Decyduj: z nią czy z nami?

— Decyduj: z nią czy z nami? — te słowa wykrzyczałam, zanim jeszcze zamknęły się za nim drzwi. Nie wiem, skąd wzięła się we mnie ta siła. Może to był strach, może rozpacz, a może po prostu wściekłość, która narastała we mnie od tygodni.

Nazywam się Elżbieta Nowak. Mam 39 lat, dwójkę dzieci i męża, którego już nie poznaję. Wszystko zaczęło się pewnego piątkowego popołudnia, kiedy wróciłam wcześniej z pracy. Zastałam w kuchni moją teściową, panią Halinę, która od rana narzekała na bóle kręgosłupa i domagała się mojej obecności. — Elu, musisz ze mną pojechać do lekarza — powtarzała przez telefon. Ale kiedy weszłam do domu, zobaczyłam ją przy stole z kawą i… z moją szwagierką, Magdą.

— O, już jesteś — powiedziała Halina, nawet nie patrząc mi w oczy. — Twój mąż dzwonił, że się spóźni. Ma jakieś spotkanie służbowe.

Spotkanie służbowe. Ostatnio tych spotkań było coraz więcej. Zawsze wieczorem, zawsze bez wyjaśnień. Magda spojrzała na mnie dziwnie, jakby chciała coś powiedzieć, ale ugryzła się w język.

— Mamo, mogę iść do Ani? — zapytała moja córka, Julia. Miała 12 lat i ostatnio coraz częściej uciekała do koleżanki na sąsiednie osiedle.

— Idź, tylko wróć przed dziewiętnastą — odpowiedziałam automatycznie.

Kiedy zostałam sama w kuchni, usiadłam przy stole i zaczęłam przeglądać rachunki. Wtedy zadzwonił telefon. Numer nieznany. Odebrałam.

— Dzień dobry, pani Elżbieto? Tu Anna z przedszkola. Chciałam tylko przypomnieć o zebraniu rodziców w poniedziałek.

Westchnęłam z ulgą. Przez chwilę myślałam, że to ktoś inny. Ostatnio miałam wrażenie, że wszyscy coś przede mną ukrywają.

Wieczorem wrócił Michał. Pachniał damskimi perfumami. Nie tymi moimi, innymi — słodkimi, mdlącymi.

— Byłem u klientki — rzucił bez przekonania.

— U klientki? — powtórzyłam powoli. — Michał, czy ty mnie zdradzasz?

Zamarł na chwilę. Widziałam to w jego oczach: strach, wahanie, potem złość.

— Co ty sobie wyobrażasz?! — krzyknął. — Pracuję dla nas! Wszystko robię dla tej rodziny!

Wtedy weszła teściowa.

— Przestańcie się kłócić! Dzieci wszystko słyszą! — syknęła.

— Mamo, nie mieszaj się! — odpowiedział Michał.

— To ja się nie mieszam?! To ja tu wszystko ogarniam! Ty tylko siedzisz w tej pracy albo… — urwała nagle i spojrzała na mnie znacząco.

Wiedziała. Wiedziała od dawna i nic mi nie powiedziała.

W nocy nie mogłam spać. Słyszałam ciche szlochy Julii przez ścianę. Syn, Bartek, miał dopiero 7 lat i spał spokojnie, nieświadomy burzy, która przetaczała się przez nasz dom.

Następnego dnia pojechałam do pracy jak automat. W biurze koleżanka zapytała:

— Elka, wszystko w porządku?

Chciałam odpowiedzieć „tak”, ale głos mi ugrzązł w gardle.

Po południu zadzwoniła Magda.

— Ela… Muszę ci coś powiedzieć. Widziałam Michała z tą kobietą z osiedla przy Lidlu. Trzymali się za ręce.

Zrobiło mi się słabo.

— Jesteś pewna?

— Tak. Przepraszam, że dopiero teraz…

Wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Michał siedział w salonie i oglądał telewizję jak gdyby nigdy nic.

— Musimy porozmawiać — powiedziałam stanowczo.

Spojrzał na mnie niechętnie.

— O czym?

— O nas. O tym wszystkim. O tym, co robisz po pracy.

Przez chwilę milczał.

— Ela… Ja… To nie tak jak myślisz.

— A jak? Powiedz mi prawdę! — głos mi drżał.

Wtedy wszedł Bartek.

— Mamo, mogę pograć na komputerze?

— Idź do pokoju, Bartku — powiedział Michał łagodnie.

Kiedy zostaliśmy sami, Michał spuścił głowę.

— Poznałem kogoś… Ale to nic poważnego…

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w brzuch.

— Nic poważnego? Michał! Mamy dzieci! Dom! Ja ci ufałam!

Wtedy weszła teściowa i zaczęła krzyczeć:

— Wiedziałam! Wiedziałam, że to przez ciebie! Gdybyś bardziej dbała o męża…

Nie wytrzymałam.

— Dość! To nie moja wina! To on zdradził!

Wybiegłam z domu i długo chodziłam po parku. Dzwoniła Magda, dzwoniła mama — nie odbierałam od nikogo. W końcu usiadłam na ławce i rozpłakałam się jak dziecko.

Wieczorem wróciłam do domu. Michał siedział przy stole z walizką obok siebie.

— Wyprowadzam się na jakiś czas — powiedział cicho.

Julia płakała w swoim pokoju. Bartek patrzył na mnie wielkimi oczami pełnymi strachu.

Przez kolejne dni żyliśmy jak duchy. Teściowa chodziła po domu i wzdychała demonstracyjnie. Magda próbowała mnie pocieszać:

— Może jeszcze wróci? Może to tylko kryzys?

Ale ja wiedziałam, że coś się skończyło na zawsze.

Po tygodniu Michał przyszedł wieczorem. Usiadł naprzeciwko mnie w kuchni.

— Ela… Muszę podjąć decyzję. Ona jest w ciąży.

Zamarłam.

— Co…? Jak mogłeś…

— Przepraszam… Nie wiem co robić…

Wtedy powiedziałam to zdanie:

— Decyduj: z nią czy z nami?

Patrzył na mnie długo, a potem spuścił głowę i wyszedł bez słowa.

Tej nocy nie spałam ani minuty. Rano dzieci patrzyły na mnie pytająco. Bartek zapytał:

— Mamo, czy tata już nie wróci?

Nie umiałam odpowiedzieć.

Minęły dwa miesiące. Michał zamieszkał z tamtą kobietą. Teściowa przestała się do mnie odzywać; obwiniała mnie o wszystko. Julia zamknęła się w sobie i zaczęła mieć problemy w szkole. Bartek coraz częściej płakał nocami.

Pewnego dnia zadzwoniła mama:

— Eluś, musisz być silna dla dzieci. Nie możesz się poddać!

Ale jak być silną, kiedy serce pęka na milion kawałków?

Zaczęły się plotki na osiedlu. Sąsiadki szeptały za moimi plecami: „To ta Nowakowa… Mąż ją zostawił dla młodszej”.

Czułam się upokorzona i samotna jak nigdy dotąd.

Po pół roku Michał przyszedł do nas pierwszy raz od dawna. Przyniósł Bartkowi prezent na urodziny i próbował rozmawiać z Julią.

Po wszystkim podszedł do mnie:

— Ela… Przepraszam za wszystko… Tamta kobieta mnie zostawiła… Zostałem sam…

Spojrzałam mu prosto w oczy:

— To już nie ma znaczenia. Dzieci mają ojca i matkę, ale ja już nie mam męża.

Odszedł ze spuszczoną głową.

Dziś mija rok od tamtych wydarzeń. Nadal boli, ale nauczyłam się żyć na nowo. Dzieci powoli odzyskują spokój; Julia zaczyna się uśmiechać, Bartek przestał płakać nocami. Ja też czasem potrafię się śmiać bez poczucia winy.

Często pytam siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy można uratować rodzinę za wszelką cenę? A może czasem trzeba pozwolić odejść temu, kto już dawno odszedł sercem?