Dziesięć lat później: Kiedy Piotr wrócił znikąd, wszystko się zmieniło

— Co ty tutaj robisz? — mój głos drżał, gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam Piotra. Stał na wycieraczce, z torbą przewieszoną przez ramię, jakby wracał z pracy, a nie po dziesięciu latach nieobecności. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz się obudzę, że to tylko kolejny z tych koszmarnych snów, które nawiedzają mnie od lat. Ale on był prawdziwy. Jego oczy były zmęczone, włosy posiwiały, a na twarzy malował się cień winy.

— Aniu… — zaczął cicho, ale nie pozwoliłam mu dokończyć.

— Nie mów mojego imienia! — syknęłam. — Przez dziesięć lat nie miałeś odwagi nawet napisać. Myślałeś, że możesz tak po prostu wrócić?

Za moimi plecami rozległy się kroki. To był Tomek, nasz starszy syn. Miał wtedy siedem lat, kiedy Piotr zniknął. Teraz był już dorosłym chłopakiem, z twardym spojrzeniem i zamkniętym sercem.

— Kto to? — zapytał chłodno.

— To… — zaczęłam, ale Piotr wszedł mi w słowo.

— Jestem twoim ojcem.

Tomek spojrzał na niego z pogardą. — Nie mam ojca.

Zamknęłam oczy. Przez lata próbowałam chronić dzieci przed prawdą, tłumaczyć jego nieobecność na tysiąc sposobów. Ale żadne słowa nie mogły ukoić tego bólu.

Piotr stał w progu, jakby nie wiedział, czy ma wejść, czy odejść. W końcu odsunęłam się na bok. — Wejdź. Ale nie myśl, że wszystko będzie jak dawniej.

W kuchni panowała cisza. Młodsza córka, Zosia, siedziała przy stole z książką. Gdy zobaczyła Piotra, jej twarz pobladła.

— Tato? — wyszeptała niepewnie.

Piotr uklęknął przy niej i wyciągnął rękę. — Przepraszam, Zosiu. Tak bardzo przepraszam.

Zosia odsunęła się od niego. — Dlaczego nas zostawiłeś?

Nie odpowiedział od razu. Widziałam, jak walczy ze sobą. W końcu spuścił głowę.

— Byłem tchórzem. Bałem się odpowiedzialności, problemów… Myślałem, że sobie nie poradzę. Ale przez te wszystkie lata nie było dnia, żebym o was nie myślał.

Siedzieliśmy w milczeniu. Czułam gniew i żal, ale też coś jeszcze — cień nadziei? Czy można wybaczyć coś takiego?

Wieczorem usiedliśmy sami w salonie. Piotr patrzył na mnie błagalnie.

— Aniu, wiem, że nie zasługuję na drugą szansę. Ale chciałbym spróbować naprawić to, co zepsułem. Chcę być ojcem dla Tomka i Zosi… jeśli mi pozwolicie.

Poczułam łzy napływające do oczu. — Myślisz, że możesz po prostu wrócić i wszystko będzie dobrze? Przez dziesięć lat walczyłam sama: z rachunkami, chorobami dzieci, ich łzami w nocy… Gdzie wtedy byłeś?

Piotr spuścił głowę. — Byłem nikim. Pracowałem za granicą na budowie. Najpierw miałem wrócić po kilku miesiącach… potem było coraz trudniej. Wstydziłem się zadzwonić. Bałem się twojego gniewu.

— A teraz się nie boisz?

— Boję się każdego dnia bez was.

Przez kolejne dni dom był pełen napięcia. Tomek unikał Piotra jak ognia; Zosia zamykała się w swoim pokoju. Ja sama nie wiedziałam, co czuję: gniew mieszał się z żalem i tęsknotą za tym, co mogło być.

Pewnego wieczoru usłyszałam kłótnię w pokoju Tomka.

— Nie masz prawa mnie pouczać! — krzyczał Tomek do Piotra. — Nie było cię tu, kiedy mama płakała po nocach! Nie było cię na mojej komunii ani na maturze! Kim ty jesteś?

Piotr stał spokojnie, choć widziałam łzy w jego oczach.

— Masz rację. Nie byłem tu wtedy i nigdy sobie tego nie wybaczę. Ale chcę być tu teraz… jeśli mi pozwolisz.

Tomek wybiegł z domu trzaskając drzwiami.

Zostałam sama z Piotrem w kuchni.

— Może lepiej by było, gdybyś nigdy nie wracał — powiedziałam cicho.

Piotr spojrzał na mnie błagalnie. — Aniu… ja naprawdę chcę to naprawić.

— Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć — wyszeptałam.

Następnego dnia poszłam do pracy jak zwykle. Koleżanki patrzyły na mnie z ciekawością; plotki szybko się rozchodzą w małym mieście.

— Słyszałam, że twój mąż wrócił — zagadnęła Kasia przy ekspresie do kawy.

— Tak… po dziesięciu latach — odpowiedziałam sucho.

— I co teraz?

Wzruszyłam ramionami. — Sama nie wiem. Dzieci są wściekłe… ja też jestem zagubiona.

Kasia spojrzała na mnie współczująco. — Może daj mu szansę? Ludzie się zmieniają…

Wieczorem Piotr próbował rozmawiać z dziećmi. Zosia płakała; Tomek milczał uparcie. Ja patrzyłam na nich i czułam ciężar odpowiedzialności za całą rodzinę.

Minęły tygodnie pełne napięcia i łez. Piotr starał się pomagać w domu: gotował obiady, odprowadzał Zosię do szkoły, próbował rozmawiać z Tomkiem o jego planach na studia. Ale rany były głębokie.

Pewnego dnia Tomek wrócił późno do domu; był pijany i agresywny.

— To przez ciebie! — krzyczał do Piotra. — Gdybyś był tu wcześniej, może nie byłbym taki popaprany!

Piotr przytulił go mocno mimo oporu syna.

— Przepraszam cię synu… Przepraszam za wszystko…

Wtedy zobaczyłam pierwszy raz od lat łzy w oczach Tomka.

Zosia zaczęła powoli otwierać się przed ojcem; opowiadała mu o swoich marzeniach i lękach. Ja sama zaczęłam dostrzegać w Piotrze człowieka złamanego przez własne błędy, ale gotowego walczyć o rodzinę.

Któregoś wieczoru usiedliśmy razem przy stole.

— Może spróbujemy jeszcze raz? — zapytał cicho Piotr.

Spojrzałam na dzieci; widziałam w ich oczach ból i nadzieję jednocześnie.

— Spróbujemy… ale to będzie długa droga — odpowiedziałam powoli.

Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy rodzina może przetrwać wszystko? Może to właśnie siła tkwi w tym, że mimo bólu potrafimy dać sobie drugą szansę? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?