Między ciszą a krzykiem: Historia, która zaczęła się od jednego listu
— To nie jest śmieszne, Michał! — wrzasnęłam, trzymając w rękach kopertę, którą znalazłam pod choinką. Był 24 grudnia, a w naszym salonie pachniało piernikiem i świerkiem. Ale ja czułam tylko metaliczny smak zdrady.
Michał stał w progu, blady jak ściana. — Magda, ja… to nie tak miało być.
— To dla niej? — potrząsnęłam kopertą. — Dla twojej matki? Czy dla tej twojej „koleżanki” z pracy?
Zawsze byłam tą rozsądną. Tą, która godziła wszystkich przy stole, nawet gdy ojciec z bratem nie odzywali się do siebie od miesięcy. Ale tego wieczoru nie potrafiłam już udawać. W środku koperty był list – pełen czułości, wspomnień i słów, których nie słyszałam od Michała od lat. Tyle że podpisany: „Na zawsze Twój, Michał”. I adresowany do Joanny.
— Magda, przysięgam… To stary list. Nigdy go nie wysłałem. Znalazłem go przypadkiem w szufladzie i…
— I co? Uznałeś, że schowasz go pod choinkę? Żebym miała świąteczną niespodziankę?
Za drzwiami kuchni usłyszałam szuranie kapci. Mama Michała, pani Halina, jak zwykle podsłuchiwała. Zawsze była między nami – jak cień. Wtrącała się do wszystkiego: od wyboru firanek po to, czy nasze dzieci mogą jeść czekoladę przed obiadem.
— Michałku, co się dzieje? — jej głos był lepki jak miód. — Magda, może nie róbmy scen przy dzieciach?
— Niech pani nie udaje, że nic nie wie! — syknęłam. — To pani zawsze wiedziała pierwsza o wszystkim. Nawet o tym liście!
Michał spuścił głowę. — Mamo, proszę…
— Nie będziesz mnie uciszał! — Halina podniosła głos. — Od początku mówiłam, że Magda cię nie rozumie. Że Joanna była dla ciebie lepsza…
Zamarłam. Nawet dzieci przestały się bawić pod choinką.
— Co pani powiedziała? — zapytałam cicho.
— Joanna była jak córka! — Halina rozłożyła ręce teatralnie. — Zawsze cię wspierała, była przy tobie, gdy Magda tylko pracowała i pracowała…
Poczułam, jak świat wiruje. Praca była moją ucieczką – przed samotnością w małżeństwie, przed wiecznym ocenianiem przez teściową, przed własnym lękiem, że nie jestem dość dobra.
Wybiegłam z domu na mróz bez kurtki. Śnieg skrzypiał pod stopami, a łzy zamarzały na policzkach.
Zadzwoniłam do mojej siostry, Pauliny.
— Magda? Co się stało?
— On… on mnie zdradził. Albo chciał zdradzić. Nie wiem już nic.
Paulina milczała chwilę.
— Chcesz przyjechać do nas? Mama jest tu na święta…
Zawahałam się. Mama zawsze powtarzała: „Małżeństwo to praca na całe życie”. Ale czy praca nad czymś martwym ma sens?
Wróciłam do domu późno w nocy. Michał siedział przy stole z pustym spojrzeniem.
— Magda… Przepraszam. To wszystko przez mamę. Ona nigdy cię nie zaakceptowała. Chciałem być lojalny wobec was obu i wszystko spieprzyłem.
Usiadłam naprzeciwko niego.
— A Joanna? Było coś między wami?
— Nigdy fizycznie… Ale pisałem do niej, kiedy czułem się samotny. Kiedy ty byłaś w pracy do nocy…
Poczułam ukłucie winy i wściekłości jednocześnie.
— A ja? Myślisz, że ja nie byłam samotna? Że nie płakałam po nocach?
Następnego dnia dzieci patrzyły na nas szeroko otwartymi oczami. Starszy syn zapytał:
— Mamo, czy tata wyprowadzi się jak Wojtek z klasy?
Serce mi pękło.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Halina próbowała udawać, że nic się nie stało – piekła ciasta i przynosiła dzieciom prezenty. Ale ja już jej nie ufałam.
W końcu postawiłam sprawę jasno:
— Albo ona się wyprowadza, albo ja.
Michał milczał długo.
— Mama nie ma dokąd pójść…
— A ja? Ja też nie mam dokąd pójść! — krzyknęłam.
W końcu Halina spakowała walizkę i pojechała do siostry do Olsztyna. W domu zrobiło się ciszej – ale ta cisza bolała bardziej niż krzyk.
Któregoś dnia zadzwoniła Joanna.
— Magda? Przepraszam… Nie chciałam tego wszystkiego. Michał pisał do mnie tylko wtedy, gdy był naprawdę zagubiony. Ale to ciebie kocha.
Nie odpowiedziałam od razu.
— Czy naprawdę można wybaczyć wszystko? — zapytałam ją cicho.
Joanna westchnęła.
— Czasem trzeba wybaczyć sobie najpierw.
Minęły miesiące zanim znów zaczęliśmy z Michałem rozmawiać jak dawniej. Przestaliśmy udawać idealną rodzinę – zaczęliśmy mówić o tym, co boli i czego się boimy.
Dziś wiem jedno: każda rodzina ma swoje tajemnice i rany. Ale czy każdą ranę da się uleczyć?
Czasem patrzę na nasze dzieci i zastanawiam się: czy lepiej żyć w prawdzie i bólu, czy w kłamstwie i spokoju? Co wy byście wybrali?