„Na telefonie mojego męża znalazłam wiadomości od innej kobiety” – 35 lat małżeństwa, jedna chwila prawdy i wszystko się zmienia

– Co to jest? – zapytałam sama siebie, patrząc na ekran telefonu mojego męża. Drżały mi ręce. Była sobota rano, w kuchni pachniało kawą i świeżym chlebem. Andrzej jeszcze spał, a ja, sprzątając stół po kolacji, przypadkiem natknęłam się na jego telefon. Zawsze zostawiał go na blacie, nigdy nie miał blokady. Tym razem jednak ekran rozświetlił się na sekundę, a ja zobaczyłam wiadomość: „Dziękuję za wczoraj. Tęsknię już.” – napisała jakaś „Kasia”.

Przez chwilę stałam jak sparaliżowana. W głowie miałam szum, serce waliło mi jak młotem. Przecież to niemożliwe. Andrzej? Po tylu latach? Przecież zawsze byliśmy razem, przeszliśmy przez tyle trudnych chwil: śmierć jego ojca, moją chorobę, kłopoty finansowe. Byliśmy drużyną. Czy naprawdę mogłam się tak pomylić?

Nie zrobiłam sceny. Schowałam telefon na miejsce i wróciłam do sypialni. Patrzyłam na Andrzeja, jak spokojnie oddycha przez sen. Zawsze powtarzał, że jestem jego całym światem. Czy to wszystko było kłamstwem?

Przez kolejne dni chodziłam jak cień. W pracy nie mogłam się skupić, w domu byłam cicha i zamknięta w sobie. Dzieci – Ola i Tomek – pytały, czy wszystko w porządku. Odpowiadałam, że jestem zmęczona. Nie miałam odwagi powiedzieć im prawdy.

Wieczorami siedziałam sama w kuchni i analizowałam każdą rozmowę z Andrzejem z ostatnich miesięcy. Czy coś przeoczyłam? Może wtedy, gdy coraz częściej wychodził na „spacery”, albo gdy zaczął dłużej zostawać w pracy? Przypominałam sobie jego uśmiechy do telefonu, ciche rozmowy na balkonie.

W końcu nie wytrzymałam. Po tygodniu milczenia postanowiłam sprawdzić jego telefon jeszcze raz. Znalazłam całą historię rozmów z Kasią. Były tam żarty, wspomnienia ze spotkań, zdjęcia kawy z kawiarni, a nawet zdjęcie jej dłoni splecionej z jego. Poczułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce.

Wieczorem usiedliśmy razem przy stole. Andrzej jadł kolację i opowiadał o pracy. Patrzyłam na niego i czułam narastający gniew.
– Andrzej – przerwałam mu nagle – kim jest Kasia?
Zamarł z widelcem w dłoni. Przez chwilę patrzył na mnie z niedowierzaniem.
– O czym ty mówisz?
– Wiem o wszystkim – powiedziałam cicho. – Widziałam wasze wiadomości.

Zapadła cisza. Andrzej odłożył widelec i spuścił głowę.
– To nic nie znaczyło… – zaczął.
– Nic nie znaczyło? – przerwałam mu drżącym głosem. – Po trzydziestu pięciu latach małżeństwa zdradzasz mnie z jakąś Kasią i mówisz, że to nic nie znaczyło?

Wybuchłam płaczem. Andrzej próbował mnie objąć, ale odepchnęłam go.
– Dlaczego? – zapytałam przez łzy. – Czego ci zabrakło?

Nie odpowiedział od razu. Siedzieliśmy w ciszy przez długie minuty.
– Nie wiem… – powiedział w końcu. – Może poczułem się stary? Niewidzialny? Kasia była… zainteresowana mną, słuchała mnie…

Poczułam się upokorzona i zdradzona. Przez kolejne dni mieszkaliśmy razem jak obcy ludzie. Andrzej próbował rozmawiać, przepraszał, przynosił kwiaty, ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć.

Najgorsze było to, że musiałam udawać przed dziećmi. Ola zauważyła moją zmianę.
– Mamo, co się dzieje? – zapytała pewnego wieczoru.
– Nic, kochanie – odpowiedziałam automatycznie.
Ale ona nie dała się zbyć.
– Pokłóciliście się z tatą?

Nie wytrzymałam i rozpłakałam się przy niej. Ola objęła mnie i płakałyśmy razem.
– Mamo, co chcesz zrobić?
Nie wiedziałam. Przez całe życie byłam żoną Andrzeja. Nie znałam innego świata.

Zaczęły się rozmowy z przyjaciółkami. Jedna mówiła: „Wybacz mu, dla rodziny”. Druga: „Nie pozwól się tak traktować!”. Każda rada bolała bardziej niż poprzednia.

Andrzej błagał o drugą szansę. Obiecał zerwać kontakt z Kasią, zaproponował terapię małżeńską.
– Proszę cię, Haniu… Nie chcę cię stracić.

Ale ja nie byłam już tą samą kobietą co wcześniej. Zaczęłam chodzić na spacery sama, zapisałam się na jogę, spotkałam się z dawną koleżanką ze studiów. Po raz pierwszy od lat poczułam się wolna.

Pewnego dnia usiadłam przed lustrem i spojrzałam sobie w oczy.
– Czy potrafię mu wybaczyć? Czy chcę dalej żyć w cieniu tej zdrady?

Podjęcie decyzji zajęło mi kilka miesięcy. W końcu powiedziałam Andrzejowi:
– Muszę odejść na jakiś czas. Muszę odnaleźć siebie.

Spakowałam kilka rzeczy i pojechałam do siostry do Krakowa. Tam zaczęłam nowe życie – bez Andrzeja, bez kłamstw, bez udawania.

Dziś wiem jedno: zdrada boli jak nic innego na świecie, ale może być też początkiem nowej drogi do siebie samej.

Czy można odbudować zaufanie po takim ciosie? Czy warto walczyć o miłość za wszelką cenę? A może czasem trzeba pozwolić sobie odejść i zacząć żyć naprawdę?