Mój zięć – człowiek pracy, ale jego rodzice to inna historia…

— Nie chcę, żebyś tam jechała! — krzyknęłam, trzaskając drzwiami kuchni. Moja córka, Ola, spojrzała na mnie z wyrzutem, ściskając w dłoni klucze do auta. — Mamo, to tylko obiad u rodziców Tomka. Przecież nie musisz ich lubić, ale ja muszę tam być.

W tej chwili poczułam, jakby ktoś ścisnął mnie za gardło. Przez piętnaście lat pracowałam w Niemczech, sprzątałam domy bogatych ludzi, żeby Ola mogła mieć wszystko, czego ja nie miałam. Każdy grosz odkładałam na mieszkanie w Polsce — nasze miejsce na ziemi. Wróciłam dwa lata temu z poczuciem dumy i nadziei, że teraz będziemy rodziną. Tymczasem Ola zakochała się w Tomku — chłopaku z sąsiedztwa, który od zawsze był cichy i pracowity. Nie miałam nic przeciwko niemu. Ale jego rodzice…

Pamiętam pierwsze spotkanie z Grażyną i Zbigniewem. Grażyna od razu zaczęła narzekać na wszystko: na pogodę, na ceny w sklepie, na polityków. Zbigniew siedział z piwem w ręku i nawet nie spojrzał mi w oczy. W ich domu panował chaos — brudne naczynia piętrzyły się w zlewie, a w kącie stał stary telewizor grający na cały regulator. „U nas się nie przepracowujemy,” rzuciła Grażyna z ironicznym uśmiechem. „Po co się męczyć, skoro można jakoś przeżyć?”.

Od tamtej pory nie mogłam spać spokojnie. Bałam się, że Ola i Tomek będą mieli dzieci i te dzieci będą spędzać czas z dziadkami, którzy nie szanują pracy ani innych ludzi. Przecież tyle poświęciłam, żeby Ola miała inne wartości! Czy to wszystko pójdzie na marne?

Tomek był inny niż jego rodzice. Pracował w warsztacie samochodowym od rana do wieczora. Nigdy nie narzekał, zawsze pomagał sąsiadom i rodzinie. Ale kiedy tylko wracał do domu rodzinnego, zmieniał się — stawał się cichy, przygaszony. Raz podsłuchałam rozmowę przez telefon:

— Mamo, nie mogę ci dać pieniędzy na papierosy. Sam ledwo wiążę koniec z końcem…
— Ty niewdzięczniku! — wrzasnęła Grażyna po drugiej stronie słuchawki. — Matka cię wychowała, a ty teraz żałujesz paru złotych?!

Serce mi się krajało. Widziałam, jak Tomek cierpi przez toksycznych rodziców, ale nie chciał o tym rozmawiać. Ola próbowała go wspierać, ale sama coraz częściej wracała do domu roztrzęsiona.

Pewnego dnia przyszła do mnie zapłakana.
— Mamo… Grażyna powiedziała mi dzisiaj, że jestem za dobra dla Tomka i że pewnie go zostawię jak tylko znajdę kogoś bogatszego.
Przytuliłam ją mocno.
— Kochanie, nie słuchaj jej. Ty wiesz najlepiej, co czujesz do Tomka.
Ale w środku czułam narastający gniew i bezsilność.

Z czasem zaczęły się kłótnie między mną a Olą. Zarzucała mi, że jestem uprzedzona i że powinnam dać szansę jej nowej rodzinie. Ja jednak nie potrafiłam przestać myśleć o tym, jak bardzo różnimy się od nich. U nas zawsze liczyła się praca i uczciwość — tam kombinowanie i narzekanie.

Kiedy Ola zaszła w ciążę, moje lęki tylko się nasiliły. Wyobrażałam sobie wnuka biegającego po brudnym mieszkaniu Grażyny i Zbigniewa, słuchającego ich przekleństw i narzekań na cały świat. Próbowałam rozmawiać z Tomkiem:
— Słuchaj, wiem że kochasz rodziców, ale czy naprawdę chcesz, żeby twoje dziecko wychowywało się w takim środowisku?
Tomek spuścił wzrok.
— Nie wiem… To są moi rodzice. Nie chcę ich ranić.

Czułam się bezradna. Przecież nie mogłam zabronić im kontaktu z wnukiem! Ale czy mogłam pozwolić na to, by moje dziecko i wnuk byli narażeni na taki wpływ?

Wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny podczas chrztu naszego wnuka, Antosia. Po mszy zaprosiłam wszystkich do restauracji. Grażyna przyszła spóźniona i od progu zaczęła narzekać:
— Kto to widział takie porcje? Za takie pieniądze?!
Zbigniew upił się już po pierwszym toaście i zaczął opowiadać sprośne dowcipy przy stole.
Widziałam łzy w oczach Oli i złość na twarzy Tomka.
Po powrocie do domu wybuchła awantura.
— Mamo! — krzyczała Ola — Przestań ciągle krytykować Tomka i jego rodzinę! To są moi teściowie!
— A ty myślisz, że ja to robię dla siebie? Ja chcę tylko was chronić!

Przez kolejne dni panowała między nami cisza. Każda z nas zamknięta w swoim bólu i lękach.

Dopiero kiedy Antoś zachorował i trafił do szpitala z wysoką gorączką, wszystko przestało mieć znaczenie. Siedziałyśmy z Olą przy jego łóżku przez całą noc, trzymając się za ręce.
— Mamo… — szepnęła Ola — Może powinnam była cię słuchać…
— Nie kochanie. To twoje życie i twoja rodzina. Ja też muszę nauczyć się odpuszczać.

Antoś wyzdrowiał po kilku dniach. Po tej nocy coś się zmieniło między mną a Olą — zaczęłyśmy rozmawiać spokojniej o naszych obawach i granicach.
Tomek zaczął coraz częściej stawiać się swoim rodzicom — nie pozwalał już im obrażać Oli ani żądać pieniędzy.

Ale lęk pozostał. Czy można uciec przed wpływem własnej rodziny? Czy nasze dzieci naprawdę mogą być inne niż ich dziadkowie?

Czasem patrzę na Antosia i pytam siebie: czy wystarczy miłości i pracy nad sobą, żeby przerwać ten łańcuch złych wzorców? A może przeszłość zawsze będzie wracać?

Co wy byście zrobili na moim miejscu? Czy można ochronić dziecko przed toksycznym wpływem rodziny?