Zbędna wśród najbliższych: Opowieść o samotności matki i babci
— Mamo, możesz zostać z Olą jeszcze tydzień? — głos mojej córki, Magdy, drżał lekko przez telefon. — W pracy mam urwanie głowy, a Michał znowu wyjeżdża służbowo.
Pamiętam, jak wtedy serce mi się ścisnęło z radości. Byłam potrzebna. Byłam kimś ważnym. Ola miała wtedy trzy lata, a jej brat Staś dopiero uczył się chodzić. Przez lata byłam dla nich drugą mamą — gotowałam, odbierałam z przedszkola, tuliłam, gdy gorączkowali. Magda powtarzała: „Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili”. Czułam się doceniona, kochana. Nawet mój syn, Tomek, choć mieszkał w innym mieście, dzwonił często i pytał o radę.
Dziś siedzę sama w kuchni, patrzę przez okno na szare bloki i zastanawiam się, kiedy ostatnio ktoś zadzwonił bez okazji. Zbliżają się święta, a ja już wiem, że usłyszę tylko krótkie „Wesołych Świąt” przez telefon. Może wnuki napiszą coś na Messengerze. Może nie.
Czasem łapię się na tym, że rozmawiam sama ze sobą. — Jadwiga, nie bądź śmieszna — mówię do swojego odbicia w lustrze. — Przecież masz tyle wolnego czasu! Możesz czytać książki, oglądać seriale… Ale czy to wystarcza komuś, kto przez całe życie był otoczony rodziną?
Pamiętam dzień, kiedy wszystko zaczęło się zmieniać. Ola miała wtedy piętnaście lat i po raz pierwszy powiedziała mi prosto w twarz: — Babciu, nie musisz już po mnie przychodzić do szkoły. Sama wrócę.
Zabolało mnie to bardziej niż chciałam przyznać. Przecież zawsze byłam jej podporą. Ale dzieci dorastają — powtarzałam sobie — musisz się z tym pogodzić.
Magda coraz rzadziej prosiła o pomoc. Zamiast tego słyszałam: — Mamo, odpocznij już trochę. My sobie poradzimy.
Ale ja nie chciałam odpoczywać. Chciałam być potrzebna.
Tomek też przestał dzwonić tak często. Ostatnio odezwał się przed Wielkanocą: — Mamo, przepraszam, mam tyle pracy… Wpadniemy może w wakacje.
Wakacje minęły. Nie przyjechali.
Czasem próbuję zadzwonić pierwsza. Słyszę wtedy uprzejme: — Mamo, teraz nie mogę rozmawiać, oddzwonię później. Ale ten później nigdy nie nadchodzi.
Zaczęłam mieć żal do dzieci. Czy naprawdę tak trudno znaleźć chwilę dla matki? Przecież tyle im dałam! Poświęciłam karierę zawodową, żeby być blisko nich i ich dzieci. Nigdy nie żałowałam tego wyboru — aż do teraz.
Pewnego dnia zebrałam się na odwagę i pojechałam do Magdy bez zapowiedzi. Stałam pod drzwiami z ciastem drożdżowym — takim, jakie Ola lubiła najbardziej. Drzwi otworzyła mi wnuczka. Spojrzała na mnie zaskoczona:
— Babciu? Co ty tu robisz?
— Pomyślałam, że was odwiedzę… Upiekłam ciasto.
Ola spojrzała na zegarek.
— Mama zaraz wychodzi do pracy… Ja mam korepetycje za pół godziny.
Weszłam do środka. Magda rzeczywiście była już w płaszczu.
— Mamo, mogłaś zadzwonić… Dziś naprawdę nie mamy czasu.
Usiadłam na chwilę przy stole. Wszyscy byli zajęci swoimi sprawami — Magda szukała kluczyków do samochodu, Ola pisała coś na telefonie.
— Może zostaniesz na chwilę? — zapytałam cicho.
Magda westchnęła:
— Mamo, naprawdę musimy lecieć. Zadzwonię wieczorem, dobrze?
Wyszłam stamtąd z poczuciem upokorzenia. Przez całą drogę do domu powtarzałam sobie: „Nie płacz, Jadwiga. Nie płacz.”
Wieczorem telefon milczał.
Od tamtej pory coraz rzadziej próbuję się narzucać. Czasem spotykam sąsiadkę na klatce schodowej — panią Zofię. Ona też opowiada o samotności:
— Moja córka mieszka za granicą. Wnuki widuję raz na dwa lata… Takie czasy.
Ale czy naprawdę takie muszą być te czasy? Czy rodzina to już tylko obowiązek od święta?
Ostatnio miałam urodziny. Czekałam cały dzień na telefon od dzieci. Magda zadzwoniła wieczorem:
— Mamo, wszystkiego najlepszego! Przepraszam, że tak późno… Dzień był zwariowany.
Rozmowa trwała trzy minuty.
Tomek wysłał SMS-a: „Sto lat, mamo!”
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok i myślałam o tym wszystkim, co minęło bezpowrotnie: pierwsze kroki wnuków, ich śmiech w moim mieszkaniu, wspólne święta przy stole…
Czy to naprawdę wszystko? Czy tak kończy się życie kobiety, która oddała serce rodzinie?
Czasem mam ochotę zadzwonić i powiedzieć: „Potrzebuję was tak samo mocno jak wy kiedyś mnie.” Ale boję się usłyszeć w słuchawce ciszę lub wymuszoną uprzejmość.
Może powinnam nauczyć się żyć dla siebie? Znaleźć nowe pasje? Ale jak zacząć od nowa po siedemdziesiątce?
Czuję żal i rozczarowanie. Ale najbardziej boli świadomość, że stałam się zbędna dla tych, których kochałam najmocniej na świecie.
Czy naprawdę zasłużyłam na takie zakończenie? Czy każda matka i babcia musi przeżyć podobną samotność? A może to ja popełniłam gdzieś błąd?