Oddałam dom córce, bo wierzyłam, że będzie mnie wspierać na starość: Teraz błaga mnie, żebym się wyprowadziła

— Mamo, musimy porozmawiać — usłyszałam głos Magdy, mojej jedynej córki, gdy wróciłam z zakupów. Stała w kuchni, oparta o blat, z założonymi rękami i tym wyrazem twarzy, który pamiętam jeszcze z jej nastoletnich lat, kiedy próbowała mi coś ważnego powiedzieć, ale bała się mojej reakcji. Teraz jednak nie była już dzieckiem, tylko dorosłą kobietą, matką dwójki dzieci, moich ukochanych wnuków, i właścicielką domu, który kiedyś był moim azylem.

Oddałam jej ten dom trzy lata temu. Podpisałam akt notarialny, bo wierzyłam, że tak trzeba — że rodzina powinna być razem, że na starość nie będę sama, że Magda będzie mnie wspierać, a ja będę mogła pomagać jej przy dzieciach. Wierzyłam, że to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Przecież tak robiły moje koleżanki, tak robiła moja mama. W polskich domach to normalne — przekazuje się majątek dzieciom, żeby im było łatwiej, żeby rodzina trzymała się razem.

— O co chodzi, Magdo? — zapytałam, czując, jak serce zaczyna mi bić szybciej. Przeczuwałam, że to nie będzie zwykła rozmowa.

— Mamo, ja… My z Tomkiem… — zaczęła, ale urwała, patrząc na mnie niepewnie. — Potrzebujemy więcej przestrzeni. Dzieci rosną, Tomek pracuje zdalnie, a ja… Ja już nie daję rady. Ciągle się kłócimy, jest ciasno, nie mamy prywatności. Mamo, czy mogłabyś się wyprowadzić?

Te słowa uderzyły mnie jak grom z jasnego nieba. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Patrzyłam na nią, jakby była kimś obcym. Przecież to mój dom. Mój salon, w którym wiszą jeszcze zdjęcia z mojego ślubu, kuchnia, w której gotowałam jej ulubione naleśniki, ogród, w którym sadziłam tulipany co wiosnę. Wszystko to oddałam jej z miłości, z nadzieją, że będziemy razem. A teraz ona chce, żebym odeszła?

— Magda, przecież to był nasz dom… — wyszeptałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. — Oddałam ci go, bo wierzyłam, że będziemy się wspierać. Myślałam, że tego chcesz.

— Mamo, ja cię kocham, ale… To nie działa. Ciągle się wtrącasz, dzieci są rozbite, Tomek jest wiecznie spięty. Ja też. Potrzebujemy własnej przestrzeni. Ty też powinnaś mieć spokój, odpocząć, żyć po swojemu. To nie jest już twoje miejsce.

Słuchałam jej słów, a w środku czułam, jakby ktoś wyrywał mi serce. Przypomniałam sobie, jak Magda płakała, kiedy miała pięć lat i bała się spać sama w pokoju. Jak tuliłam ją, kiedy wracała ze szkoły z płaczem, bo koleżanki się z niej śmiały. Jak trzymałam ją za rękę, kiedy rodziła pierwszego syna. Byłam przy niej zawsze. A teraz ona chce, żebym zniknęła z jej życia?

Przez kolejne dni chodziłam jak cień. Magda unikała mnie, Tomek patrzył na mnie z niecierpliwością, wnuki nie rozumiały, dlaczego babcia jest smutna. Próbowałam rozmawiać z Magdą, tłumaczyć, że przecież mogę się zmienić, że nie muszę się wtrącać, że mogę być cicho, pomagać tylko wtedy, kiedy mnie poprosi. Ale ona była nieugięta. — Mamo, to nie chodzi o ciebie. Po prostu tak będzie lepiej dla wszystkich — powtarzała jak mantrę.

Zaczęłam szukać mieszkania. Emerytura nie pozwalała mi na wiele, więc oglądałam tylko małe kawalerki na obrzeżach miasta. Każde z nich wydawało mi się zimne, obce, puste. Nie mogłam sobie wyobrazić, że tam zamieszkam. Że będę sama, bez rodziny, bez wnuków, bez Magdy. Przecież całe życie poświęciłam dla niej. Zrezygnowałam z pracy, żeby ją wychować, odkładałam każdy grosz, żeby mogła studiować, pomagałam jej, kiedy miała problemy w małżeństwie. A teraz zostałam sama.

Pewnego wieczoru usłyszałam, jak Magda rozmawia przez telefon z koleżanką. — Nie wiem, co robić. Czuję się winna, ale nie mogę już tak żyć. Mama mnie dusi, nie umiem jej tego powiedzieć inaczej. Tomek grozi, że się wyprowadzi, jeśli ona zostanie. Dzieci są zdezorientowane. Nie chcę jej krzywdzić, ale muszę myśleć o swojej rodzinie.

Te słowa bolały jeszcze bardziej. Zrozumiałam, że nie jestem już częścią jej rodziny. Że jestem ciężarem, problemem, przeszkodą. Przypomniałam sobie, jak moja mama mieszkała ze mną do końca swoich dni. Było ciężko, czasem się kłóciłyśmy, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ją wyrzucić z domu. Czy ja zrobiłam coś źle? Czy za bardzo się poświęcałam? Czy wychowałam Magdę na egoistkę?

Zadzwoniłam do mojej siostry, Hanki. — Nie przejmuj się, Zosiu — powiedziała. — Takie czasy. Dzieci są inne, mają swoje życie. Musisz myśleć o sobie. Znajdź sobie jakieś zajęcie, wyjedź na wieś, odpocznij. Ale jak mam odpocząć, kiedy serce mi pęka?

Ostatniej nocy przed wyprowadzką spakowałam swoje rzeczy do dwóch walizek. Przechodziłam przez każdy pokój, dotykałam ścian, patrzyłam na zdjęcia, które musiałam zostawić. W kuchni znalazłam stary zeszyt z przepisami, który prowadziłam przez lata. Zostawiłam go Magdzie, może kiedyś doceni.

Rano Magda pomogła mi z walizkami. Była spięta, unikała mojego wzroku. — Mamo, przepraszam — powiedziała cicho. — Wiem, że cię ranię, ale nie mam wyboru.

— Masz wybór, Magdo. Zawsze masz wybór — odpowiedziałam, patrząc jej prosto w oczy. — Ale pamiętaj, że kiedyś też będziesz matką dorosłych dzieci. Może wtedy zrozumiesz, jak to boli.

Wyszłam z domu, który już nie był mój. Na klatce schodowej spotkałam sąsiadkę, panią Wandę. — Co się stało, Zosiu? — zapytała z troską. — Wyprowadzam się, Wandziu. Córka mnie poprosiła. — O matko… — pokręciła głową. — Takie czasy, kochana. Takie czasy.

Teraz siedzę w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta. Jest cicho, za oknem szumią drzewa, ale ja czuję się jak w więzieniu. Codziennie pytam siebie: gdzie popełniłam błąd? Czy za bardzo kochałam? Czy za mało wymagałam? Czy można jeszcze naprawić to, co się zepsuło? Czy w dzisiejszych czasach matka musi być sama na starość? A może to ja powinnam nauczyć się żyć tylko dla siebie?

Czasem myślę, że może to wszystko jest po coś. Może muszę nauczyć się być sama, znaleźć w sobie siłę, której nigdy nie szukałam. Ale czy to naprawdę jest cena, którą każda matka musi zapłacić za miłość do dziecka? Czy naprawdę rodzina w Polsce już nic nie znaczy?