Moje pierwsze spotkanie z przyszłą teściową – wieczór, który zmienił wszystko. Czy miłość wystarczy, by pokonać rodzinne podziały?
– Proszę, zdejmij buty – powiedziała pani Jadwiga, ledwo przekroczyłam próg ich mieszkania. Jej głos był chłodny, a spojrzenie przeszywające na wskroś. Stałam przez chwilę niepewnie, ściskając w dłoniach bukiet tulipanów, który miał być moją przepustką do sympatii przyszłej teściowej. Obok mnie stał Tomek, mój chłopak, który jeszcze rano zapewniał mnie, że jego mama jest „tylko trochę zasadnicza”.
– Mamo, to jest Magda – próbował rozładować napięcie. – Magda, to moja mama.
– Wiem, kto to jest – odpowiedziała pani Jadwiga, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Chodźcie do salonu, obiad już prawie gotowy.
W salonie panował chłód, mimo że kaloryfery były rozkręcone na maksa. Na stole stały porcelanowe talerze i kryształowe kieliszki, a w powietrzu unosił się zapach pieczonego schabu. Pan Andrzej, ojciec Tomka, uśmiechnął się do mnie ciepło i zaprosił gestem do stołu.
– Magdo, cieszę się, że w końcu cię poznajemy – powiedział. – Tomek dużo o tobie opowiadał.
– Tato! – syknął Tomek, jakby chciał go uciszyć.
Usiadłam na wyznaczonym miejscu. Pani Jadwiga postawiła przede mną talerz z zupą i spojrzała na mnie z wyraźną dezaprobatą.
– Słyszałam, że studiujesz psychologię? – zapytała nagle.
– Tak, jestem na trzecim roku – odpowiedziałam, próbując się uśmiechnąć.
– No proszę… A co potem? Będziesz ludziom w głowach grzebać? – rzuciła z przekąsem.
Zatkało mnie. Spojrzałam na Tomka, ale on tylko spuścił wzrok.
– Mamo…
– Co „mamo”? Pytam poważnie. My tu wszyscy ciężko pracujemy. Andrzej całe życie na kolei, ja w szkole. A tu psychologia…
Czułam, jak robi mi się gorąco. Próbowałam zebrać myśli i odpowiedzieć spokojnie:
– Chciałabym pomagać ludziom…
– Pomagać? – przerwała mi. – Najpierw trzeba sobie samemu pomóc.
W salonie zapadła cisza. Pan Andrzej chrząknął nerwowo i nalał sobie kompotu. Tomek zacisnął pięści na serwetce.
Obiad ciągnął się w nieskończoność. Każde moje słowo było analizowane, każde spojrzenie oceniane. Pani Jadwiga zadawała pytania o moją rodzinę, o rodziców („A czym oni się zajmują? To prawda, że twój ojciec był kiedyś zadłużony?”), o plany na przyszłość („A dzieci planujecie? Bo Tomek już nie młodzieniaszek…”). Czułam się jak na przesłuchaniu.
W pewnym momencie Tomek nie wytrzymał.
– Mamo, przestań! – podniósł głos. – Magda jest moją dziewczyną i chcę, żebyś ją zaakceptowała!
Pani Jadwiga spojrzała na niego z wyrzutem.
– Ja tylko chcę wiedzieć, z kim się wiążesz. To chyba nie grzech?
Pan Andrzej próbował załagodzić sytuację:
– Jadwigo, daj już spokój. Dziewczyna jest sympatyczna.
Ale ona nie dawała za wygraną.
– Sympatyczna? A co to znaczy? Dzisiaj wszyscy są sympatyczni, a potem…
Zamilkła nagle i spojrzała na mnie tak, jakby chciała mnie prześwietlić na wylot.
Po obiedzie Tomek zaproponował spacer po osiedlu. Wyszliśmy w milczeniu. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi mieszkania, wybuchłam płaczem.
– Przepraszam cię za nią… – powiedział cicho Tomek. – Ona zawsze taka była. Z moją siostrą też się kłóciła…
– Ale dlaczego? Przecież nic jej nie zrobiłam…
Tomek wzruszył ramionami.
– Ona po prostu boi się zmian. Boisz się jej?
Zastanowiłam się przez chwilę. Bałam się nie tyle jej samej, co tego, co może zrobić z naszym związkiem. Wiedziałam już wtedy, że jeśli zdecyduję się być z Tomkiem, będę musiała walczyć nie tylko o naszą miłość, ale też o własną godność.
Wieczorem wróciliśmy po moje rzeczy. Pani Jadwiga udawała uprzejmą, ale czułam w jej głosie nutę ironii.
– Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś nas odwiedzisz – powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
Odpowiedziałam równie sztucznie:
– Oczywiście…
W drodze do domu milczeliśmy oboje. W głowie kłębiły mi się pytania: czy naprawdę jestem gotowa wejść w tę rodzinę? Czy miłość wystarczy, by pokonać tak głębokie podziały?
Dziś wiem jedno: czasem największym sprawdzianem dla związku nie jest to, co dzieje się między dwojgiem ludzi, ale to, co dzieje się wokół nich. Czy warto walczyć o miłość za wszelką cenę? A może są granice, których nie powinno się przekraczać?