Nie jestem służącą tej rodziny – Przełom w życiu polskiej synowej
— Magda! Znowu śpisz? — głos teściowej przebił się przez drzwi sypialni jak alarm przeciwpożarowy. Otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek. 7:12. Sobota. Mój jedyny dzień wolny w tygodniu.
— Już wstaję, pani Zosiu — odpowiedziałam automatycznie, choć w środku miałam ochotę krzyczeć.
Od ośmiu lat powtarzał się ten sam scenariusz. Odkąd wyszłam za Pawła, mój świat zaczął kręcić się wokół jego rodziny. Najpierw myślałam, że to tylko na początku, że muszę się wykazać, zdobyć zaufanie. Ale z każdym rokiem było coraz gorzej. Każda sobota – sprzątanie u teściowej, gotowanie dla całej rodziny, zakupy, opieka nad jej wnukami, bo „Magda i tak nie ma dzieci, to może pomóc”.
Paweł nigdy nie protestował. — Wiesz, mama jest już starsza, trzeba jej pomóc — powtarzał. A ja? Zaciskałam zęby i robiłam swoje. Bo przecież „rodzina jest najważniejsza”.
Tego ranka coś we mnie pękło. Stałam przy kuchennym blacie, krojąc warzywa na sałatkę, kiedy teściowa weszła i rzuciła:
— Magda, ziemniaki są za mało posolone. I nie zapomnij wytrzeć podłogi w korytarzu, bo wczoraj padało i naniosło się błota.
Spojrzałam na nią i poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Ale nie ze smutku – z bezsilności i gniewu.
— Pani Zosiu — powiedziałam cicho — czy ja tu jestem tylko po to, żeby sprzątać i gotować? Czy kiedykolwiek zapytała się pani, jak się czuję?
Zamilkła na chwilę, zaskoczona moją odwagą.
— Co ty wygadujesz? Każda dobra synowa pomaga rodzinie! Ja też tak robiłam!
— Ale ja nie jestem panią — odpowiedziałam stanowczo. — Mam swoją pracę, swoje życie. Chcę mieć czas dla siebie.
W tym momencie do kuchni wszedł Paweł.
— Co tu się dzieje? — zapytał zdezorientowany.
— Twoja żona chyba zapomniała, co to znaczy być częścią rodziny — syknęła teściowa.
— Paweł — zwróciłam się do niego — czy ty naprawdę uważasz, że moim obowiązkiem jest być tu co sobotę i robić wszystko za wszystkich?
Spojrzał na mnie niepewnie.
— Magda… przecież mama potrzebuje pomocy…
— A ja? Ja też potrzebuję pomocy! Potrzebuję wsparcia! Przez osiem lat ani razu nie miałam wolnej soboty. Ani razu nie pojechaliśmy razem na wycieczkę, bo zawsze było coś do zrobienia u twojej mamy!
W kuchni zapadła cisza. Teściowa patrzyła na mnie z niedowierzaniem, Paweł spuścił wzrok.
Tamtego dnia nie zostałam do końca obiadu. Wyszłam z domu teściowej i poszłam do parku. Siedziałam na ławce i płakałam. Czułam się winna – bo przecież „dobra synowa” nie zostawia rodziny w potrzebie. Ale jednocześnie czułam ulgę. Po raz pierwszy od lat powiedziałam głośno to, co naprawdę myślę.
Wieczorem Paweł wrócił do domu naburmuszony.
— Mama jest bardzo rozczarowana twoim zachowaniem — rzucił bez przywitania.
— A ty? — zapytałam cicho.
— Nie wiem… To wszystko jest dla mnie nowe. Zawsze byłaś taka pomocna…
— Bo musiałam — przerwałam mu. — Ale już nie chcę żyć tylko dla innych. Chcę mieć swoje życie.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Teściowa dzwoniła codziennie do Pawła, skarżąc się na moje „lenistwo” i „brak szacunku”. On coraz częściej wracał późno z pracy, unikał rozmów.
W pracy koleżanka zapytała:
— Magda, czemu jesteś taka przygaszona?
Opowiedziałam jej wszystko. Uśmiechnęła się smutno.
— Wiesz, moja mama miała podobnie z babcią. Całe życie służyła innym i nigdy nie była szczęśliwa. Ty masz jeszcze szansę coś zmienić.
Te słowa dodały mi odwagi. Zaczęłam stawiać granice. Odmówiłam kolejnej soboty u teściowej. Zapisałam się na jogę. Pojechałam sama na weekend do Krakowa – pierwszy raz od ślubu!
Paweł był w szoku.
— Co się z tobą dzieje? — pytał coraz częściej.
— Odzyskuję siebie — odpowiadałam spokojnie.
W końcu doszło do poważnej rozmowy.
— Magda, mama mówi, że jeśli dalej będziesz taka uparta, to przestanie nas zapraszać na święta.
— Może to i lepiej — odpowiedziałam gorzko. — Może wtedy zrozumiesz, jak bardzo byłam wykorzystywana.
Paweł milczał długo.
— Nie chcę cię stracić — powiedział w końcu cicho.
Spojrzałam mu w oczy.
— To pomóż mi być szczęśliwą. Pomóż mi być sobą.
Nie wiem jeszcze, jak potoczy się nasza historia. Może Paweł zrozumie i zaczniemy budować nasze życie na nowych zasadach. Może nie… Ale wiem jedno: już nigdy nie pozwolę sobie odebrać własnego głosu.
Czy naprawdę każda synowa musi być służącą? Gdzie leży granica między pomocą a poświęceniem siebie? Może czas o tym porozmawiać…