Między młotem a kowadłem: Jak moja teściowa próbowała zniszczyć moje małżeństwo
– Joanna, czy ty naprawdę musisz tak gotować? – głos pani Haliny, mojej teściowej, rozbrzmiewał w kuchni jak syrena alarmowa. Stałam przy kuchence, mieszając zupę pomidorową, którą Piotr uwielbiał od dziecka. – Piotr zawsze lubił, jak zupa była bardziej kwaśna. Ty robisz ją za słodką – dodała, krzywiąc się teatralnie.
Zacisnęłam zęby. To był nasz trzeci miesiąc po ślubie i trzeci raz w tym tygodniu, kiedy Halina wtrącała się do wszystkiego. Piotr siedział w salonie, udając, że nie słyszy. Czułam się jak intruz we własnym domu – choć to był nasz dom tylko z nazwy. Teściowa mieszkała piętro wyżej, ale jej obecność była wszędzie.
– Może chcesz sama ugotować? – zapytałam cicho, starając się nie wybuchnąć.
– Nie, nie… Ja tylko mówię, jak Piotr lubi. Ty rób po swojemu – odpowiedziała z uśmiechem pełnym jadu.
Wieczorem usiedliśmy z Piotrem przy stole. On jadł zupę bez słowa, patrząc w telefon. Ja czułam, jak łzy cisną mi się do oczu. Chciałam mu powiedzieć, jak bardzo mnie to boli, ale wiedziałam, że znów usłyszę: „Mama jest po prostu troskliwa”.
Z czasem było tylko gorzej. Halina zaczęła przychodzić bez zapowiedzi – rano, wieczorem, czasem nawet w nocy pod pretekstem „awarii prądu”. Zostawiała swoje rzeczy w naszym mieszkaniu, przestawiała meble, a nawet zmieniała ustawienie moich kosmetyków w łazience. Czułam się coraz bardziej wypierana z własnej przestrzeni.
Najgorsze były jednak jej słowa rzucane niby przypadkiem: „Piotr zawsze był taki delikatny, nie wiem czy dasz radę go uszczęśliwić”, „Może powinniście jeszcze poczekać z dziećmi?”, „Wiesz, on miał kiedyś taką dziewczynę, co gotowała lepiej od ciebie”.
Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy. W przedpokoju usłyszałam rozmowę:
– Piotruś, ona cię nie rozumie. Widzisz, jak się zachowuje? Ja bym na twoim miejscu… – głos Haliny był cichy, ale pełen jadu.
– Mamo, daj spokój – odpowiedział Piotr zmęczonym tonem.
– Ja tylko chcę dla ciebie dobrze! – podniosła głos.
Weszłam do salonu. Oboje zamilkli. Spojrzałam na Piotra – miał spuszczoną głowę. Halina patrzyła na mnie z triumfem.
– Przeszkadzam? – zapytałam chłodno.
– Nie, my tylko rozmawiamy – odpowiedziała teściowa.
Od tego dnia zaczęłam notować wszystkie sytuacje, w których Halina przekraczała granice. Chciałam mieć dowody dla siebie – żeby nie zwariować i nie uwierzyć, że to wszystko moja wina.
Zaczęły się też telefony do mojej mamy:
– Pani córka chyba nie radzi sobie w małżeństwie… Może powinna wrócić do domu? – słyszała moja mama.
Czułam się upokorzona i zdradzona. Piotr coraz częściej znikał z domu – tłumaczył się pracą albo spotkaniami ze znajomymi. Zostawałam sama z Haliną i jej kąśliwymi uwagami.
Pewnego wieczoru zebrałam się na odwagę:
– Piotrze, musimy porozmawiać. Twoja mama mnie niszczy. Nie mogę tak żyć.
Spojrzał na mnie bezradnie:
– Joanna… Ona jest sama odkąd tata odszedł. Nie mogę jej zostawić.
– Ale zostawiasz mnie! – krzyknęłam przez łzy.
Nie spałam tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, czując narastającą rozpacz i gniew. Rano podjęłam decyzję: muszę zawalczyć o siebie.
Zaczęłam szukać wsparcia u przyjaciółek i psychologa. Uczyłam się stawiać granice – choć za każdym razem serce waliło mi jak młotem. Kiedy Halina przyszła kolejny raz bez zapowiedzi, powiedziałam stanowczo:
– Proszę zadzwonić przed wizytą. Potrzebuję prywatności.
Oburzyła się:
– To ja jestem rodziną! Ty jesteś tu tylko żoną mojego syna!
Ale nie ustąpiłam. Piotr widział moją walkę, ale nie potrafił się opowiedzieć po żadnej stronie. Był między młotem a kowadłem – a ja czułam się coraz bardziej samotna.
Kulminacja nastąpiła podczas rodzinnego obiadu u teściów. Halina publicznie upokorzyła mnie przy wszystkich:
– Joanna chyba nie nadaje się na żonę i matkę… Może powinniście przemyśleć ten związek?
Wybiegłam z płaczem do ogrodu. Moja mama podeszła do mnie i mocno przytuliła:
– Córeczko, nie pozwól im cię złamać.
Wróciłam do domu i spakowałam walizkę. Piotr patrzył na mnie bez słowa.
– Kocham cię, ale nie mogę żyć w cieniu twojej matki – powiedziałam drżącym głosem.
Wyprowadziłam się do mamy. Przez kilka tygodni Piotr dzwonił i pisał, ale nigdy nie zdobył się na to, by postawić granicę swojej matce.
Dziś jestem silniejsza niż kiedykolwiek. Wiem, że zasługuję na szacunek i miłość bez warunków. Czasem zastanawiam się: ile kobiet w Polsce przeżywa to samo? Czy naprawdę musimy wybierać między miłością a własną godnością?