W cieniu teściowej – Jak podejrzenia zniszczyły moją rodzinę
– Znowu wróciłaś późno, Marto. – Głos pani Haliny, mojej teściowej, rozbrzmiał w kuchni, zanim jeszcze zdążyłam zdjąć płaszcz. – Dzieci już śpią. Nie sądzisz, że matka powinna być w domu?
Zamarłam w progu. W powietrzu wisiała ciężka atmosfera, jakby ktoś rozlał gęsty dym. Z kuchni dobiegał zapach przypalonego mleka i cichy szelest gazety, którą Halina zawsze czytała, czekając na mój powrót. Mój mąż, Piotr, siedział przy stole, wpatrzony w ekran telefonu. Nie podniósł wzroku.
– Byłam na zebraniu w pracy – odpowiedziałam cicho, próbując nie wybuchnąć. – Przecież mówiłam ci rano.
Halina spojrzała na mnie z góry, jakby oceniała każdy mój ruch. – Praca, praca… A może to coś innego? – Jej spojrzenie było lodowate. – Dziwne, że dzieci są takie… niepodobne do Piotra.
To nie był pierwszy raz, kiedy słyszałam podobne insynuacje. Od dnia naszego ślubu Halina dawała mi do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna. Ale od kiedy urodził się nasz drugi syn, Michałek, jej podejrzenia przybrały na sile. Każde spojrzenie, każdy gest był dla niej dowodem mojej winy.
Pamiętam dzień, kiedy Piotr przedstawił mnie swojej matce. Byłam wtedy pełna nadziei i marzeń o wspólnej przyszłości. Halina uśmiechnęła się chłodno i powiedziała: „Mam nadzieję, że nie złamiesz mu serca”. Wtedy nie rozumiałam jeszcze, jak bardzo te słowa będą mnie prześladować.
Z czasem jej obecność stała się dla mnie ciężarem. Mieszkaliśmy razem w jednym domu na przedmieściach Krakowa – taki był warunek Piotra, który nie chciał zostawiać matki samej po śmierci ojca. Próbowałam się dostosować, gotowałam jej ulubione potrawy, sprzątałam dom tak, jak lubiła. Ale zawsze znalazła coś, do czego mogła się przyczepić.
Najgorsze przyszło po narodzinach Michałka. Halina zaczęła szeptać do Piotra: „Zobacz, jakie on ma oczy… To nie twoje oczy”. Piotr początkowo mnie bronił, ale z czasem zaczął się wycofywać. Coraz częściej wracał późno z pracy, unikał rozmów, a kiedy próbowałam poruszyć temat jego matki, zbywał mnie milczeniem.
Pewnego wieczoru usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi:
– Piotrze, musisz być pewny… W dzisiejszych czasach kobiety są różne. Może powinniście zrobić testy? – szeptała Halina.
– Mamo, przestań… Marta nie jest taka…
– A jeśli się mylisz? Chcesz wychowywać cudze dziecko?
Serce mi pękło. Poczułam się upokorzona i zdradzona przez własną rodzinę. Przez kolejne dni unikałam Haliny jak ognia. Zaczęłam zamykać się w sobie, coraz częściej płakałam po nocach.
W pracy też nie było łatwo. Szefowa patrzyła na mnie podejrzliwie za każdym razem, gdy prosiłam o wcześniejsze wyjście do domu. Koleżanki plotkowały za moimi plecami: „Podobno teściowa jej nie znosi…”. Czułam się osaczona z każdej strony.
Pewnego dnia Piotr wrócił do domu wcześniej niż zwykle. Siedziałam przy stole z dziećmi, próbując pomóc Oli w zadaniu domowym.
– Marta… Musimy porozmawiać – powiedział cicho.
Spojrzałam na niego z lękiem.
– Mama chce zrobić testy DNA…
Zamarłam.
– I ty się na to zgadzasz? – zapytałam drżącym głosem.
Piotr spuścił wzrok.
– Nie wiem już, co mam myśleć… Ona ciągle powtarza…
Wybiegłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Łzy płynęły mi po policzkach. Jak można tak bardzo komuś nie ufać? Jak można pozwolić obcej kobiecie niszczyć własną rodzinę?
Przez kolejne dni żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Halina triumfowała – widziałam to w jej oczach za każdym razem, gdy mijaliśmy się na korytarzu. Dzieci wyczuwały napięcie i coraz częściej pytały: „Mamo, dlaczego tata jest smutny?”
W końcu zgodziłam się na testy. Chciałam mieć spokój – dla siebie i dla dzieci. Wyniki przyszły po dwóch tygodniach. Piotr był ojcem obu naszych dzieci.
Myślałam, że to coś zmieni. Że Halina przeprosi, a Piotr znów stanie po mojej stronie. Ale nic takiego się nie stało. Halina przestała mówić o dzieciach, ale jej chłód pozostał. Piotr był coraz bardziej zamknięty w sobie.
Pewnej nocy usiadłam przy oknie i patrzyłam na światła miasta za szybą. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy powinnam była walczyć bardziej? Czy może powinnam była odejść wcześniej?
Dziś mieszkam sama z dziećmi w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta. Piotr odwiedza nas raz w tygodniu. Halina nigdy więcej nie odezwała się do mnie słowem.
Czasem pytam siebie: ile rodzin zostało zniszczonych przez brak zaufania i uprzedzenia? Czy naprawdę można odbudować coś, co zostało tak głęboko zranione? Może czasem lepiej odejść i zacząć od nowa – nawet jeśli serce wciąż boli.