Między matką a mężem: Rozdarta w swoim własnym domu

— Nie da się tak żyć, musisz coś z tym zrobić! — głos Pawła odbił się echem w kuchni, gdzie jeszcze przed chwilą czułam zapach świeżo zaparzonej kawy i ciepło porannego słońca. Stałam przy zlewie, ściskając kubek tak mocno, że aż bolały mnie palce. Mama siedziała przy stole, udając, że czyta gazetę, ale widziałam, jak jej dłonie lekko drżą.

Od dziecka byłam bardzo związana z mamą. Ojciec odszedł, kiedy miałam siedem lat, i od tamtej pory byłyśmy tylko we dwie. Mama nauczyła mnie wszystkiego: jak radzić sobie z problemami, jak nie poddawać się, jak kochać mimo wszystko. Kiedy poznałam Pawła, wydawało mi się, że wreszcie będę mogła stworzyć własną rodzinę, ale życie szybko zweryfikowało moje marzenia.

Nie mieliśmy pieniędzy na własne mieszkanie, więc zamieszkaliśmy u mamy. To był jej dom, jej miejsce na ziemi, które budowała cegła po cegle przez lata ciężkiej pracy. Na początku wydawało się, że wszystko się ułoży. Paweł był uprzejmy, mama starała się nie wtrącać. Ale z czasem drobne nieporozumienia zaczęły narastać. Paweł narzekał, że nie ma prywatności, że mama za dużo komentuje, że nie może poczuć się jak u siebie. Mama z kolei czuła się coraz bardziej wyobcowana we własnym domu, jakby była tylko niechcianym dodatkiem do naszego życia.

— Paulina, nie rozumiesz? To nie jest normalne, żeby dorosły facet musiał się tłumaczyć z każdego kroku przed teściową! — Paweł podniósł głos, a ja poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. — Albo ona, albo ja. Wybieraj.

Wybieraj. To słowo dźwięczało mi w głowie jeszcze długo po tym, jak Paweł wyszedł trzaskając drzwiami. Mama spojrzała na mnie z troską, ale i z bólem w oczach. — Córeczko, jeśli to ja jestem problemem, mogę się wyprowadzić. Zawsze sobie jakoś poradzę — powiedziała cicho, próbując się uśmiechnąć. Ale ja wiedziałam, że to nieprawda. Miała już swoje lata, zdrowie nie to, co kiedyś, a poza tym… to był jej dom.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była nie do zniesienia. Paweł unikał mamy, mama unikała Pawła, a ja czułam się jak rozpięta na linie między dwojgiem najważniejszych dla mnie osób. Każdy posiłek był jak pole minowe, każda rozmowa kończyła się kłótnią lub milczeniem. Próbowałam rozmawiać z Pawłem, tłumaczyć mu, że to tylko na jakiś czas, że jak tylko uzbieramy pieniądze, wynajmiemy coś swojego. Ale on był nieugięty.

— Paulina, ja nie chcę już dłużej tak żyć. Mam dość tego, że twoja matka wtrąca się w nasze sprawy, że nie mogę nawet obejrzeć meczu w spokoju, bo ona musi akurat wtedy prasować w salonie. To nie jest życie, to jest koszmar! — wykrzyczał pewnego wieczoru, kiedy wrócił z pracy zmęczony i rozdrażniony.

— Paweł, to jest dom mojej mamy! — odpowiedziałam, czując, jak głos mi się łamie. — Ona nie ma dokąd pójść. To ty powinieneś się dostosować, przynajmniej na jakiś czas.

— A może to ty powinnaś wreszcie dorosnąć i postawić na swoim? — rzucił z ironią. — Zawsze byłaś pod jej wpływem. Może dlatego nie potrafisz być prawdziwą żoną.

Te słowa zabolały mnie bardziej niż cokolwiek innego. Przez całą noc nie mogłam zasnąć, przewracając się z boku na bok i myśląc o tym, jak bardzo wszystko się skomplikowało. Rano mama zapukała do mojego pokoju.

— Paulinko, ja naprawdę nie chcę być ciężarem. Może powinnam pojechać do cioci Jadzi na wieś? Przynajmniej na jakiś czas…

— Mamo, nie mów tak. To twój dom. Nikt nie ma prawa cię stąd wyrzucać — odpowiedziałam, ale w środku czułam się coraz bardziej bezsilna.

W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła, że jestem przygnębiona. — Co się dzieje, Paulina? Wyglądasz, jakbyś miała się zaraz rozpłakać.

Opowiedziałam jej wszystko, a ona tylko pokiwała głową. — Wiesz, moja mama mieszkała z nami przez dwa lata. Było ciężko, ale jakoś się dogadaliśmy. Może twój mąż powinien spróbować spojrzeć na to z innej strony? Przecież twoja mama nie będzie żyła wiecznie. Może kiedyś zatęskni za tym, że ją miał tak blisko.

Zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście nie powinnam porozmawiać z Pawłem jeszcze raz, spokojnie, bez emocji. Wieczorem usiadłam z nim w kuchni, kiedy mama była już w swoim pokoju.

— Paweł, proszę cię, spróbuj mnie zrozumieć. To nie jest dla mnie łatwe. Nie chcę wybierać między tobą a mamą. Może moglibyśmy ustalić jakieś zasady, żebyśmy wszyscy czuli się lepiej? — zaproponowałam nieśmiało.

— Jakie zasady? — zapytał nieufnie.

— Na przykład, że mama nie będzie wchodzić do naszego pokoju bez pukania, że będziemy mieli wspólne posiłki tylko w weekendy, a w tygodniu każdy je, kiedy chce. Może to pomoże nam wszystkim trochę odetchnąć.

Paweł milczał przez chwilę, po czym wzruszył ramionami. — Możemy spróbować, ale nie obiecuję, że to coś zmieni.

Przez kilka tygodni staraliśmy się trzymać tych zasad. Było trochę lepiej, ale napięcie wciąż wisiało w powietrzu. Mama starała się być jak najmniej widoczna, Paweł coraz częściej wychodził z domu, a ja czułam się coraz bardziej samotna. Zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę muszę wybierać. Czy nie można mieć i rodziny, i miłości? Czy zawsze jedno musi być kosztem drugiego?

Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle. Zastałam mamę płaczącą w kuchni. — Przepraszam, Paulinko, ja już nie mogę. Czuję się tu jak intruz. Może rzeczywiście powinnam się wyprowadzić. Nie chcę, żebyś przez mnie cierpiała.

Objęłam ją mocno, czując, jak łzy spływają mi po policzkach. — Mamo, nie zostawię cię. To twój dom. Jeśli ktoś powinien się wyprowadzić, to my z Pawłem. Ale… nie wiem, czy on się na to zgodzi.

Wieczorem postawiłam sprawę jasno. — Paweł, nie mogę wyrzucić mamy z jej własnego domu. Jeśli to dla ciebie za trudne, może powinniśmy się wyprowadzić. Wynajmiemy coś, nawet jeśli będzie ciasno i skromnie. Ale nie mogę jej tego zrobić.

Paweł spojrzał na mnie z niedowierzaniem. — Naprawdę chcesz zostawić wszystko dla niej?

— Nie zostawiam wszystkiego. Chcę po prostu być w porządku wobec osoby, która poświęciła dla mnie całe życie. Ty też jesteś dla mnie ważny, ale nie mogę wybierać w taki sposób. Jeśli mnie kochasz, zrozumiesz.

Nie wiem, jak to się wszystko potoczy. Może Paweł się zgodzi, może nie. Może będziemy musieli się rozstać, a może znajdziemy jakiś kompromis. Ale wiem jedno: nie chcę już dłużej żyć w ciągłym poczuciu winy i rozdarcia. Czy naprawdę w życiu zawsze trzeba wybierać między tymi, których się kocha? Czy nie można po prostu być razem, mimo różnic i trudności? Może to właśnie jest prawdziwa rodzina — taka, która potrafi przetrwać nawet najtrudniejsze chwile.