List rozwodowy, który zmienił wszystko: Moja walka o godność po zdradzie

— Naprawdę myślisz, że to wszystko jest moją winą? — krzyknęłam, trzymając w rękach zmięty list, który przed chwilą znalazłam na kuchennym stole. W powietrzu unosił się zapach kawy, ale smakowała jak popiół. Sławek stał w drzwiach, nie patrząc mi w oczy. — Nie chcę się kłócić, Anka. Napisałem wszystko w liście. Tak będzie lepiej.

To był zwykły czwartek. Dzieci jeszcze spały, a ja szykowałam się do pracy w szkole. Myślałam, że najgorsze, co mnie dziś spotka, to kolejna awantura o rachunki. Ale nie. Sławek postanowił zakończyć nasze piętnaście lat małżeństwa jednym listem. „Nie kocham cię już. Zmieniłaś się. Wszystko jest inaczej niż kiedyś. Potrzebuję wolności.” Każde słowo wbijało się we mnie jak nóż.

Przez chwilę miałam ochotę rzucić w niego kubkiem. Ale tylko stałam i patrzyłam, jak pakuje swoje rzeczy do starej torby sportowej. — A dzieci? — zapytałam cicho. — Porozmawiam z nimi po pracy. Muszę się wyprowadzić, Anka. To dla nas obu lepiej.

Zamknął za sobą drzwi i nagle zrobiło się cicho. Tak cicho, że aż bolało. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, co powiedzieć dzieciom. Nie wiedziałam nawet, co powiedzieć samej sobie.

Wieczorem, kiedy wróciłam z pracy, Zosia i Kuba siedzieli przy stole i patrzyli na mnie wielkimi oczami. — Gdzie tata? — zapytała Zosia. — Tata musiał wyjechać na jakiś czas — odpowiedziałam, czując jak łamie mi się głos.

Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Sławek nie odbierał telefonów, nie odpisywał na SMS-y. W pracy ledwo dawałam radę prowadzić lekcje. Koleżanki patrzyły na mnie ze współczuciem, ale nie miałam siły z nikim rozmawiać.

Po tygodniu przyszedł kolejny list — tym razem od jego prawnika. „Wnoszę o rozwód bez orzekania o winie.” Bez winy? Czy to ja byłam winna temu, że przez ostatnie dwa lata wracał coraz później z pracy? Że przestał ze mną rozmawiać? Że w święta siedział przy stole z telefonem i uśmiechał się do ekranu?

Zadzwoniłam do jego matki, pani Haliny. — Aniu, nie wiem, co mu odbiło — westchnęła ciężko. — Ale może powinnaś mu odpuścić? Może faktycznie coś się wypaliło?

Wtedy poczułam pierwszy raz złość. Dlaczego wszyscy oczekują ode mnie, że będę tą rozsądną? Że pogodzę się z tym wszystkim bez słowa?

Zaczęłam szukać odpowiedzi. Przeglądałam jego stare wiadomości na komputerze, aż w końcu znalazłam to, czego się bałam: „Kocham cię” napisane do jakiejś Magdy z pracy. Zdjęcia z wyjazdu służbowego do Zakopanego — on i ona na tle gór, uśmiechnięci jak para zakochanych nastolatków.

Wściekłość dodała mi odwagi. Pojechałam do jego biura i czekałam na niego pod budynkiem. Kiedy wyszedł z Magdą pod rękę, podeszłam do nich bez słowa i wręczyłam jej kopertę z wydrukowanymi mailami.

— Chciałaś go? Masz go całego — powiedziałam zimno i odeszłam.

Wieczorem Sławek zadzwonił pierwszy raz od tygodni. — Co ty wyprawiasz?! Chcesz mnie zniszczyć?!

— Nie muszę cię niszczyć, Sławek. Sam to robisz najlepiej — odpowiedziałam spokojnie.

Od tego dnia zaczęła się wojna. On próbował przekonać dzieci, że to ja jestem winna rozpadu rodziny. Przychodził w weekendy z prezentami i obietnicami wspólnych wyjazdów. Zosia płakała po nocach, Kuba zamknął się w sobie.

W sądzie spotkaliśmy się po raz pierwszy od tamtego poranka. Sędzia patrzył na nas surowo. — Czy jest szansa na pojednanie?

Spojrzałam na Sławka i zobaczyłam obcego człowieka. — Nie ma już czego ratować — powiedziałam cicho.

Po rozprawie wyszliśmy razem przed budynek sądu. — Anka… przepraszam — powiedział nagle Sławek. — To wszystko mnie przerosło.

— Mnie też przerosło — odpowiedziałam szczerze. — Ale przynajmniej nie uciekam przed odpowiedzialnością.

Minęły miesiące zanim nauczyłam się żyć sama. Dzieci powoli przyzwyczaiły się do nowej rzeczywistości. Zaczęliśmy jeździć razem na rowery, gotować wspólne obiady w soboty. Czasem płakałam nocami ze zmęczenia i żalu, ale wiedziałam jedno: nie pozwolę już nikomu decydować za mnie.

Dziś patrzę w lustro i widzę inną kobietę niż ta sprzed roku. Silniejszą, choć ze śladami po dawnych ranach.

Czy można wybaczyć zdradę? Czy da się jeszcze zaufać drugiemu człowiekowi po takim upokorzeniu? Może ktoś z was zna odpowiedź…