Nieprawda pod jednym dachem: Historia siostrzanej miłości i zdrady

– Znowu ty wszystko dostajesz, a ja? – wykrzyknęłam, patrząc na Julię, która stała w kuchni z kluczami do nowego mieszkania w dłoni. Moja młodsza siostra, oczko w głowie mamy, uśmiechnęła się niepewnie, jakby nie rozumiała, o co mi chodzi. Ale przecież rozumiała aż za dobrze. Od dziecka wszystko kręciło się wokół niej – jej potrzeby, jej marzenia, jej sukcesy. Ja byłam tą starszą, która powinna być samodzielna, nie sprawiać problemów, nie prosić o pomoc.

Mama weszła do kuchni, niosąc jeszcze ciepłe ciasto drożdżowe. – Marto, nie zaczynaj znowu – westchnęła, odkładając blachę na stół. – Julia jest młodsza, dopiero zaczyna życie. Ty już masz pracę, radzisz sobie.

Zacisnęłam pięści, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – Ale ja też chciałam mieć wsparcie! Też chciałam poczuć, że jestem ważna! – głos mi się załamał. Julia odwróciła wzrok, a mama spojrzała na mnie z wyrzutem, jakbym była niewdzięczna.

Od kilku tygodni atmosfera w domu była napięta. Mama sprzedała działkę po babci, żeby pomóc Julii kupić mieszkanie w Warszawie. Ja nawet nie wiedziałam, że taka decyzja zapadła – dowiedziałam się przypadkiem, kiedy zobaczyłam przelew na koncie siostry. Przez całe życie słyszałam, że rodzina jest najważniejsza, że musimy się wspierać. Ale kiedy przyszło co do czego, zostałam sama.

Wieczorem siedziałam w swoim pokoju, patrząc na stare zdjęcia. Na jednym z nich miałyśmy z Julią po kilka lat, trzymałyśmy się za ręce, śmiałyśmy się do obiektywu. Gdzie się podziała ta bliskość? Czy to wszystko było tylko iluzją?

Następnego dnia próbowałam porozmawiać z mamą. – Mamo, dlaczego nigdy nie pytasz, czego ja potrzebuję? – zapytałam cicho. – Zawsze chodzi tylko o Julię.

Mama spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem. – Marto, przecież ty zawsze byłaś silna. Zawsze sobie radziłaś. Julia jest delikatniejsza, potrzebuje więcej wsparcia.

– A ja? – przerwałam jej. – Ja nie mam prawa być słaba? Nie mam prawa prosić o pomoc?

Mama milczała. Widziałam, że nie rozumie. Może nie chce zrozumieć.

Julia próbowała ze mną rozmawiać, ale każde jej słowo tylko pogarszało sprawę. – Marta, przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło. To nie moja wina, że mama zdecydowała się mi pomóc.

– Ale mogłaś powiedzieć, że to niesprawiedliwe! – wybuchłam. – Mogłaś się postawić, powiedzieć, że ja też zasługuję na wsparcie!

Julia spuściła głowę. – Bałam się, że się obrazi. Zawsze się o mnie martwiła, zawsze chciała mi pomagać.

Przez kolejne dni unikałam ich obu. W pracy byłam rozkojarzona, nie mogłam się skupić. Znajomi pytali, co się dzieje, ale nie potrafiłam im odpowiedzieć. Czułam się zdradzona przez własną rodzinę.

Pewnego wieczoru wróciłam do domu późno. W kuchni siedziała mama, płakała cicho. – Marto, nie chcę, żebyś czuła się skrzywdzona. Ale nie wiem, jak to naprawić.

Usiadłam naprzeciwko niej. – Może wystarczyłoby, żebyś mnie wysłuchała. Żebyś czasem zapytała, co u mnie. Żebyś nie traktowała mnie jak tej, która zawsze sobie poradzi.

Mama otarła łzy. – Przepraszam, naprawdę. Chciałam dobrze.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Z jednej strony rozumiałam, że chciała pomóc Julii. Z drugiej – czułam się niewidzialna, niepotrzebna.

Julia wyprowadziła się do swojego nowego mieszkania. Próbowała mnie zaprosić na kawę, ale nie potrafiłam się przełamać. Każda wizyta bolała, przypominała mi o tym, jak bardzo zostałam pominięta.

Z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy warto walczyć o tę rodzinę. Czy warto wybaczyć, czy lepiej odejść i zacząć nowe życie, z dala od ludzi, którzy mnie zranili.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Julia. – Marta, tęsknię za tobą. Nie chcę, żebyśmy się tak rozstawały. Może spróbujemy jeszcze raz?

Milczałam przez chwilę. – Nie wiem, Julia. To wszystko za bardzo boli.

– Wiem. Ale jesteśmy siostrami. Może spróbujemy się zrozumieć?

Zgodziłam się na spotkanie. Rozmawiałyśmy długo, szczerze, po raz pierwszy od lat. Julia przyznała, że czuła się winna, że bała się, że mnie straci. Ja powiedziałam jej o swoim poczuciu niesprawiedliwości, o tym, jak bardzo bolało mnie to, że zostałam pominięta.

Nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się odbudować tę bliskość, którą miałyśmy jako dzieci. Ale wiem, że muszę podjąć decyzję – wybaczyć albo odejść.

Czasem zastanawiam się, czy rodzina naprawdę jest najważniejsza. Czy warto wybaczać za wszelką cenę? A może czasem trzeba odejść, żeby zacząć żyć naprawdę? Co wy byście zrobili na moim miejscu?