To bardzo poważna sprawa.
Zuzanna milczała przez chwilę.
– Mamo… Ja już nie wiem, co robić. Boję się Christiana… Boję się zostać sama z dwójką dzieci…
Poczułam łzy napływające do oczu.
– Kochanie… Jesteś silniejsza niż myślisz. Nie pozwól sobą manipulować.
Kilka dni później doszło do rodzinnej awantury. Christian przyszedł do nas wieczorem i zaczął krzyczeć na Zuzannę:
– Ty nawet własnej matki słuchasz bardziej niż mnie! To jest mój dom! Moja rodzina!
Wstałam i spojrzałam mu prosto w oczy.
– To jest także dom mojej córki i moich wnuków! Jeśli naprawdę kochasz Zuzannę, powinieneś zadbać o jej bezpieczeństwo!
Christian wybiegł trzaskając drzwiami. Zuzanna osunęła się na krzesło i zaczęła płakać.
Przez kolejne dni atmosfera była napięta jak struna. Christian przestał wracać na noc do domu. Pani Grażyna zadzwoniła do mnie z pretensjami:
– Pani Anno, proszę nie mieszać się w sprawy mojej rodziny! To my wiemy najlepiej, co dobre dla naszych dzieci!
Odpowiedziałam spokojnie:
– Moja córka też jest częścią tej rodziny. I ja będę jej bronić do końca.
W końcu Zuzanna podjęła decyzję: wycofała się z zakupu domu na nazwisko teściowej. Christian był wściekły; przez kilka tygodni prawie się do niej nie odzywał. Ale powoli zaczęli rozmawiać o terapii małżeńskiej i wspólnych priorytetach.
Dziś patrzę na Zuzannę z dumą i ulgą. Urodziła zdrową córeczkę, a Christian – choć nadal mam wobec niego wiele obaw – zaczął bardziej angażować się w życie rodziny. Nadal boję się o przyszłość mojej córki i wnuków, ale wiem jedno: czasem trzeba mieć odwagę powiedzieć „nie” nawet najbliższym.
Czy zrobiłam dobrze? Czy moje lęki były uzasadnione? A może powinnam była zaufać młodym i pozwolić im popełniać własne błędy? Co wy byście zrobili na moim miejscu?