Szczęście, którego szukałam – historia Zuzanny
– Zuzka, nie płacz już, proszę… – babcia głaskała mnie po głowie, a ja czułam, jak łzy palą mi policzki. Byłam wtedy małą dziewczynką, która nie rozumiała, dlaczego mama już nigdy nie wróci. Ojciec był wtedy cieniem samego siebie, a ja – cieniem dziecka, którym byłam jeszcze kilka miesięcy wcześniej.
Kiedy ojciec poznał Magdę, wszystko zmieniło się jeszcze bardziej. Pamiętam, jak pewnego dnia spakował walizki i powiedział, że musi zacząć nowe życie. Zostawił mnie z babcią w naszym małym mieszkaniu na Pradze, a sam wyjechał na wieś, do domu Magdy i jej dzieci. Przez pierwsze tygodnie nie potrafiłam spać. W nocy słyszałam, jak babcia płacze w kuchni, a rano udawała, że wszystko jest w porządku.
Ojciec dzwonił, zapraszał mnie do siebie na weekendy. Magda była miła, jej dzieci – Bartek i Ola – traktowały mnie jak siostrę. Ale ja czułam się tam obco, jak gość, który nie zna zasad panujących w nowym domu. Pamiętam, jak pewnego razu usłyszałam, jak Magda mówi do ojca: „Zuzka jest taka zamknięta w sobie, może powinniśmy jej pomóc?”. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że jestem problemem, który trzeba rozwiązać.
W szkole byłam cicha, nie miałam wielu przyjaciół. Najlepiej czułam się z babcią, która piekła dla mnie drożdżówki i opowiadała historie z czasów wojny. To ona nauczyła mnie, że życie bywa okrutne, ale zawsze warto szukać w nim światła.
Wszystko zmieniło się, kiedy poznałam Tomka. Był rok starszy, chodził do równoległej klasy. Miał ciemne włosy, niebieskie oczy i uśmiech, który rozświetlał nawet najbardziej pochmurny dzień. Zaczęliśmy rozmawiać na przerwach, potem spotykać się po szkole. Po raz pierwszy od lat czułam, że ktoś mnie rozumie. Tomek słuchał mnie, śmiał się z moich żartów, trzymał za rękę, kiedy bałam się wracać sama do domu.
Babcia patrzyła na nas z czułością, ale ojciec był sceptyczny. „Jesteś jeszcze młoda, Zuzka. Nie spiesz się z uczuciami” – powtarzał. Ale ja byłam pewna, że Tomek to moja szansa na szczęście.
Z czasem zaczęłam coraz częściej nocować u ojca na wsi. Magda cieszyła się, że się otwieram, a Bartek i Ola traktowali mnie jak swoją. Jednak pewnego dnia, kiedy wróciłam z Tomkiem z kina, usłyszałam, jak Bartek rozmawia z ojcem:
– Zuzka chyba znowu się zakochała. Może powinniśmy jej przypomnieć, że życie to nie bajka?
Zrobiło mi się przykro. Czy naprawdę nie zasługuję na odrobinę szczęścia?
Tomek był dla mnie wszystkim. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Opowiadał mi o swoich marzeniach, planach na przyszłość. Mówił, że kiedyś wyjedziemy razem do Krakowa, zamieszkamy w małym mieszkaniu i będziemy szczęśliwi. Wierzyłam mu.
Pewnego dnia, kiedy wróciłam do domu, babcia siedziała przy stole z listem w ręku. „To od twojej mamy” – powiedziała cicho. List był napisany tuż przed jej śmiercią. Pisała w nim, że kocha mnie ponad wszystko i że mam być silna, nawet jeśli świat będzie wydawał się niesprawiedliwy. Płakałam całą noc. Następnego dnia poszłam do Tomka.
– Tomek, boję się, że nigdy nie będę szczęśliwa – powiedziałam, patrząc mu w oczy.
– Zuzka, masz mnie. Obiecuję, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa – odpowiedział, przytulając mnie mocno.
Przez chwilę uwierzyłam, że wszystko się ułoży. Ale życie miało inne plany. Zaczęły się kłótnie. Tomek coraz częściej wychodził z kolegami, przestawał odbierać moje telefony. Czułam, że oddalamy się od siebie, ale nie chciałam tego przyznać. Pewnego dnia zobaczyłam go na przystanku z inną dziewczyną. Śmiali się, trzymali za ręce. Poczułam, jakby ktoś wyrwał mi serce.
Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Babcia próbowała ze mną rozmawiać, ale nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Ojciec zadzwonił, zaproponował, żebym przyjechała na wieś. Pojechałam. Magda przytuliła mnie, Ola zrobiła mi herbatę. Bartek powiedział tylko: „Wiedziałem, że tak będzie”.
Przez kilka tygodni żyłam jak w letargu. Chodziłam do szkoły, wracałam do domu, pomagałam babci w kuchni. Czułam się pusta. Pewnego dnia babcia powiedziała:
– Zuzka, szczęście nie zależy od innych ludzi. Musisz je znaleźć w sobie.
Te słowa długo dźwięczały mi w głowie. Zaczęłam więcej czytać, zapisałam się na zajęcia z rysunku. Poznałam nowych ludzi, zaczęłam rozmawiać z Olą o jej problemach, pomagałam Bartkowi w nauce. Z czasem poczułam, że rodzina Magdy staje się także moją rodziną.
Tomek próbował wrócić. Pisał, dzwonił, przepraszał. Spotkaliśmy się raz, ale już nie czułam tego, co kiedyś. Zrozumiałam, że szukałam szczęścia w kimś innym, zamiast znaleźć je w sobie.
Dziś, kiedy patrzę w lustro, widzę dziewczynę, która przeszła przez wiele, ale nie poddała się. Mam rodzinę, która mnie kocha, przyjaciół, na których mogę liczyć. Czasem jeszcze boli, kiedy wspominam mamę czy Tomka, ale wiem, że jestem silniejsza.
Czy naprawdę musimy szukać szczęścia w innych, skoro możemy je znaleźć w sobie? Może czasem trzeba stracić wszystko, żeby zrozumieć, co jest naprawdę ważne?