„Chcę się rozwieść.” – Sekunda, która roztrzaskała moje życie

– Chcę się rozwieść.

Te słowa wypowiedziane przez Piotra rozbrzmiały w mojej głowie jak wystrzał. Siedział naprzeciwko mnie przy kuchennym stole, z dłońmi splecionymi nerwowo. Wpatrywałam się w niego, nie rozumiejąc, czy to żart, czy może jakaś chora prowokacja. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz się roześmieje i powie: „No co ty, Anka, przecież wiesz, że cię kocham”. Ale on patrzył na mnie poważnie, z tym swoim chłodnym spokojem, który zawsze mnie przerażał.

– Co ty mówisz? – wyszeptałam. – Przecież… przecież wszystko jest dobrze. Mamy dom, mamy Zosię…

Piotr odwrócił wzrok. – Właśnie. Mamy dom. Mamy Zosię. Ale nie mamy już siebie.

Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przez szesnaście lat byłam żoną Piotra. Przez szesnaście lat budowaliśmy razem życie – kredyt na mieszkanie na Bemowie, wspólne wakacje nad Bałtykiem, pierwsze kroki Zosi, jej gorączki i urodziny. A teraz miałam to wszystko stracić?

– To przez kogoś? – zapytałam cicho, choć już znałam odpowiedź.

Piotr milczał. W tej ciszy usłyszałam wszystko. Zdrada. To słowo rozlało się we mnie jak trucizna.

Wstałam gwałtownie, przewracając krzesło. – Jak mogłeś? – krzyknęłam. – Jak mogłeś mi to zrobić? Zosi?

Piotr podniósł się powoli. – Anka, to nie jest takie proste…

– Proste?! – przerwałam mu. – To jest bardzo proste! Zdradziłeś mnie! Zniszczyłeś naszą rodzinę!

Wybiegłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Siedziałam na zimnych kafelkach i płakałam tak, jak nie płakałam od śmierci taty. W głowie dudniły mi słowa mamy: „Małżeństwo to nie bajka, Aniu. Ale zawsze trzeba walczyć o siebie”.

Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Piotr spał na kanapie w salonie. Unikaliśmy się wzrokiem. Zosia patrzyła na nas szeroko otwartymi oczami i pytała: „Mamo, dlaczego tata jest smutny?”

Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć.

W pracy byłam cieniem samej siebie. Moja przyjaciółka Kasia próbowała mnie pocieszać:

– Anka, musisz być silna. Dla Zosi.

Ale ja nie czułam się silna. Czułam się pusta.

Pewnego wieczoru Piotr wrócił późno. Pachniał damskimi perfumami. Nie wytrzymałam.

– To ona? – zapytałam bez ogródek.

Piotr spojrzał na mnie z wyrzutem. – Tak. To ona.

– Kim jest?

– Ma na imię Marta.

Marta. Imię jak każde inne, a jednak od tej chwili znienawidzone przeze mnie do końca życia.

– Ile to trwa?

– Pół roku.

Pół roku życia w kłamstwie. Pół roku udawania przed Zosią i mną.

Zaczęliśmy rozmawiać o rozwodzie jak o czymś nieuniknionym. Piotr chciał zostawić mi mieszkanie i alimenty na Zosię. Mówił o tym spokojnie, rzeczowo, jakby dzielił majątek po zmarłym krewnym.

– A co z nami? – zapytałam któregoś wieczoru.

– Nas już nie ma, Anka – odpowiedział cicho.

Zosia zaczęła mieć problemy w szkole. Przestała się uczyć, zamknęła się w sobie. Jej wychowawczyni zadzwoniła do mnie:

– Pani Anno, Zosia jest bardzo smutna. Może warto porozmawiać z psychologiem?

Zgodziłam się bez wahania. Wiedziałam, że nie mogę pozwolić, by cierpiała przez nasze błędy.

Moja mama przyjechała do nas z Radomia.

– Aniu, nie możesz się poddać – powiedziała stanowczo. – Musisz walczyć o siebie i o dziecko.

Ale jak walczyć z kimś, kto już odszedł sercem?

Wieczorami leżałam w łóżku i analizowałam każdą chwilę naszego małżeństwa. Czy coś przeoczyłam? Czy mogłam zrobić coś inaczej? Może za dużo pracowałam? Może za mało go kochałam?

Pewnego dnia znalazłam w szafie stary album ze zdjęciami. Na jednym z nich Piotr trzymał Zosię na rękach w parku Skaryszewskim. Śmialiśmy się wtedy wszyscy razem…

Zadzwoniła Kasia:

– Anka, musisz wyjść do ludzi! Chodź ze mną na jogę!

Nie chciało mi się ruszać z domu, ale poszłam. Na sali pachniało kadzidłem i potem innych kobiet. Siedziałam na macie i czułam się obco, ale po raz pierwszy od dawna poczułam też coś innego: ulgę.

Po zajęciach usiadłyśmy z Kasią na ławce przed blokiem.

– Co teraz zrobisz? – zapytała.

Westchnęłam ciężko.

– Nie wiem… Muszę jakoś żyć dalej. Dla Zosi.

Wkrótce przyszły papiery rozwodowe. Piotr podpisał wszystko bez słowa sprzeciwu. W sądzie patrzył na mnie obojętnie.

Po wszystkim wróciłam do pustego mieszkania i po raz pierwszy od dawna poczułam… spokój? A może tylko pustkę?

Zosia przytuliła się do mnie mocno:

– Mamo, czy tata już nas nie kocha?

Łzy napłynęły mi do oczu.

– Kochanie… Tata zawsze będzie cię kochał. Ale czasem dorośli przestają być razem.

Przez kolejne miesiące uczyłyśmy się żyć we dwie. Były dni lepsze i gorsze. Czasem płakałyśmy razem wieczorami, czasem śmiałyśmy się przy wspólnym gotowaniu naleśników.

Mama powtarzała: „Jesteś silniejsza niż myślisz”.

Zaczęłam chodzić na terapię. Powoli odzyskiwałam siebie – tę Annę sprzed lat, która miała marzenia i plany niezależne od Piotra.

Któregoś dnia spotkałam go przypadkiem pod szkołą Zosi. Był z Martą. Uśmiechnął się do mnie niepewnie.

– Anka…

Skinęłam głową bez słowa i odeszłam z podniesioną głową.

Dziś wiem jedno: życie potrafi złamać człowieka w sekundę, ale też daje siłę do podnoszenia się każdego dnia na nowo.

Czy można wybaczyć zdradę? Czy można jeszcze zaufać drugiemu człowiekowi? Może to właśnie te pytania są najważniejsze…